Queen – „Królewska historia”, czyli kawa dla konesera

Po lekturze wcześniej recenzowanej książki Petera Hince’a wydawało mi się, że na temat Queen wiem już aaabsolutnie wszystko i nic mię nie zaskoczy. Nic bardziej mylnego. Przed Wami istna biblia fanów Zespołu: „Królewska Historia” pióra Marca Blake’a.

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy była maleńka w stosunku do objętości ilość zdjęć i dość kiepskie wizualnie zorganizowanie tekstu – bardzo, bardzo, bardzo dużo ciągłych, monotonnych, smutnych literek. Tak, wiem, czasy, kiedy książki z obrazkami były jedynymi wartościowymi mam już dawno za sobą… Co nie zmienia faktu, że we wszelkich tego typu biograficznych pozycjach miło by było skosztować nieco fotosów, przedruków, czy choćby co jakiś czas podtytuł większymi literami w jakimś kolorze eleganckim. Wiem. To są bzdety. Jednak niestety mam wrażenie, że legendarne zdanie „nie oceniam książek po okładce” jest bujdą totalną. Czy jesteśmy tego świadomi, czy nie, warstwa wizualna jest pierwszą rzeczą, która pcha się nam, Czytelnikom, w oczy i bardzo wiele od niej zależy.

Postanowiłam się jednak nie zrażać i po obowiązkowym głębokim zaciągnięciu się zapachem nowej książki zabrałam się za lekturę. I wgniotło mnie w fotel.

Dołączona grafika

To, że autorem pozycji jest dziennikarz ma, naturalnie, swoje wady (o których w recenzji dzieła Hince’a wspominałam), ale, jak się okazało, są i zalety. Podstawowa wada? Niemalże każda biografia ich autorstwa przypomina wielką, długaśnią, pozbawioną wszelkich nacechowań subiektywno-narratorowych i przez to często nudną notkę w encyklopedii. A zaleta? Dziennikarze bardzo dobrze się przygotowują. „Królewska historia” jest niesłychanie obszerna, wielowątkowa, „wielobohaterowa”, obejmująca wielką klamrą pokaźny okres czasu, miejsc, zdarzeń, zachowująca przy tym niesłychaną mnogość detali i dbałość o każdą drobnostkę. Tego typu lektura nawet dla przeciętnego fana stanie się męcząca, nie mówiąc już o laiku. Niemniej – tego typu wszechwiedza robi gigantyczne wrażenie. Aż trudno mi uwierzyć ile czasu i sił Mark Blake poświęcił na przygotowanie do napisania tej książki, tym bardziej, że jest on autorem też innych muzycznych pozycji – więc jego wiedza nie jest owocem bycia rąbniętym psychofanem- stalkerem. (Stalkerem tym od prześladowania, nie tym od Zony.)

Dołączona grafika

Autor uniknął dwóch… Błędów? Nie… Bardziej zjawisk popełnianych celowo bądź nie w wielu pozycjach dotyczących Queen. Pierwszy – nie uczynił z biografii zespołu opowieści o cudownym, fascynującym, tajemniczym, intrygującym, nierozumianym wokaliście, świecącym jak gwiazda na tle kilku bezbarwnych koleżków, z których jeden wyróżniał się jedynie pokaźną czupryną. A, i czerwoną gitarkę miał. Blake w pierwszej części książki roztacza przed Czytelnikiem bardzo obszerne życiorysy Tylora, Maya i Bulsary (Deacona dopiero później), podkreślając, że to ci dwaj pierwsi byli spiritus movens przedsięwzięcia. Wraz z Timem Staffelem przez długi czas tworzyli zespół Smile i to Freddie (który jeszcze Freddie’m nie był) uganiał się za nimi pełniąc rolę technicznego.

Dołączona grafika

A drugi błąd, którego uniknął? Skupianie się na najlepszym, złotym okresie pasmie sukcesów i powodzeń charakterystycznych dla szczytu popularności. No więc tak, ten się urodził tu, tamten tam, tak i tak się poznali, następnie dawaj do przodu 500 stron o koncertach, płytach i singlach, kiedy byli już rozchwytywani, a na koniec? No… I potem tam, Freddie umarł a tamci, to właściwie nie wiadomo. Może jakieś kariery solowe, albo co? Nie. Blake. Poświęca wszystkim etapom życia członków zespołu tyle uwagi, na ile zasługują, nie pomijając ich solowych karier po śmierci Freddiego i późniejszych Queenowych reaktywacji.

Dołączona grafika

Komu poleciłabym książkę? Tylko fanom Queen. I to fanom zagorzałym, lojalnym i głęboko wiernym. „Królewska Historia” to istna kawa dla koneserów – wszyscy inni padną prawdopodobnie na przestrzeni pierwszych kilkudziesięciu stron. Jednak tym, miłośnikom, którzy przetrwają, biografia odwdzięczy się wtłoczeniem im do głów tak wielkiej ilości informacji i anegdot, że z dumą mogą wypiąć pierś i przyczepić sobie na niej wydrukowany uprzednio w punkcie ksero medal „Prawdziwy Znawca Królowej”. Koneserzy, którzy jeszcze nie zetknęli się z „Historią” – do boju!

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Wydawnictwu Sine Qua Non.


Wszystkie cytaty i fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z książki Marca Blake’a „Queen – Królewska historia”, Wydawnictwo Sine Qua Non, 2015 r.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s