„Światło, którego nie widać”, czyli po prostu majstersztyk.

„Marie-Laure mieszka wraz z ojcem w Paryżu, jako sześciolatka traci wzrok i odtąd uczy się poznawać świat przez dotyk i słuch.
Pięćset kilometrów na północny wschód od Paryża w Zagłębiu Ruhry mieszka Werner Pfennig, który jako mały chłopiec stracił rodziców. Podczas jednej z zabaw Werner znajduje zepsute radio, naprawia je i wkrótce staje się ekspertem w budowaniu i naprawianiu radioodbiorników. Odtąd Werner poznaje świat, słuchając radia.
Kiedy hitlerowcy wkraczają do Paryża, dwunastoletnia Marie-Laure i jej ojciec uciekają do miasteczka Saint-Malo w Bretanii.
Werner Pfennig trafia tam kilka lat później. Służy w elitarnym oddziale żołnierzy, który zajmuje się namierzaniem wrogich transmisji radiowych. Podczas nalotu aliantów na Saint-Malo losy tej dwójki splatają się… „

Kiedy słyszę zdanie „losy dwójki splatają się” przed moimi oczyma już maluje się obraz targanego namiętnościami romansu w sceneriach wojennych. Ale „Światło, którego nie widać” udowadnia, że wojna to bomba, która byty po świecie porozrzucała w chaosie totalnym – i splotła ze sobą te od siebie odległe, a rozdarła te sobie przypisane.

1_zpsbjnacceh

„Prawdziwy Aryjczyk jest jasnowłosy jak Hitler, szczupły jak Goering i wysoki jak Geobels.”

No i teraz mam zagwozdkę – od czego zacząć recenzję? I nie o to chodzi, że nie mam się czego czepić, tylko właśnie zbyt wiele, zbyt wiele chciałabym napisać! W myśl więc starej, recenzenckiej zasady, skupię się więc na kilku najjaśniejszych punktach, które w oko me się rzuciły. Po pierwsze i najważniejsze? Marie – Laure. Wierzcie mi – niesamowitym jest doświadczeniem być prowadzonym przez narrację opierającą się na doświadczeniach osoby niewidomej. Znajdujemy się wraz z dziewczynką w świecie podgłośnionych dźwięków, wyostrzonych zapachów, wyczulonego dotyku i jaskrawych barw, które istnieją tylko w jej głowie. Uczestniczyć w wydarzeniach wraz z nią, poznawać świat za pomocą jej zmysłów – to sprawia, że po jakimś czasie i Czytelnik nieco zmienia swoją perspektywę i odnajduje pewne niecodzienne analogie między rozmaitymi przedmiotami, które może dostrzec tylko umysł niewidomego dziecka.

6_zpsgr9fbvxv

„Jeśli człowiek zamyka oczy, nie dowiaduje się niczego o ślepocie. Poza światem nieba, twarzy i budynków istnieje surowszy, starszy świat, miejsce, gdzie płaszczyzny ulegają dezintegracji, a w powietrzu płyną ławice dźwięków. Marie-Laure siedzi na poddaszu wysoko nad ulicą i słyszy lilie szeleszczące na bagnach w odległości dwóch kilometrów. Słyszy Amerykanów biegnących przez pola uprawne, kierujących działa na pokryte dymem Saint-Malo, słyszy znajomy syk lamp sztormowych w piwnicach, kruki skaczące z gałęzi na gałąź, muchy siadające na trupach w przydrożnych rowach, słyszy szelest tamaryszków, krzyki sójek, słyszy trawę na wydmach, słyszy ogromną granitową pięść, tkwiącą w głębinach skorupy ziemskiej i stanowiącą podstawę Saint-Malo, słyszy ocean nacierający na miasto ze wszystkich czterech stron, słyszy fale przypływu uderzające w okolice wyspy, słyszy krowy pijące z kamiennych koryt i delfiny płynące w ciemnych wodach kanału La Manche, słyszy ruchy kości martwych wielorybów w dole, których szpik przez sto lat będzie pożywieniem dla kolonii istot nigdy niewidujących światła słonecznego. Słyszy ślimaki w grocie, gdy pełzną po kamieniach.”

5_zpsp8xcwrij

A Werner? Co tam słychać w Niemczech, po drugiej stronie barykady? Niesłychanie ciekawa postać. Z jasnych przyczyn w naszej, polskiej kulturze nie zwykło się rozczulać nad uczestniczącymi, ranionymi i poległymi w II Wojnie Światowej Niemcami. Dlaczego – tego tłumaczyć nikomu nie trzeba. Wątek związany z Pfennigiem jest jednak iście intrygujący – zafascynowany światem techniki i fizyki, niebywale uzdolniony chłopak wciągnięty w wojenną machinę, wkręcony w nią wraz z milionami sobie podobnych, którzy ze swastykami na rękach i ideą w głowach giną zmiażdżeni w trybikach. I tylko w powietrzu wiszą jak wyrzut sumienia słowa Volkheimera…

8_zpscqdqmrjr

„Jak nazywamy światło widzialne? Nazywamy je kolorem. Ale spektrum fal elektromagnetycznych rozciąga się od zera do nieskończoności, a zatem, dzieci, z matematycznego punktu widzenia całe światło jest niewidzialne. „

Kolejna sprawa. Detaliczność opisów wojny. Oj, zwraca uwagę… Świetnie przeprowadzona, nietuzinkowy zabieg. Żadnych ogólników – razem z Marie-Laure czytelnik zastanawia się jak przemknąć się obok Niemca do wanny pełnej brudnej wody, żeby się napić, jak cegłą i nożem po cichu otworzyć znaleźną puszkę z fasolką, jak uciekać po gruzowisku, kiedy nic nie widzimy. Tutaj biję głęboki pokłon w kierunku Anthony’ego Doerra i jego stylu pisarskiego. Czyta się wyszedłe spod jego ręki słowa bardzo, bardzo dobrze. No – i kompletnie zaskoczył mnie zabieg wprowadzenia do opowieści wątku z lekka fantastycznego, związanego z wędrówką klejnotu – Morza Ognia. To dodało surowym, brutalnym czasom odrobiny dziecięcej, naiwnej magii. Tej najpiękniejszej.

4_zpspkvage7j

„Ulicami w dole krąży na koniu Śmierć, zatrzymuje od czasu do czasu rumaka i zagląda do okien. Jeździec ma ogniste rogi, z jego nozdrzy sączy się dym i trzyma w dłoni złożonej z samych kości nową listę adresatów.”

9_zpsd8ubl3n6

To była jedna z najlepszych książek, jakie w życiu czytałam. Naprawdę. Dopisuję ją do mojej prywatnej inkoholiczkowej literackiej toplisty, usadzam na piedestaliku i wpisuję tytuł złotymi zgłoskami. I mistrzostwo z jakim została napisana, i świat „oczami” niewidomej, i detaliczne opisy wojny, i złożona psychologicznie postać niemieckiego żołnierza, i wplecenie tajemniczego, fantastycznego wątku, dodającego intrygującej smakowitości… Majstersztyk.

Kurna no. To było naprawdę dobre.

7_zps6ftuxcah


Wszystkie cytaty oraz fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z książki „Światło, którego nie widać”, Anthony Doerr, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, 2015 r.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.
21336_czarnaowca_logo-czarne

 

Reklamy

3 uwagi do wpisu “„Światło, którego nie widać”, czyli po prostu majstersztyk.

  1. Mam ogromną chęć na tą pozycję. Już czeka na mnie na Kindlu, ale stos książek do przeczytania niemiłosiernie się powiększa, więc ta będzie musiała jeszcze chwilę poczekać 😦
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    Lubię to

  2. Znam ten słodki ból :< Sama teraz się wzięłam za czekające na mnie od dawna na półce książki. Trzymam kciuki za Twoje dotarcie do tej pozycji – bombowa lektura! :3
    Pozdrawiam.

    Lubię to

  3. Pingback: Pachnidło, czyli „bal zapachów z fajerwerkami wonności” | inkoholiczka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s