Pelikan Edelstein Amethyst, czyli obiekt pożądania

Jasny fioletowy z lekką nutą różu – to jest coś, czego w zestawie szlachetnych kamieni do tej pory brakło. Godnie reprezentuje swój gatunek jako Pelikan Ink of the Year 2015. Łaził mi po głowie i byłam go ciekawa od jakiegoś czasu, więc kiedy wpadł mi w łapki miłość do fioletów przeżyła swój gwałtowny nawrót – choć na co dzień preferuję znacznie ciemniejsze sztuki. Można powiedzieć, że wolę, no, te… Brunetki.

Suche męskie fakty:

Schnięcie: bombowe!

Przepływ: zamaszysty
Startowanie: w lot
Wypełzanie na stalówkę: nie zauważyłam
Nasycenie: średnie. Prawidłowe. W porząsiu czyli.
Cieniowanie: raczej niewielkie
Strzępienie: ni mo. W tej materii żaden Edelstein mnie nie zawiódł.

Próbeczka pisma:

Podsumowywiwując?

Amethyst przekonał mnie do siebie swoim przyjemnym dla oka, stonowanym odcieniem. Przy okazji Pelikanowej Huby razem ze wszystkimi uczestnikami otrzymałam zestaw naboi i zużyję je z czystą przyjemnością. Choć mojej ukochanej Turbomaliny nie przebił, fajnie by było, gdyby wszedł do stałego Edelsztajnowskiego składu. Choćby na miejsce jakiegoś nieudanego ogniwa… Ale o tym w kolejnych reckach 😉

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Pelikan Edelstein Amethyst, czyli obiekt pożądania

  1. Zainteresował mnie poważnie. Wszedłem w fiolety i burgundy, choroba taka krótkotrwała. Jak po roku można go ocenić, z perspektywy pisania i porównania do Turmaline? Kupić ? Nie kupić ?

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s