„Jej wszystkie życia”, czyli co by było, gdyby…?

Uwielbiam, wprost uwielbiam w literaturze i filmie wszelkie elementy zabawy z czasem. I nie mam tu na myśli naszej zabawy z nim – to raczej on bawi się nami, maleńkimi mróweczkami we wszechświecie. Ostatnie zafascynowanie filmami typu „Interstellar” czy „Kontakt” dodatkowo zaostrzyło mój apetyt. Jak to możliwe, że czas na ziemi płynie inaczej niż w innych miejscach w kosmosie? Wszelkie próby pojęcia tego swoim małym, ludzkim rozumkiem przerwałam na momencik widząc zwiastun „Jej wszystkich żyć” Kate Atkinson.

A gdybyśmy tak mogli przeżywać nasze życie raz za razem, żeby wreszcie zrobić to jak należy? Czy to nie byłoby wspaniałe?
W 1910 roku, podczas szalejącej w Anglii śnieżycy, przychodzi na świat dziewczynka. I umiera, zanim zdąży zaczerpnąć pierwszy oddech.
W 1910 roku, podczas szalejącej w Anglii śnieżycy, rodzi się ta sama dziewczynka. I żyje, snując swoją opowieść.
Jak by to było, otrzymać od losu drugą szansę? A potem trzecią? Mieć nieskończoną liczbę możliwości, aby przeżyć swoje życie? Czy za którymś razem udałoby się ocalić świat przed przeznaczeniem, jakie jest mu pisane? I czy ktokolwiek chciałby to w ogóle uczynić?

W pierwszym rozdziale Ursula Todd umiera tuż po urodzeniu. W drugim przeżywa swoje dzieciństwo otoczona ciepłą i kochającą rodziną, niestety ginie w wyniku nieszczęśliwego wypadku. W trzecim robi błyskotliwą karierę, jest przyjaciółką samej Evy Braun i Hitlera. W czwartym ma męża psychopatę, w piątym… I tak dalej i dalej. Główna bohaterka ma zdolność do przeżywania swojego życia na nieskończoną ilość sposobów. Dodatkowo w pewien sposób wynosi doświadczenia z „poprzedniego życia” do następnego, co pozwala jej unikać nieszczęśliwych wypadków i zapewnia jej przydomek „medium”. Nie wiem, czy to bardziej fascynujące, czy przerażające.

Ta książka przypomina mi nieco film „Mr.Nobody” z wybitnym aktorem Jaredem Leto w roli głównej. Główny bohater obserwuje swoje życie toczące się naraz po trzech torach, zależne od jednej decyzji, podjętej na 3 różne sposoby. Podobną, choć znacznie bardziej zagmatwaną sytuację mamy tutaj – 560 stron esencji odwiecznego pytania: a co by było, gdyby…? Zaburzona chronologia, niezrozumiałe z początku mechanizmy działania świata Ursuli sprawiają, że przez pierwsze kilka podrozdzialików Czytelnik nie jest pewien, co właściwie się na jego oczach odbywa i niewąsko się gubi. Potem jednak, kiedy jego mózg zacznie działać według labiryntu czasowego książki, zaczyna ona dostarczać fenomenalnej rozrywki.

Jak do tej pory znałam Kate Atkinson tylko z kryminałów ( ) i, jak łatwo wnieść po recenzjach, pozyskała we mnie zagorzałego fana. Kiedy zobaczyłam jej nazwisko na papierowej cegle obyczajowo-historycznej troszkę się przelękłam. Znacie to uczucie, kiedy jakiś pisarz parający się do tej pory jednym gatunkiem, nagle, z sobie tylko wiadomych przyczyn bierze się za drugi? Fanowie zaskoczeni drżą w konsternacji, krytyka czeka już nakładając śliniaczek i ostrząc sobie na delikwenta ząbki… I niestety w większości przypadków osztrzą słusznie, bo mistrz w jednej dziedzinie okazuje się nędznym adeptem-amatorem w drugiej. W tym przypadku jednak połamaliby sobie te ząbki i musieli je zbierać w woreczek, bo Kate Atkinson miażdży. Miażdży pomysłem i jego realizacją, formą i treścią, fabułą i językiem. Lekkie, dowcipne pióro, delikatna, kobieca pisarska ręka Autorki doskonale pasują do tematyki. Potrafi wiarygodnie oddać klimat zarówno sielankowego dzieciństwa w przedwojennej Anglii, jak i drastycznie opisać niemieckie bombardowania. Jakby powiedziała moja przyjaciółka, ta babka jest MEGA.

Tak często słyszę słowa „gdybym tylko mógł cofnąć czas”. Wielu ludzi oddałoby złote pałace, żeby móc zmienić bieg wydarzeń i podjąć inaczej jakąś decyzję z przeszłości. Mnie po lekturze nasuwa mi się tylko jedno pytanie. Czy możliwość przeżywania swojego życia na tysiąc sposobów rzeczywiście byłaby błogosławieństwem? Po przeczytaniu książki widzę ją zgoła odwrotnie…


Wszystkie cytaty oraz fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z „Jej wszsystkie życia” Kate Atkinson, wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, 2014 rok

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

Advertisements

2 uwagi do wpisu “„Jej wszystkie życia”, czyli co by było, gdyby…?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s