Najgorszy człowiek na świecie, czyli każdy się wstydzi. Każdy.

Alkoholik – słyszycie to słowo i co myślicie? Powyciągany sweter, przepita facjata, na ustach prośba o drobniaki, wymięty kaszkiet, nieobecne spojrzenie, na twarzy szczecina nie pamiętająca golarki i obowiązkowy smród wyprzedzający personę na kilka metrów. Unosząca się wokół aura dozoru kuratorskiego, patologii i przegranego życia. A co, jak wam powiem, że pić można na obcasach, pić może dziewczyna z prenumeratą Przekroju, absolwentka UW, stały bywalec Czułego Barbarzyńcy?

„Budzisz się rano, najpierw czujesz posmak etanolu. Skórę masz wysuszoną jak kabanos, w głowie zaczyna ci powoli pulsować błękitny młoteczek. Już wiesz, że wczoraj piłaś”

nc1_zps9o9uky3o

Krystyna pracuje w telewizji – wszyscy kojarzą jej twarz, nawet pani z warzywniaka. Oczytana, inteligentna, wygadana, słowem: dusza towarzystwa. Pije. Oczywiście tyle co wszyscy. No, może jeszcze troszeczkę w samotności. Dla odwagi. Dla energii. Dla pociechy. Żeby poczuć bardziej. Żeby cokolwiek poczuć.

I trzeciego dnia jesteś już ładna. Myślisz sobie, że pewnie gdybyś nie piła, to nie musiałabyś ładować pół kilo tapety na twarz, żeby uzyskać jednolity koloryt, no ale co, miałabyś nie pić?

W pewnym wiec momencie życia nasza bohaterka na wyjeździe integracyjnym przewraca się na twarz. Głupio to brzmi i bezsensownie, ale tak było – zwyczajnie, po prostu, centralnie na środeczek facjaty. Wszystkie samozachowawcze instynkty spały w kącie podświadomości spite w sztok i w związku z tym nie zadziałały. I Krystyna dochodzi do wniosku, że tak dalej być nie może. Postanawia przestać pić, a elementem uleczającym ma być tonami palona marihuana. Działa, oczywiście do czasu – do czasu kiedy rano budzi się uzależniona i od alkoholu, i od Zielonowłosej Marysi. Rozpoczyna się wędrówka od Annasza do Kajfasza po rozmaitych psychoterapeutach, z czego większość zasługuje na honorowe odznaczenie Związku Naczelnych Szalbierzy-Konowałów Psychologów Sroce Spod Ogona Wypadłych. W końcu ląduje na spotkaniu AA, choć jeszcze kilka tygodni temu taka wycieczka byłaby dla niej jak wyjazd do Suwałk bez karty do bankomatu i majtek na zmianę. I tu zaczyna snuć opowieść, gawędę alkoholiczki na obcasach, eleganckiej, zagubionej, o pluszowym sercu.

” Nałóg bierze się z tego, że jesteś wydrążony w środku, albo tak ci się przynajmniej wydaje. Że jest pusto i cicho, a ty jesteś zamknięty w swoim pokoju i za mało się starasz.

Przed Wami spowity w mylący róż dziennik – opowieść snuta z krainy nałogu i jednocześnie autopsychoterapia, poszukiwanie swojej drogi ku prawdzie. Nałóg jest tu traktowany jako skutek, nie jako przyczyna. Wielki szacunek dla Autorki za odwagę. Mało jest już w naszych czasach tabu, których złamanie przyniosłoby coś dobrego. Tu – przynosi bez dwóch zdań. Wsparcie współcierpiącym, rozliczenie z samym sobą, uświadomienie dotychczas ślepych.

Bohaterka nie żali się czytelnikowi, nie zgrywa pokrzywdzonej przez los żebrając żenująco o uwagę. Ona po prostu spokojnie opowiada swoją historię, swoją i milionów innych ludzi, którzy czują sie puści w środku, czują, że wciąż brak im czegoś cennego, chcą tą pustkę czymś wypełnić, nie wytrzymają z nią ani chwili dłużej. Dlatego zalewają ją alkoholem, zadymiają papierosami, zagrywają Call of Duty, zajadają czekoladowymi tortami.

„Mieszkają w całej Polsce. Są w twoim bloku, twojej klasie, pracy. Siedzą z tobą w przychodni. Jadą z tobą tramwajem. Nie radzą sobie z nałogiem. Jesteśmy tacy sami. Identyczni. Nie ma między nami żadnej różnicy, wybieramy tylko inne rodzaje broni, żeby przestać czuć, żeby zapomnieć o sobie i o tym, jak bardzo wszystko źle robimy, jak bardzo nie potrafimy sobie poradzić, jak bardzo jesteśmy najgorszymi ludźmi na świecie.”

Ta książka otwiera oczy tym, którzy mają szczęście nigdy nie wyć z samotności i zagubienia w ciepłą majową noc. Pokazuje, że ta skorupka, skądinąd krucha, którą ludzie pokazują światu ludzie może być bardzo, bardzo myląca. Halber porusza temat codziennego udawania, krycia uczuć pod kolcami ironii, najeżania się sarkazmem i przywdziewania co rano maski wymuszonego cynizmu.

„Mieliśmy wszyscy modne ciuchy i byliśmy mistrzami ciętej riposty, ale nigdy nie rozmawialiśmy naprawdę.

Bo co się stanie, jeśli ktoś odkryje, co jest we mnie, w środku? Co jeśli ktoś dotknie mojego pluszowego, miękkiego, spragnionego miłości serduszka? Co, jeśli ktoś mnie zrani, wykorzysta? I tu pojawia się pytanie – jak znaleźć kogoś pewnego, ukochanego, godnego odkrycia się przed nim, psychicznego stanięcia nago w pełnej prawdzie o sobie? Jak zaufać? Jak zbudować z kimkolwiek relację, jak zwyczajnie porozmawiać, tak bez udawania, tak swobodnie, niewymuszenie, zwyczajnie? Jak zakładać co dzień rano maskę, kiedy już tak mocno uwiera, że nie da się w niej wytrzymać?

„Czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak potwornie, powtarzam potwornie ważne dla poczucia bezpieczeństwa, dla tego, żebyś naprawdę się przed kimś otworzył, żeby mogła powstać bliskość, ta za którą tak płaczesz o drugiej w nocy nad żołądkową, jak ważne jest nieocenianie? Pewność, że ten, do którego mówisz, nie tworzy sobie w głowie opinii na twój temat?”

Krystyna snuje swoją opowieść siedząc na przeciwko czytelnika, spokojna, opanowana. Wybucha tylko od czasu do czasu, na wspomnienie najboleśniejszych z momentów. Nie umiem analizować tej książki tak jak innych, rozpatrywać jej w kategoriach: forma, treść, ocena. Ją się czyta emocjami, uczuciami. Sercem, nie rozumem. Dlatego też w ten sposób będę ją Wam przybliżała.

„Nie „ja tak mam”, aludzie tak mają”. Brzmi lepiej. Bezpieczniej. I mądrzej. Może na przykład miałaś starego lub starą, którzy nie dopuszczali cię do głosu, nie pytali cię o nic i nie nauczyłaś się, że twoje zdanie jest ważne.
Może w ogóle (zakład? stawiam stówkę) nie nauczyłaś się, że jesteś ważna. Albo ważny. „

Nie wiem, co takiego jest w tej książce, może to styl pisania, może to treść, może to jakaś nieokreślona aura… To coś sprawia, że ksiażka po prostu jest autentyczna. Czuje się w niej prawdę, słuszność, fakt. Wierzy się tej dziewczynie.
Kolejne uczucie, które pojawia się podczas czytania to zwyczajne, ludzkie współczucie dla drugiego człowieka – wrażliwość na męczarnie, przez które musi przechodzić. Następne wrażenie? Skrajna frustracja ogarniająca po koniuszki neuronów kiedy czytamy o kolejnych i kolejnych pożal się Panie Boże psychologach sądzących, że wszystko da się rozwiązać paroma prostymi zasadami wyczytanymi w Tomaszewskim, Strelau albo innym Hilgaardzie. Drodzy lekarze dusz. To są ludzie, nie maszyny. Troszeczkę empatii, troszeczkę szacunku. Obowiązkowa lektura dla każdego psychoterapeuty, nawet in spe.
Co tam dalej? Apel. Wielki apel do wszystkich sądzących, że zaburzenia depresyjne, nałogi i zagubienia to daleko posunięte użalanie się nad sobą i należy porządnego kopa w dojpę zasadzić i siarczysty policzek, coby buzia rumieńców nabrała. I do jakiejś roboty, żeby delikwent za dużo nie miał rozmyślać. Brawo, silni, zdrowi i szczęśliwi, gratulujemy wam – tylko zapomnieliście o jednym. Jak leżącego się bedzie kopać, to on raczej nie ruszy, tylko będzie płakał jeszcze głośniej. Przeczytajcie tą książkę, naprawdę.

„Nie jestem w stanie nic zrobić, nie mam mocy sprawczej, nie umiem, nie mam planów, celów. Jakby była siedemnasta trzydzieści, a ja właśnie wyszłabym z zatłoczonego autobusu i na przejściu dla pieszych pękłaby mi torba, w której miałam wszystko. Jeszcze bardziej nie wiem jak żyć.

Jak więc się wygrzebać z tego bagna, w którym całe życie oblepia cię, dusi, przytłacza? Jak znaleźć swoją drogę? Jak stanąć w prawdzie przed samym sobą, kiedy pod spuchniętymi od płaczu powiekami pojawią się pierwsze promienie wschodzącego słońca? Jak się uśmiechnąć, czując ciepłą nadzieję?
Wystarczy obudzić w sobie potrzebę PRAWDY. Zdać sobie sprawę, że nie musisz być doskonały. Może ci się nie udawać. Możesz być słaby. Nie bądź supermanem – bądź człowiekiem.

„KAŻDY SIĘ WSTYDZI.
KAŻDY SIĘ WSTYDZI TRZECH RZECZY.
ŻE NIE JEST ŁADNY.
ŻE ZA MAŁO WIE.
I ŻE NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRZE RADZI SOBIE W ŻYCIU.
KAŻDY.”

A co, jeśli to TO jest prawda? Jeśli ja po prostu jestem gorsza od innych i zwyczajnie nie mam prawa do szczęścia? Mam dla ciebie dobrą wiadomość. To nieprawda. To nieprawda, bo…


” Gdybyś wiedziała, jaka jesteś wspaniała, to byłoby nie do zniesienia. Miałabyś wtedy tyle pewności siebie, że nie zauważałabyś tych rzeczy dookoła. A tak, kiedy jesteś taka rozedrgana, i boisz się, że za mało wiesz, i czujesz tę niedoskonałość, to jest właśnie idealne. Bo dzięki temu jesteś człowiekiem.”


Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzaty Halber, Wydawnictwo Znak LiteraNova Kraków, 2015

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Księgarniom Matras.
1c058d784b18c0c0e661bcb87d85e24d_mid

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Najgorszy człowiek na świecie, czyli każdy się wstydzi. Każdy.

  1. :O taka mialam mine czytajac ten post a jestem w autobusie. Teraz juz wiem, ze musze przeczytac! Szczerze mowiac jak pierwszy raz zetknelam sie z ta ksiazka pomyslalam sobie, ze to nie dla mnie, ze w zaden sposob nie bede w stanie zidentyfikowac sie z kims z problemem alkoholowym ( jakos tak ta tematyka przywodzi mi na mysl takie tanie ksiazeczki o chwytliwych tytulach o sektach i narkomanach czytane w poznej podstawowce :p ). Teraz jednak mam wrazenie, ze sie w niej odnajde 🙂

    Lubię to

  2. Właśnie najlepsze jest to, że Autorka nie ogranicza się tylko do nałogu. Ona go traktuję nie jako przyczynę swoich problemów, a jako skutek. Chęć zapchania czymś pustki w życiu. Dlatego ta książka jest taka fascynująca, bo każdy przecież się czasem czegoś wstydzi, boi. Więc niemal każdy w niej coś z siebie odnajdzie 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s