Dopóki nie zgasną gwiazdy, czyli brace yourself…

Upadek. Zieleń traw znika, zastąpiona przez śnieg, lód i wichurę. Jakby to było niewystarczającą atrakcją – pojawia się także nowy, niebezpieczny przez swoją obcość, wróg. Na skutej lodem, nieprzyjaznej ziemi ludzie starają się jak najlepiej przystosować do nowych warunków. Od tej pory miasta będą stać puste – ich mieszkańcy, chcąc chronić to, co ocalało – siebie nawzajem, wchodzą wysoko w góry, będące obecnie najbezpieczniejszym miejscem i ostatnim bastionem ich nadzei. Drwale, myśliwi, sygnaliści, złomiarze, mcharze, kieratnicy… Każda grupa ma swoje ściśle określone zadania i dzięki tej, wymuszonej przez nowe warunki, harmonii udaje im się w codziennym mozole realizować najważniejszy cel – PRZETRWAĆ.

„W takiej rzeczywistości przyszło żyć Kacprowi. Chłopak nawet nie przypuszcza, jakie piekło zgotował mu los. Pogoń za ambicją oraz poczucie obowiązku wobec bliskich każą mu opuścić znaną okolicę. Rozpoczyna swoją podróż. A światła czekają na nieostrożnych wędrowców…

Wejdź do świata, w którym przetrwają tylko najsilniejsi, każda książka jest na wagę złota, a dawne siedziby ludzkie skrywają największe sekrety. Do świata, który nie wybacza najmniejszego błędu.”

Sam temat apokalipsy wydaje się być absolutnie niewyczerpywalnym źródłem inspiracji – koniec świata każdy wyobraża sobie inaczej. Nie zapominajmy jednak o Nowej Jerozolimie – coś się kończy, coś się zaczyna. I tu rozwierają się przed nami wrota postapokaliptycznej rzeczywistości będącej, jeśli to w ogóle możliwe, jeszcze większa niewiadomą niż sam koniec świata. Ale fabuła to nie wszystko. Osobiście zawsze zwracam wielką uwagę i u pisarzy bardzo cenię umiejętność porządnego, dokładnego i rozsądnego opisania świata, który się stworzyło. Autor musi pamiętać, że to wszystko, co ma w swojej głowie, na razie tam pozostaje – przelewając to na papier nie może niczego pominąć, bo zakładając domyślność czytelnika w swojej powieści wytworzy dziury, które uczynią ją niezrozumiałą, nielogiczą i w rezultacie obniżą jej jakość. U Patykiewicza, co zanotowałam z ukontentowaniem, świat ten jest bez zarzutu. Po prostu w niego weszłam, zaczęłam myśleć jego prawami, co oznacza, że został opisany bardzo dobrze. Przyszłość bez oklepanych zombiaków, da się? Da się!

Jedyny zgrzyt rozbrzmiał mi w głowie, gdy pierwszy raz natrafiłam na słowo „Lucyfer”. Nie no. Błagam. A tak dobrze szło – świetnie wykreowany świat, dlaczego znowu ta fantastyka religijna? Przecież ona jest tu kompletnie zbędna…

…ale później zorientowałam się filozoficznie, że to wszystko ma głębszy sens i w gruncie rzeczy jest tej historii potrzebne, obrazuje w pewien sposób zmiany myślenia ludzi w nowej sytuacji – ich zupełnie uzasadniony strach przed wszystkim co nowe, resztki kurczowego trzymania się ciepłej, bezpiecznej i zrozumiałej przeszłości. Nie umiem tego jaśniej wytłumaczyć bez spoilowania – zapraszam do lektury, sami ocenicie 🙂

Mam taki specyficzny sposób czytania książek, że czytam je chyba całą sobą. Nie czytam oczami. Ja się w nich zatracam zupełnie, zanurzam po uszy, a może właściwie nawet z kudłatą głową. Czasem słyszę, co się do mnie mówi, jeżeli kto jest wystarczająco zdeterminowany, żeby się do mnie dobić – to oznacza, że książka po prostu mi się podoba. A kiedy tracę całkowicie kontakt z rzeczywistością to zwiastuje nowego lokatora na Inkoholiczkowej literackiej topliście.

Czasami jednak bywa i tak, że dzieło owszem, podoba mi się, jestem świadoma jego walorów i je podziwiam, ale mimo to nie umiem się w nim „zapomnieć”. Dlaczego tak jest? Ano dlatego, że niektóre książki są szczególnie wymagające – aż słyszysz, jak proszą o stworzenie im konkretnej atmosfery. Gdy ulegniesz temu nawoływaniu one odwdzięczą ci się zwielokrotniając niebotycznie ilość wrażeń z lektury. Są na przykład takie książki, które zawsze i bezwzględnie należy czytać w zimie. Jedną z nich jest zdecydowanie „Dopóki nie zgasną gwizdy”. I wiem jedno. Jak tylko spadnie pierwszy śnieg i mróz ściśnie naszą piękną polską ziemię – ja wracam do dzieła Patykiewicza. Bezwzględnie.


Wszystkie cytaty oraz fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z  „Dopóki nie zgasną gwiazdy”, Piotr Patykiewicz, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków, 2015r.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Dopóki nie zgasną gwiazdy, czyli brace yourself…

  1. Pingback: Queen Book Tag (od Hasacza ukradzion niecnie pod osłoną nocy) | inkoholiczka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s