Mały, głupiutki miś…

Bardzo, bardzo stary tekst. Relikt przeszłości, mam do niego ogromny sentyment. Pisany na konkurs literacki.


 

Kubuś Puchatek splunął na szary na śnieg. Kangurzyca zerknęła na niego obojętnie, po czym głęboko się zaciągnęła. Po chwili wypuściła chmurę dymu w sine niebo nad Stumilowym Lasem.


– Ciekawe, jak to w tym roku… – szepnęła w zamyśleniu. – Biedny Prosiaczek… Lubiłam go. Poczciwy, choć idiota.
– Dumny. Ale nadal dureń. – przerwał jej Kubuś szarpiąc głową, jakby chciał opędzić się od złych wspomnień krążących wokół jego głowy jak natrętne muchy. – Mógł coś wykombinować, poprosić o pomoc N A S, swoich przyjaciół. Mógł… Mogliśmy… Gdyby tylko…- głos mu się urwał. Kangurzyca spojrzała na niego z żalem zmieszanym z politowaniem.
– Gdyby tylko CHCIAŁ – ciągnął znów po chwili.- Ale nie. Że niby ma swój honor, tiaaa… To wasze! – Kubuś zaczął przedrzeźniać piskliwy tenor Prosiaczka – Nie mogę tego wziąć! Muszę sam coś znaleźć! To mój problem! I co? Sam ryjek z niego został. – zaśmiał się upiornie. – Krzyś jest bezlitosny…
– Uspokój się! – warknęła na niego kobieta. Nie cierpiała w Puchawie tego mazgajstwa. Było, minęło. – Znowu zaczynasz? Ile możesz to roztrząsać…
Przez chwilę na polanie w samym środku Stumilowego Lasu zapanowała cisza. Ciężka, gęsta, przesycona zapachem ołowiu cisza, ta nieprzynosząca ulgi, niekojąca uszu. Cisza absolutna, niepokojąca, każąca nerwowo zerknąć w tył, upewnić się, czy jest się samym. Cisza wdzierająca się do uszu brutalniej niż najgłośniejszy krzyk, wpełzająca do głowy, mącąca zmysły, oplatająca swoimi lepkimi mackami mózg. Cisza, którą zostawiły po sobie ptaki, kiedy wiele lat temu odleciały.
Puchatek poczuł, że ani chwili dłużej jej nie zniesie, że musi ją przerwać, dlatego palnął bez zastanowienia:
– A ty? Masz już coś?
Kobieta drgnęła, zarumieniła się, rozejrzała nerwowo. Upewniwszy się, że są sami, a towarzyszy im tylko cichy szum gałęzi pozbawionych już na zawsze liści i nieludzkie wycie Pana Sowy dochodzące zza wzgórza, odrzuciła papierosa, zgniotła niedopałek obcasem kozaka i szepnęła do Puchatka:
– Oszalałeś?! Cicho, kretynie! Przecież wiesz, że nie wolno o tym… – znowu rozejrzała się nerwowo.
– Nie pytam co, tylko czy masz coś w ogóle – Widać było, że mężczyzna zaczyna tracić nad sobą kontrolę. W końcu szarpnął wściekle głową, jakby dławiła go newralgia i chciał się pozbyć bólu; mruknął – A z resztą…
Odwrócił się na pięcie i ruszył w las. Miał już dosyć jej i tego jej ględzenia. Dobra, może i Prosiaczek postąpił słusznie, ale jakie to ma teraz znaczenie? I tak już go nie ma. Psiakrew. To boli. Kiedy odchodzi najlepszy kumpel to boli. Tyle chwil spędzonych razem, tyle panienek, tyle towaru, tyle piw obalonych z nim i z Krzy…
Rozejrzał się nerwowo. Chyba rzeczywiście powinien przestać myśleć o przeszłości.
Kubuś ze złością kopnął kamyk. Potoczył się on po dziurawym asfalcie i wpadł do głębokiego rowu, który właśnie kopali Tygrysek i Królik, kłócąc się bez przerwy, jak to oni. Znowu się nie dogadali, jeden zasypywał to, co drugi wykopał i aktualnie klęli na czym świat stoi.
Idioci, pomyślał Puchatek. Co roku to samo, zajęliby się czymś pożytecznym, a nie ciągle tylko tego złota szukają… I tak nie znajdą, a Haracz dać trzeba. Tylko tracą czas. No, ale to już ich problem. Mężczyzna uśmiechnął się do siebie. On sam już coś miał. Dzień Krzysia nie był mu straszny, bo miał na bóstwo haka. Stare, wykonane dziecięcą ręką rysunki z czasów, gdy ich dyktator był jeszcze małym chłopcem. Gówniana wartość obiektywnie, subiektywnie ratująca życie. Razem chodzili nad rzekę, rzucali do niej patyki i patrzyli jak wypływają z drugiej strony mostu. Siadali pod drzewem i rysowali swoje twarze…

Jak dawno to było?

Nie myśleć o przeszłości.

Jeden z tych rysunków Kubuś zachował, jak się później okazało całkiem słusznie – bóstwo udawało wieczne, więc nic dziwnego, że wszelkimi sposobami usiłowało zniszczyć dowód, że to nieprawda. Co roku Puchatek tylko pokazywał poborcom rysunki i miał spokój. O nic go nie pytali. Oczywiście, nie raz przeszukiwali mu mieszkanie w poszukiwaniu cennych kart… Ale Kubuś nie był głupcem. Ukrył je dobrze, więc Hefalumpy chcąc, nie chcąc musiały schować kolejny nakaz przeszukania w kieszeń i odejść z niczym, patrząc tylko na niego wściekle spod fioletowych czupryn i wydając te okropne, świszczące dźwięki, których z Krzysiem tak się kiedyś bali…

Nie. Myśleć. O. Przeszłości.

Mężczyzna doszedł do swojej małej polanki. Może gdyby nie był bardziej czujny zauważyłby wcześniej unoszący się nad nią ciemnoszary dym.
Poczuł, że broń zawieszona tuż przy udzie mu ciąży. Pasek od torby z prowiantem i dokumentami zaczął nieznośnie wrzynać się w ramie. Patrzył, patrzył i nie mógł uwierzyć. Osunął się na kolana przed zgliszczami swojego domu. Rysunki spłonęły. Tak jak i cała reszta.

* * *
– A ty? Co TY dla mnie masz? – usłyszał cichy głos tuż nad sobą.
Podniósł się i stanął oko w oko z Krzysiem. Bóstwo wpatrywało się w niego przenikliwymi, żółtymi ślepiami. Czekało na dar.
Mężczyzna powolnym ruchem sięgnął do wojskowej raportówki i wyjął z niej maleńki słoiczek miodu. Rzucił go Krzysiowi, a ten zupełnie odruchowo złapał go takim samym szybkim ruchem, jak to czynił, gdy oboje byli mali. Momentalnie jego oczy zapłonęły szkarłatem, a twarz wykrzywił wyraz wściekłości, wściekłości nie tylko na stojącego przed nim wysokiego, dumnego mężczyznę, który zbyt, zbyt wyzywająco patrzył mu prosto w oczy, jak już dawno nikt się nie odważył. Tak patrzreć może tylko ktoś, kto zna cię od podszewki. Krzyś był wściekły również sam na siebie, przecież tak długo pracował nad pozbyciem się wszelkich ludzkich odruchów. Tym jednym nieostrożnym gestem na moment się odsłonił.
– Co… C O T O J E S T?! – gniew sprawił, że głos skoczył mu o oktawę w górę
– To? – rzucił Puchatek. – Jakby to powiedzieć… W imię starej przyjaźni… – Wiedział, co go czeka. Uśmiechnął się do Krzysia.
Nie wiadomo co, może właśnie ten uśmiech, może słowa, jakich Kubuś użył, a może coś zupełnie innego, sprawiły, że bóstwo znieruchomiało. Długo stało tuż przed Puchatkiem bez ruchu, na polanie zaległa cisza, nie ruszał się nawet Tygrysek.
– W imię starej przyjaźni, mówisz…
Kubuś poczuł chłód stali tuż przy skroni, po polanie potoczyło się cichutkie kliknięcie. Stali przy sobie twarz przy twarzy, niemal stykali się nosami…
Krzyś wyszeptał:
– Mały, głupiutki miś…

A potem była już tylko ciemność.

Reklamy

9 uwag do wpisu “Mały, głupiutki miś…

  1. Dobry tekst. Świetny pomysł miałaś. I z realizacją też całkiem. Jest parę potknięć typu brak przecinka czy kropki. Nigdy nie ogarniam tego stuprocentowo pewnie, ale tak na 80-90% już tak :). Jak chcesz, mogę wskazać te kilka miejsc, jak będę miał chwilę.

    Polubienie

  2. Kiedyś byłem na tym forum: http://podziemieopowiadan.pl/forum/thread-zapis-dialogow.html
    Ten link prowadzi do czegoś, co wygląda na porządkujące kwestię dialogów. Szczególnie wielkich liter i kropek lub ich braku przy myślnikach.
    Przytoczę tu przykład z Twojego tekstu, gdzie może okazać się przydatne:
    „Sam ryjek z niego został. – zaśmiał się upiornie. ”
    Dalej idąc, w niektórych przypadkach brak spacji, np. tu:
    „– Gdyby tylko CHCIAŁ – ciągnął znów po chwili.- Ale nie.”
    „Nie pytam co, tylko czy masz coś w ogóle ” – przed „co” nie powinno być przecinka?
    „Kiedy odchodzi najlepszy kumpel to boli.” – podobna niepewność przed „to”.
    „Kubuś ze złością kopnął kamyk. Potoczył się on po dziurawym asfalcie i […]” – przez moment zastanawiałem się, czy kamyk się potoczył, czy Kubuś :D. Ale to pewnie wina godziny i średniego wyspania.
    „ramie” – ę 😉
    „Rzucił go Krzysiowi, a ten zupełnie odruchowo złapał go takim samym szybkim ruchem, jak to czynił, gdy oboje byli mali” – „oboje” sugeruje różnicę płci
    ” który zbyt, zbyt wyzywająco” – nie wiem, czy podwójne zbyt miało tam być.
    „patrzreć” – literówka.
    „Nie wiadomo co” – nie jestem pewien, czy nie brak przecinka znów.
    „Nie wiadomo co, może właśnie ten uśmiech, może słowa, jakich Kubuś użył, a może coś zupełnie innego, sprawiły, że bóstwo znieruchomiało.” – tam masz chyba wtrącenie, między „co” i „sprawiły”. Więc wyłączając je, wygląda to tak, jakby była niezgodność formy gramatycznej. „co […] sprawiło” chyba miało być.
    Teraz zauważyłem też, jak jest dużo wielokropków i wykrzykników w tekście. Nawet tam, gdzie Kangurzyca szepcze, pojawia się wykrzyknik. Możliwe, że nie pojmę całkiem tego napięcia, które chciałaś podkreślić. Myślę jednak, że to trochę przesyt.

    Polubienie

  3. Cieszę się, że Ci się spodobało. Zawsze lubiłam przerabiać baśnie i bajki na taki mroczniejszy nieco klimat. Coś trochę w tym stylu zrobił w swoim „Wilku!” Jakub Ćwiek.

    Polubienie

  4. Podobało i wciąż podoba 🙂 w kilku swoich artykułach też użyłem motywu baśniowego. Zresztą wystarczy zapoznać się z Wiedźminem Sapka, by dojść do wniosku, że koleżka też lubi przeinaczać baśnie na swoją modłę.
    I powiem Ci, że jestem pod wrażeniem. Inteligentna z Ciebie dziewczyna.

    Polubienie

  5. Dziękuję Ci. A tam z „Wiedźminem” – cały „Narrenturm” jest pierwszorzędnie napisanym zmieszaniem historii z hołdem dla prawdziwie słowiańskiej mitologii. I mówi to wiedźminofanka zagorzała i na wszystkich frontach! 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s