„Jak znaleźć faceta w wielkim mieście”, czyli poradnik kompletnie egzotyczny

Przed Wami Lauren Cunningham – dziewoja tuż przed trzydziestką, która na wszystkie próby wytknięcia jej tego reaguje dość nerwowo. Głównym sensem jej życia jest poznanie bliżej jak największej ilości osobników płci męskiej. Poznanie bliżej i na tym koniec, żadnych związków. W tym właśnie celu przeprowadza się z konserwatywnej Ameryki, która krępuje jej barwną osobowość, do Anglii, gdzie zamierza pełnoetatowo kontemplować mężczyzn, wino i śpiew.

O dziwo! Panowie nie wiedzieć czemu nie wierzą w jej szczere i niezobowiązujące intencje. A może właśnie nie są w stanie ogarnąć umysłem roztaczającej się przed nimi panoramy szczęścia? Tak czy inaczej w efekcie umykają z jej apartamentów jeden po drugim. (Tu nasuwa się pytanie – czy nie tego właśnie chciała? Ale porzućmy temat.) Po pewnym czasie sfrustrowana niewiasta wpada na genialny pomysł przekształcenia swojego życia uczuciowego w jeden wielki naukowy eksperyment. Ot, tak z własnej nieprzymuszonej woli, ku chwale i użytkowi wszystkich zagubionych w meandrach damsko-męskich relacji kobiet tego świata. Łapie więc ci ona krzepko w ręce staromodne poradniki podrywu i metodycznie zaczyna wprowadzać owe zalecenia w życie.

Prawda jest taka, że w kwestii tak zwanego flirtu moja wiedza wchodzi na debet. No. Ewentualnie, tak na upartego, parafrazując słowa Freddiego Mercury’ego, mogę się utożsamić z Good Old-Fashioned Lover Girl. W związku ze wszem powyższym stanowię całkowite, kompletne, absolutne, totalne, bezwarunkowe, doszczętne, stuprocentowe i bezwzględne przeciwieństwo Lauren. Nasza sytuacja przedstawia się z grubsza tak:

Prawdopodobnie dlatego na początek, gdy zaczęłam czytać dzieło Pimentel miałam minę nietęgą, a w głowie jedynie chęć na potrząśnięcie Cunningham i wykrzyczenie jej:

Babeczko. Posłuchaj. Masz pracę, którą lubisz, miłą współlokatorkę, właśnie przeprowadziłaś się do miasta, o którym od dawna marzyłaś i, przede wszystkim, cierpisz na nadmiar wolnego czasu. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę z tego, że na całym Bożym świecie jest bardzo, bardzo dużo rozmaitych zajęć, którym możesz się poświęcić. Nie musisz wszystkich swoich sił witalnych przekuwać w strzelanie oczami. Tak, tak! Możesz zbierać znaczki. Dziergać. Naprawiać zegarki. Grać w piłkę nożną. Albo siatkówkę. Albo na nerwach. Zapisać się na taniec śreniowieczny. Konstruować pranki. Piłować na skrzypcach. Śpiewać country. Malować landszafciki. Jeździć konno. Albo na oklep na kocie. Albo NAWET posłuchać muzyki. Po prostu. Zajmij się. Czymś. Czymkolwiek.

Ciekawym aspektem stała się w tym momencie niezręczność narracji pierwszoosobowej. Forma książki – dziennik – narzuca pewien margines choć próby utożsamiania się z główną bohaterką. Powiem szczerze, wejście w skórę szalonej i nieobliczalnej singielki żyjącej od imprezy do imprezy było doświadczeniem dość interesującym i zdecydowanie niezapomnianym.

I właśnie w tym momecie nastało zwątpienie. Zaraz zaraz, Inkoholiczko, przystopowałam sama siebie. Czy mało widzisz na twarzoksiążkowych profilach swoich znajomych zdjęć z imprez? Czy mało znasz babeczek, które ponad wszelkie sporty świata przedkładają randkowanie? Dlaczego tylko z powodu swojej dziwaczności masz dyskwalifikować książkę, która w swojej kategorii literatury kobiecej jest naprawdę dobra, tylko po prostu mija się z Twoim gustem? Prawda jest taka, że czasami, po długotrwałym raczeniu się lekturami „cięższymi” wewnątrz mózgownicy atmosfera zaczyna mocno gęstnieć i przytłaczać. Myślę, że lekarstwem na to jest „przewietrzenie” od czasu do czasu swojej czytelniczej głowy czymś lżejszym – „Jak znaleźć faceta…” się na taki „przewietrzalnik” jak najbardziej nadaje.

Dlatego, wymaszczając tu zgrabnie ustawę końcową, kieruję apel do wszystkich kochających imprezy normalnych dziewczyn. Kobitki – ten poradnik jest własnie dla Was. If You really want to be forever young, musicie sięgnąć po „Jak znaleźć faceta…”, bo jest ona niezwykła o tyle, że pokazuje, jak mało zmienili się panowie na przestrzeni ostatnich kilkuset lat. Starodawne poradniki w wielu przypadkach naprawdę działają, więc, babki, szorujcie do księgarni po tą różową książkę – naprawdę może się przydać. Dla mnie niestety, podkocykowego nerda z laptopem i kubkiem kakao, dzieło Melissy Pimentel okazało się poradnikiem kompletnie egzotycznym. 😉


Wszystkie cytaty oraz fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z „Jak znaleźć faceta w wielkim mieście” Melissy Pimentel, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, 2015 r.

Grafiki pochodzą ze stron. http://www.tapeciarnia.pl, http://www.pinterest.com.

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s