„Linia serc”, czyli pracoholika chleb powszedni

Georgie McCool ma wszystko – ambicje i kreatywność, świetną pracę, którą uwielbia, dwie urocze małe córeczki, wielki dom, świetne zarobki, przyjaciół i opiekuńczego i odpowiedzialnego męża. Problem w tym, że dokładnie w tej kolejności.

ls3_zpsi3x6tttd

ls1_zpspre1ausq

A tu za pasem kolejne święta, tym razem spędzać wesoła rodzinka ma je u teściów, kawał drogi stąd, bo w Nebrasce. Dzień przed wyjazdem, wszystko już popakowane, dzieciaki śpią niemalże w butach, żeby było łatwiej je rano zebrać na samolot, Neal (rzeczony mąż) szwęda się jeszcze wieczorkiem po kuchni szykując prowiant na drogę i czekając na swą wiecznie zapracowaną żoneczkę. A żoneczka wpada do chałupy jak z bombą – z wiadomością, że oto w czasie wyjazdu pojawia się dla niej wielka, najwymarzeńsza, życiowa wręcz szansa na własny serial.

ls5_zpspg9qvhob

Po krótkiej, acz treściwej wymianie zdań jak nietrudno się domyśleć w życie wprowadzona zostaje niesmiertelna maksyma „chłop, co w rękach łamie sztaby, nie oprze się woli baby”. Następnego dnia o poranku mąż z dzieciakami oddelegowany zostaje na wigilijną wieczerzę do dziadków, natomiast Georgie może nareszcie w spokoju poświęcić się pracy. Po jakimś czasie sama jednak dochodzi do wniosku, że coś tu nie gra, a wdzięczący się do niej wciąż i wciąż czarujący współpracownik i przyjaciel Seth sprawy nie ułatwia. Wtedy, kiedy nasza bohaterka jest w totalnej, pełnej tęsknoty i zagubienia rozsypce na pomoc przybywa tajemniczy, stary, żółty telefon…

ls4_zpsya8lhtbj

Co byście zrobiły, dziewczyny, gdybyście miały okazję porozmawiać ze swoim mężem jako nastolatkiem, same mając już wiedzę dotyczącą waszej wspólnej przyszłości? Przed takim dylematem stanęła właśnie pani McCool stawiająca na szali swój własny egoizm i miłość do rodziny.
Temat przenoszenia się w czasie, nawet takiego tylko częściowego był dla mnie zawsze niesamowicie interesujący – zostawmy jednak względność czasu i Hawkinkowe rozkminy, a zajmijmy się tajemniczym żółtym telefonem. Świetny pomysł z wpleceniem tego jednego aspektu w zwyczajny, obyczajowo skonstruowany świat.

ls8_zpsr2qheirt

„Linia serc” nie jest pochwałą kurostwa domowego i pokazaniem za wszelką cenę wszystkich wad realizującej się zawodowo żony. To opowieść o tej konkretnej kobiecie, która popełniła pewien błąd – postawiła pracę wyżej niż swoje małżeństwo. Właściwie wszystko co się potem działo bylo tego skutkiem. Przypomina mi się natychmiast cytat z nieśmiertelnego „Diabeł ubiera się u Prady” – Andrea zwierza się Nigelowi, „moje życie prywatne wisi na włosku”, a on odpowiada „dobrze, kiedy już legnie w gruzach daj znać, bo czas na awans.” I tutaj, wszystkie kochane pracoholiczki, powinnyśmy skłonić pokornie swoje główki.

ls7_zpsxeyr5hts

Bardzo podoba mi się delikatność z jaką Rainbow Rowell pisze. To z jakim wyczuciem i taktem dawkuje treść. Ona nawet romasoobyczajówkę potrafi napisać tak, żeby była na poziomie i naprawdę gładko wchodziła. I małżeństwo Georgie, i jej relacja z Sethem, przemyślenia, refleksje – to wszystko podane jest w tak wyważony sposób, że nie ma tu ani grama kiczu, szmiry, tak częstej dla tego gatunku. Wiecie, ona do niego biegnie, krzyczy, że go kocha, padają sobie w ramiona, a wiatr wieje i deszcz pada. Nic z tych rzeczy.

ls6_zpsnaqeptex

Powiem szczerze, że z wielką ostrożnością zbliżałam się do „Landline”, czyli „Linii Serc”. „Fangirl” Rainbow Rowell bardzo mi podeszła, „Eleonora i Park” było natomiast lekturą z lekka żenującą i tu zakończmy, niechaj zasłona miłosierdzia przykryje milczeniem tę sromotę. Oczekiwania więc miałam mocno ambiwalentne – zwłaszcza, że pierwszy raz miałam w inkoholiczkowej łapce nie powieść z nurtu Young Adult, a coś bardziej podobno poważnego. I o starszakach. I powiem Wam, że jestem miło zaskoczona i usatysfakcjonowana. Książka na poziomie „Fangirl”, albo jeszcze wyżej. Polecam wszystkim babeczkom spragnionym lekkiej lektury na poziomie, z której można coś wynieść. Tu chciałabym ją po cichutku podsunąć póki czas pod nos wszystkim mężatkom – pracoholiczkom… Ale czy będą miały czas przeczytać?

ls2_zpslepgawsl


Wszystkie cytaty oraz fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z „Linia serc” Rainbow Rowell, Wydawnictwo Otwarte, Warszawa, 2016 r.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.
otwartewydawnictwologo

Reklamy

6 uwag do wpisu “„Linia serc”, czyli pracoholika chleb powszedni

  1. Właśnie niepokoją mnie oceny co do tej książki. Jestem dopiero na początkowej fazie czytania, już się zakochałam w tej książce a tak mało o Niej pochlebnych opinii i w głowę zachodzę: czemu?! Przecież jest świetna! Od samego początku łapie za serducho.

    Polubienie

  2. Ano łapie, i na dodatek bardzo łatwo wchodzi. A ludzie często lubią tak, wiesz, na przekór. Wszystkim się podoba, to ja powiem, że mi się NIE PODOBA, o! 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s