Clairefontaine Triomphe, czyli gładziutkość aksamitu

Francja, mimo swych kilku niewątpliwych wad, od wielu lat powolutku, po cichutku, ale z godną podziwu wytrwałością rozkochiwuje mię w sobie. Matuszka mi jako pacholeciu serwowała nieustannie jedną z płyt niejakiego chrypkogłosego Garou, sama na tą muzykę ówcześnie chorując. Potem co prawda odrobinkę podrosłam (ale niewiele) i Garuj przerodził się w osobistości pokroju Edit Piaf (su le sjel deeee Pariii, oh fofou, fou fofou, ummm ummm…). Jak widać nauka języka też idzie mi dobrze, umiem przecież już bonżur, pejzaż i dekupasz. Następnie frontalny atak na moje serce przypuścił Wiktor Hugo ze swoją „Katedrą Marii Panny”, zdobył je, zawładnął mną niepodzielnie i panuje do dziś. W związku natomiast z pierzastym aspektem mojego życia – Visvamitra jak zwykle nie zawiódł. Do grona ulubionych inkaustow dołączyło kilka torcikowych sztuk L’Artisan Pastellier Callifolio (uczyłam się pół godziny jak to się wymawia, coby zabłysnąć na salonach). A teraz? A teraz zadość się stanie mojemu galopujacemu papierofetyszowi. Bombowy Daniel zaopatrzyl mnie w pewnien notesik, który na peany najpiekniejsze zaiste zasługuje. Przed Wami Clairefontaine Triomphe.


Jak się toto prezentuje?

A prezentuje się bardzo elegancko. Biel, błekit oraz złocię, piękna czcionka napisów i śnieżnobiały papier. Bon-żur, tip-top!


Do czego się toto by nadało?
A nada się toto zarówno na notesik, jak i papeterię – kartki są delikatnie zlepione ze sobą, bez problemu można jedną z nich wyrywać. Także kto chętny na tradycyjny liścik na miłym do miziania papierze, zapraszam na maila! 😉

Jak toto reaguje na kontakt ze stalóweczką?

Merowing zwykł był mawiać że kląć po francusku to tak, jakby podcierać się jedwabiem. Pisaniu po francuskim papierze towarzyszy podobne uczucie.

To w sumie dość ciekawa sprawa, bo papier w dotyku jest tak gładki, że niemal śliski – bałam się, że będzie zachowywał się w kontakcie z inkaustem jak kredowy. A tu siurpryza! Chłonie aż miło, nie strzępi się na nim nic, mało co przebija, schnięcie też przebiega całkiem szybko… Kurcze no. Jestem zachwycona.

A dużo było testowane, bo na ostatnim piórowym zlocie notes poszedł w tango… I oto efekty 🙂

Próby pisadełkowania

Pióro: Waterman Hemisphere F
Atrament: Pelikan Edelstein Amethyst

Suche męskie fakty, czyli o parametrach słów kilka

Gramatura: 90 g
Kolor: kość słoniowa


Format: A5 (ale bez problemu są dostępne i A4)
Stosunek ceny do jakości: zaprawdę powiadam wam – powalający!
Wzór: ja mam czysty, ale z tego, co się orientuję dostepne są jeszcze w linię. I to nie byle jaką, panie, linię. Francuską.

Podsumowywiwujac?

Dla mnie bomba, siostro. Z dumą umieszczam go na podium w rankingu Najulubieńszych Inkoholiczkowych Papierków. Na list i na notatkę, do miziania i do pisania, do testowania i kaligrafowania. Notesik z przyjemnością zużyję i polecam wszystkim 🙂


Źródło grafiki użytej w teście.

Jeżeli spodobał Ci się recenzowany przeze mnie notes, to możesz go kupić tutaj 🙂
Za egzemplarz notesu serdecznie dziękuję sklepowi f-pen.pl.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s