„Ukłony dla żony”, czyli o problemach małżeńskich z lokowaniem produktu

Krąży po narodzie od czasu długiego pewien dowcip:
Przychodzi wnuczek wkraczający w dorosłość do dziadka i, pełen podziwu dla stażu jego małżeństwa z babcia, pyta nestora rodu:
-Dziadku, a przez te tyle lat, jak jesteście razem, ani razu nie miałeś ochoty jej zostawić?
-Zostawić! – oburzył się dziadzio.- Nigdy! Zabić – codziennie.
<odczekuje wybuch homeryckiego śmiechu>
No właśnie. Jak przeżyć w małżeństwie i się nie pozabijać? Sama jeszcze okazji sakramentalnym węzłem się owinąć nie miałam, niemniej z wielką ochotą poznam receptę na szczęśliwy związek Katarzyny Gubały. Tak na zaś. Przed Wami „Ukłony dla żony”.

Weźcie udział w wielkiej i absurdalnej przygodzie Karoliny i Jurka zwanej małżeństwem. Dowiecie się z niej czy wy też musicie kogoś zabić, żeby skończyć awanturę o brudne gary w zlewie. A jeśli po prostu chcecie odnaleźć w życiu szczęście i spokój – to przeczytajcie „Ukłony dla żony” i dobrze się bawcie. Bo to nie jest książeczka dla grzecznych chłopców i dziewczynek. To kpina z bzdurnych konwenansów, babskich fochów i męskich obsesji. Będziecie zaśmiewać się do łez, a potem weźmiecie nóż i zrobicie w tej kuchni porządek! I zapomnijcie o równouprawnieniu.

I rzeczywiście – zgodnie z zapowiedzią Autorka w kolejnych rozdziałach rozprawia się metodycznie ze wszelkimi codziennymi i nieobcymi nikomu problemami, z jakimi zmaga się małżeństwo. Od podejmowania wielkich i poważnych decyzji, przez wspólnych znajomych, kompleksy na tle seksualnym, wyjazdy we dwoje, niezgodności charakterów, z którymi jakoś się żyje, aż po te legendarne porozrzucane wszędzie skarpetki. Przede mną, jako przed miłosną idealistką w sprawie małżeństwa kompletnie zieloną, Gubała zarysowała bardzo miłą, jasną i klarowną ścieżkę wychodzenia ze wszelkich konfliktów. Niestety – gdy rozmawiałam o tej książce z pewną znajomą mężatką z wysokim stażem, ona wywracała oczami i kiwała z politowaniem głową. I bądź tu mądry! 😉

Technika idzie do przodu, prawdaż. <odchrząknięcie> Wszystko, prawdaż, zautomatyzowane <bulgot z karafki> coraz mniej takiego, żeby nie elektryczne. <odkaszlnięcie> Komputery, prawdaż, internety <kasłanie> i te inne. Ale, żeby tak, panie, książkę?

Ano książkę! We dłoniach mych papieru spragnionych leży oto cud techniki i powiew nowoczesności – „pierwsza w Polsce multimedialna książka o miłości” (ciekawe, czy nie-o-miłosci już była). Leży on i pachnie świeżym drukiem, jak najzwyklejsza książka, więc czymże jego ta multimedialnośc się objawia? Ano tym, że wchodzi w interakcje z Czytelnikiem. Na każdej niemalże stronie czeka na nas kod QR z linkiem do strony internetowej. Ciekawy pomysł na jeszcze mocniejsze wprowadzenie do świata głównej boheterki. Rozmawia z przyjacielem o niedawno przeczytanym artykule – link do artykułu, piecze babeczki na wieczorne spotkanie ze znajomymi – link do przepisu na babeczki, wspomina niedawną podróż na Węgry – link do strony ze zdjęciami. Dzięki temu stworzona przez Autorkę rzeczywistość ulega swoistemu rozszerzeniu, co uatrakcyjnia lekturę i pomaga zagłębić się w świat Karoliny.

A jednak i w tym słoiczku miodu jest łyżka dziegciu – mi osobiście mocno przeszkadzał sposób w jaki Autorka wprowadziła linki w swój tekst. Wszystkie (poza jednym) prowadziły do jej własnego bloga. Tak, wiem, że zapewne z rozmaitych przeczyn nie dało się tego inaczej zorganizować, ale i tak podczas czytania czuło się autoreklamę nieprzyzwoicie mocno. Dodatkowo okraszone było to wszystko dużą ilością autopeanów na własną cześć w stylu >ach! Może zajrzę na moją ulubioną stronę i tam znajdę rozwiązanie tego trudnego problemu?<. Nie będę ukrywać, że miejscami wzbudzało to we mnie pewien niesmak.

Poza tym drobnym mankamentem mam wobec „Ukłonów…” odczucia bardzo pozytywne. Podoba mi się w tej książce wprowadzona przez Autorkę „wielosubiektywność”. Wbrew pozorom nie ogranicza się ona tylko do swojej własnej wizji małżeństwa – przytacza wiele, często skrajnych przykładów, zbieranych w mozole ankiet pośród swoich własnych znajomych. Karolina i Jurek wydają się być naprawdę sympatyczną parką, a i problemy, o których pisze piękniejsza połowa związku są mocno… życiowe. Przyjemna lektura spod znaku tych lżejszych.


Wszystkie cytaty oraz fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z książki „Ukłony dla żony” Katarzyny Gubały, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, 2015 r.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “„Ukłony dla żony”, czyli o problemach małżeńskich z lokowaniem produktu

  1. Wow, rzeczywiście technika gna naprzód i nie omija przy tym książek. Kiedy czytałam „Maybe Someday” Colleen Hoover, gdzie na początku książki był kod QR, dzięki któremu można było posłuchać piosenek stworzonych na potrzeby powieści, sądziłam, że to już jest ogromny postęp. Ale pomysł, by różne strony internetowe uzupełniały treść książki, idzie jeszcze dalej. Bardzo to ciekawe. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s