Królowie przeklęci, czyli czyli o dwóch takich, co władali Francją

G.R.R MARTIN POLECA PRAWDZIWĄ „GRĘ O TRON”!!!

Nie mogłam zacząć tej recenzji inaczej, jak od tych słów. Mam lekką reakcję alergiczną na tego typu medialne nagonki z prostej przyczyny – często opiewane jeszcze na długo przed wydaniem dzieło okazuje się tylko balonem z cienkiej gumy, wypełnionym jedynie oczekiwaniami czytelników. Jednak, nie powiem, reklama odniosła pożądany skutek – „Królowie przeklęci” zainteresowali mnie, choć do samej „Gry o tron” mam uczucia ambiwalentne. Moi literaccy przyjaciele mogą potwierdzić. Zerkamy na autora. Francuz. Lubię francuską literaturę

Tu zerkamy na tak zwany blurp:

To pierwotna gra o tron.
W „Królach przeklętych” jest wszystko. Królowie z żelaza, zamordowane królowe, bitwy i zdrady, kłamstwa i żądze, oszustwo, rodowe rywalizacje, klątwa templariuszy, podmieniane niemowlęta, wilczyce, grzech i miecze, wielka dynastia skazana na upadek… A to wszystko (no, prawie wszystko) zaczerpnięte żywcem z kart historii. I wierzcie mi: rody Starków i Lannisterów nie mogą się nawet równać z Kapetyngami i Plantagenetami.
Bez względu na to, czy jesteś historycznym geekiem, czy miłośnikiem fantastyki, od książek Druona nie będziesz się mógł oderwać. To była pierwotna gra o tron. Jeśli lubisz „Pieśń lodu i ognia”, pokochasz „Królów przeklętych”

Nie kocham „Pieśni Lodu i Ognia”. Pokochałam „Królów przeklętych”. Ale od początku – jak to wszystko się zaczęło?

Wraz z pierwszymi kartami opasłego tomiszcza (uwielbiam takie :3) lądujemy we Francji znajdującej się obecnie pod rządami małomównego, choć Pięknego Filipa, który ma się bardzo dobrze i żelazną uzdą prowadzi naród. Papież Klemens, rozwalony wygodnie na miękkim, awiniońskim zydelku, ma się jeszcze lepiej. Mają się dobrze synowie Filipa, żony ich, spędzające czas na aktywnym wypoczynku, też mają się dobrze. Dobrze ma się również pewien skryty pod skrzydłami króla pracowity dorobkiewicz Nogaret. Tylko zakon Templariuszy coś ostatnio cienko przędzie. Ściślej mówiąc – odkąd został oskarżony o herezje i, skoro już jest okazja, wszelkie zło tego świata. W końcu, po jakimś czasie bardzo sprawiedliwej walki i szczerych zwierzeń w sali tortur na stosie spalony został Wielki Mistrz. Ów, absolutnie wścieknięty nie wiedzieć czemu, Jakub de Molay rzuca ostatkiem sił przekleństwo na wszyskich winnych niesprawiedliwego wyroku. I wtedy cała zabawa się zaczyna.

Wychylając jednak głowę z tych królowoprzeklętych labiryntów i wracając do patronatu pewnego seryjnego mordercy ulubionych postaci fanów… Uwaga, powiem teraz coś bałwochwalczego… Moim inkoholiczkowym zdaniem powieść merytorycznie wcale go nie potrzebowała. Co więcej – gdyby nie to, że od początku była powiązana z dziełem Martina – nigdy bym ich sama ze sobą nie skojarzyła. Te dwie książki wydają mi się od siebie naprawdę bardzo odległe. Tak, to prawda, że fantastyka, zwłaszcza ta najczęstsza – w wydaniu okołomediewistycznym jest siostrą… No… Może bliską kuzynką literatury historycznej… Tak, to prawda, że występuje tu prawdziwa „gra o tron”… Ale odpowiedzmy sobie na proste pytanie: czy kiedykolwiek, w jakimkolwiek wymiarze istniało takie miejsce, w którym obecność tronu nie była nierozerwalnie związana z zażartą walką na zęby i pazury o niego? Nawet w bajkach, które płynęły z ust niezliczonej rzeczy niań, mamuś i babć wprost do naszych spragnionych uszu brzdąca – tam działały dokładnie te same mechanizmy. Nie? To dlaczego Skaza zabił Mufasę? Hę? Tylko niech mi teraz powie który, że nie płakał po Mufasie…

To było 700 stron czystej uczty literackiej. Moje, absolutnie rozkochane w fantastyce serce po lekturze „Królów…” zrozumiało pewną ważną rzecz. Nie trzeba wymyślać alternatywnych światów – rzeczywistość sama w sobie jest niewyobrażalnie głębokim i praktycznie niewyczerpywalnym oceanem. Niezgorzej zaprojektowanym niż te fikcyjne…

Komu poleciłabym książkę? Wszystkim, którym historia jawi się jako wielkie, koszmarnie nudne i niewyobrażalnie bezbarwne coś, co nie wiadomo dlaczego jest przez niektórych uwielbiane, a im jawi się jako mnóstwo przypadkowo powiązanych ze sobą cyferek, oraz losowo zestawionych w pary rzeczowników i przymiotników. Przeszłość to takie jakby teraz – tylko kiedyś. Nie wierzycie? Przeczytajcie. Na własne oczy zobaczcie, że czy teraz, czy kilkaset lat temu ludzie myśleli i postępowali, kochali i nienawidzili według tych schematów. A jak będzie w przyszłości? Tego nie wie nikt. Jednak nasuwa się pewno podejrzenie…


Wszystkie cytaty oraz fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z książki „Królowie przeklęci – tom I” Maurice Druon, Wydawnictwo Otwarte, Kraków, 2015r.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Królowie przeklęci, czyli czyli o dwóch takich, co władali Francją

  1. Pingback: „Królowie Przeklęci” – tom II, czyli apetyt rośnie w miarę jedzenia | inkoholiczka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s