Fangirl, czyli „ach, gdybym była młodsza”?

Przyznam się szczerze – zraziłam się. Zraziłam się jeszcze zanim właściwie „Fangirl” otworzyłam, nie mówiąc już o czytaniu. Do powieści tak zwanych młodzieżowych mam awersję a negatywne nastawienie. Denerwują mnie, po prostu – od średnio realnej bądź w przegiętej w drugą stronę i przewidywalnej do bólu fabuły po wątpliwe walory stylistyczne. Nawet będąc dziewczęciem w wieku lat piętnastu, czyli podręcznikowym okazem przedstawiciela grupy docelowej zauważałam mankamenty tego typu literatury. Sama prawdopodobnie nie sięgnęłabym po tą książkę nigdy, najwyżej poszczułabym znajomymi gimnazjalistkami. Jednak zdarzyło się tak, że tajemnicza Pani z Wydawnictwa Otwartego z sobie tylko wiadomych powodów uznała, że ta akurat pozycja mi się spodoba. I okazało się, że zna mnie lepiej niż ja sama siebie. Przed Wami jedno z moich największych inkoholiczkowych zaskoczeń – „Fangirl” Rainbow Rowell.

Ale od początku: jak to wszystko się zaczęło? Jak zawsze. Wzięłam książkę do rąk. Odwróciłam. Czytam notkę z tyłu.

„Fangirl” to opowieść o przyjaźni wbrew różnicom i trudnej sztuce dojrzewania…
Tiaaa… Zaczyna się…
… To historia o ludziach, którzy kochają książki tak bardzo, że stają się one całym ich światem.
[tu nastąpił bezgłośny rachunek sumienia pisarczykowej duszy nękanej od niepamiętnych czasów chronicznym książkoholizmem]

Wren i Cath to siostry bliźniaczki podobne do siebie jak ogień i woda. Wren chce w życiu spróbować wszystkiego. Lubi imprezować, randkować i poznawać nowych ludzi. Cath woli siedzieć w ich wspólnym pokoju…
[tu nastąpił intensywny proces myślowy, którego celem było ustalenie w jaki sposób Szanownej Pani Rainbow Rowell udało się podejrzeć mój styl życia i napisać o nim książkę]
… i pisać fanfiction do ksiażki, która zawładnęła jej światem.
[tu z kolei rozkochany w fanfikach potwór w mojej piersi przebudził się i zaczął intensywnie węszyć w powietrzu, wietrząc rychłą ucztę]

Kim jest Fangirl? Jeśli nią jesteś, to wiesz. Jeśli nią nie jesteś, to nie zrozumiesz.
No i pacz. Nikt przecież nie lubi być stawiany w sytuacji „i tak mnie nie zrozumiesz”. A może nią jestem? Więc co zrobić, by poznać odpowiedź na to pytanie? Wziąć się za te sterteczkę stron w przemiłej do miziania oprawie. Wzięłam się.

Na początku zaczynało się niewinnie – pewna dziewoja w osiemnastej wiośnie życia zostaje wyeksmitowana do innego miasta w celu zgłebiania meandrów anglistyki za pomocą narzędzia zwanego college. Razem z Cather (bo tak ma ci ona na imię) jedzie Wren, siostra bliźniaczka. Wbrew pozorom ten fakt niczego nie ułatwia, bo babka ma charakter trudny i dodatkowo snuje śmiałe plany osłabienia więzi międzysiostrzanej. Jakby tego było mało okazuje się, że nowa współlokatorka Cath jest człowiekiem jeszcze bardziej przebojowym niż Wren (jeżeli to w ogóle możliwe)… Jak w tych warunkach nasza bohaterka ma oddać się swojemu hobby – pisaniu w ilościach hurtowych fanfików o nastoletnim czarodzieju Simonie Snow? Dodajmy tutaj, że nie jest to jakiśtam podrzędny blogasek szafiarki – na teksty oczekuje potężna, klilkutysięczna fandomowa publiczność.

Są czasem takie dni, kiedy wszystko się wali. Czujemy się sami i zupełnie, zupełnie opuszczeni – taki czas przeżywa główna bohaterka. Czytelnik może obserwować to, jak kolejne trudności z którymi się styka czynią ją silniejszą i mniej przerażoną… czym? Właściwie wszystkim. Życiem. Podoba mi się, jak dobrze skonstruowane są w „Fangirl” postacie. To nie są tylko jednokolorowe szablony będące ucieleśnieniem konkretnej cechy – ich motywy działania, zdarzenia w których uczestniczą rządzą się logicznymi regułami. Nie śmiejcie się. To naprawdę rzadkie w powieści młodzieżowej.

Kolejnym zaskoczeniem jest dla mnie sama Autorka i jej styl pisania. W „Fangirl” narracja ściśle związana z Cath przeplata się z fragmentami jej fanfikowych opowiadań, co jest świetnym zagraniem ­- daje Czytelnikowi swoisty wgląd w świat ksiażki, w szczególności świat samej bohaterki. Mocny czynnik dodatkowo wciągający. Nie podoba mi się jedynie jedna rzeczy – mocno chronologiczna i uporządkowana narracja jest miejscami jakby porwana – w jednym akapicie bohaterka mówi jedno, w drugim natychmiast robi coś innego, miejsca, postacie, zmieniają się niespodziewanie niekiedy z linijki na linijkę, co wywołuje w Czytelniku, który na moment się wyłączył, efekt: >ZARAZ… CO?< Pomijając ten drobny mankament – Panią Tęczę naprawdę bardzo przyjemnie się czyta. Moja pierwsza myśl po skończeniu lektury? Muszę koniecznie zabrać się za „Eleonorę i Park”….
Komu poleciłabym książkę? Hem, hem, hem. Dwóm grupom Czytelniczek. Pierwsza? Ta banalna. Niewiasty w wieku gimnazjalno – wczesnolicealnym. Ach, gdybym była młodsza, gdybym mogła przeczytać ją wtedy… Ale nie przeczytałam. Stąd mogę polecić ją grupie drugiej – po prostu babkom. Każdej, która chce przewietrzyć swój umysł zmęczony czymkolwiek – pracą, cięższymi książkami… „Fangirl” to, owszem, rozrywka – ale godziwa i na dobrym poziomie.


Wszystkie cytaty i fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z „Fangirl” Rainbow Rowell, Moondrive ,Wydawnictwo Otwarte, 2015r.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Fangirl, czyli „ach, gdybym była młodsza”?

  1. Pingback: „Linia serc”, czyli pracoholika chleb powszedni | inkoholiczka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s