The Southern Vampire Mysteries, czyli o wampira żywocie ciężkim

„Dzięki wynalezionej w japońskim laboratorium syntetycznej krwi oraz napojowi z jej ekstraktem o nazwie Tru: Blood, w ciągu zaledwie jednej nocy wampiry z legendarnych potworów przeistoczyły się w przykładnych obywateli. I chociaż ludzie nie figurują już w ich jadłospisie, społeczeństwo niepokoi się, co stanie się, gdy wampiry opuszczą mroczne kryjówki. Przywódcy religijni i polityczni na całym świecie wyrazili już na ten temat swoje zdanie i jedynie mieszkańcy Bon Temps, małego miasteczka w Luizjanie, nie mogą się zdecydować, co o tym naprawdę myśleć.
Miejscowa kelnerka, Sookie Stackhouse dobrze wie, jak wygląda życie na marginesie społeczeństwa. Jako osoba posiadająca wątpliwy dar słyszenia myśli innych ludzi, przychylnie patrzy na integrację społeczną wampirów, a w szczególności na pewnego przystojnego 173-latka, Billa Comptona. Niestety, seria tajemniczych wydarzeń, które towarzyszą pojawieniu się Billa w Bon Temp,s wystawi otwartość Sookie na ciężką próbę. „

Ciężki, oj ciężki jest los telepaty.

big_thumb_674a009190cf1407c7c8381227fc244c

Jak powszechnie wiadomo, wampiry przybierały w naszych wyobrażeniach rozmaite wyobrażenia. Od tych przerażających, rodem z najkoszmarniejszych mar sennych:



… po te uosabiające piękno i grację przygotowującego się do skoku, nazdwyczajnie inteligentnego i śmiertelnie groźnego drapieżnika:

Ostatnimi czasy pojawiła się jednak i trzecia kategoria – wampiry całkiem zwyczajne. Wampiry codzienne. Vampirus vulgaris. Do tejże właśnie grupy należą pijaweczki z serii Charlaine Harris „The Southern Vampire Mysteries”. I, powiem szczerze, jest to jeden z fajniejszych obrazów wampirów w literaturze. Chodzi mi nie tyle o realizację koncepcji, raczej o sam pomysł, który miała Autorka – wampir to zwyczajna mniejszość rasowa, taka jak każda inna. Należą jej się konkretne obowiązki, żąda własnych praw. Uczciwi obywatele, tacy jak inni, idący z duchem (sic! A co jeśli i to jest mniejszość?) czasu. I ich wielki wybuch techniki nie ominął, i na nie miał wpływ – oto dzięki geniuszowi chemicznemu Chińczyków (a jakże!) nie muszą już oni żywić się krwią z naszych prywatnych tętnic, wystarczy im golnąć sobie od czasu do czasu łyczka Czystej Krwii:

news421237-570

Skoro jednak już jesteśmy przy temacie Czystej Krwii – właśnie taki tytuł nosi serial oparty o Stackhouse’owe książki Charlaine Harris. W Internetach wyczytałam, że jeden sezon odpowiada jednej książce i powiem Wam, że to jest grzybek prawda. Jak z całego serca kocham Annę Paquin (o Aleksandrze Skarsgård nie wspominając) kocham, tak serialu najzwyczajniej w świecie nie cierpię, hejtuję, tępię i w ogóle kill it with fire before it lay eggs. Mam ku temu dwa powody.

sookie

Pierwszy – to nie jest wcale a wcale ekranizacja, tak jak trąbi HBO, to jest raczej coś w stylu luźnej adaptacji, albo wręcz wariacji na temat cyklu książek. A im dalej w las tym więcej drzew i wraz z wzrastającą cyferką przy numerze części rozbieżności są coraz większe. Wiem, wiele jest takich seriali i niektóre są uważane nawet za lepsze niż ich literackie pierwowzory. Ale tym razem fabuła ostatnich sezonów „Czystej Krwii” to dla mnie śmiech na sali. Ja wiem, że adaptacja nie musi być kropka w kropkę taka jak książka. Ja wiem, ja rozumiem. Ale są jakieś granice. Serio, HBO? Bill jako najwyższy kapłan jakiejś popieprzonej religii, zero Quinna, Sookie strzelająca na prawo i lewo laserami? Wat? Nie, nie dobrnęłam do końca.

No dobra.

Niech będzie.

Serial nie jest bez zalet…

tumblr_mt6idgsub21swt0foo1_500

… ale czy Skarsgård jest aż tak świetny, żeby męczyć się tylko dla niego tyle sezonów?

greys-anatomy-callie-maybe-gif

A drugi powód niepolecajki?  Powiem szczerze, kiedy ktoś chce obejrzeć film pornograficzny, to idzie do kiosku i sięga na najwyższą półkę z filmami tylko dla panów, bądź po prostu wstukuje odpowiednie hasło w wyszukiwarce. Jeżeli, jako ubarwienie, życzy sobie i szczątkowej fabuły z hydraulikiem albo nauczycielką, to i takie może sobie znaleźć. I na takie treści szuka sobie sam, we własnym zakresie i, co najważniejsze, z własnej nieprzymuszonej woli. Nie cierpię sytuacji, kiedy przy okazji zwykłego serialu, puszczanego w telewizji na równi ze wszelkimi obywatelami ramówki dziennowieczornej, pomiędzy reklamami klocków LEGO a Pampersów, ktoś serwuje mi striptiz dla ubogich. Niestety, twórcy „Czystej krwii” nie wiedzieć czemu wyszli z założenia, że w każdym przypadku wampir=sukub, więc w czym problem. Jest problem.

tbbooks

To nie jest tak, że Charlaine Harris stroni w swoim cyklu od momentów rozmaitych. Autorka opisuje świat bardzo brutalny i surowy, ale mam wrażenie, dysponuje większym smakiem. Może to po prostu kobiece wyczucie? Tak czy inaczej – zachowuje we wszystkim pewien umiar – to nie jest tani, bezfabułowy harlequin na jaki z dziadowskich tytułów się zapowiadał. Still better love story than Twilight.. Harris skupia się na historii Sookie i kreuje ją na bardzo realną, wyraźnie psychicznie zarysowaną postać. Realizuje przy tym konsekwentnie swój pomysł, koncepcję wampirycznego świata… A świat ten naprawdę mocno wciąga.

true_blood_logo_1_by_riogirl9909-d37znge

 

Cała seria in a nutshell?

Najlepsza część:  Pierwsza – znakomite otwarcie serii, czwarta – bo jestem teamEric, ewentualnie jeszcze szósta, bo temat Quinna była bardzo ciekawy. Szkoda, że go nie pociągnęli i tak haniebnie pominęli w serialu na rzecz jakichś szamanów i laserów.

Najgorsza część: osobiście nie cierpię odcinka między „Martwym w rodzinie” a ostatnią częścią. Eric, tak sobie nie pogrywaj, chłopaku. Hamuj pięty.

Ulubiona postać: Hmmmm. Poza Panem-z-Pólnocy jego cudowna, czarująca córeczka Pam. Ach, ten jej humor.

Znienawidzona postać: oczywiście *&%$#@*%&!  Lorena. Tatuśko Erica też niczego sobie, kawał zazdrosnego, nadopiekuńczego (haha!) sukinkota. Trójcę niechwalebną zamyka Jason, szanowny brat, o którym więcej poniżej.

Najciekawszy wątek: Odkrywanie kolejnych „mniejszości”, które do tej pory kryły się przed ludźmi, a teraz chcą żyć z nimi w zgodzie. Pomysłowość Autorki nie ma tu granic.

Wątek często a gęsto pomijałam: Tara i ten jej lalusiowaty mąż. Darujta sobie, ludzie, darujta sobie i nam, bo mi oczy puchną jak na was patrzę. A tuż za nimi w kolejce drepcze po piętach Jason, szanowny brat głównej zainteresowanej. Jego to bez Nerwosolu ciężko zdzierżyć. Od razu polecam podwójną dawkę.

Dlaczego nie warto: No co ty? Będziesz czytał książkę o wampirach? Serio? Jak już musisz się tak literacko poniżać, to przynajmniej obłóż w gazetę, żeby babcie w autobusie zawału nie dostały.

Ej. Ale serio. Serial sobie darujcie. Chcecie sobie zobaczy Aneczkę Paquin to zapraszam po kultowy „Fortepian”. Albo po „Dzieci Ireny Sendlerowej”. Tak będzie lepiej, trust me, I’m inkholic.

Dlaczego warto: Wszyscy wampirokochacze, którzy dosyć macie współczesnych słodkotęczowych wizji wąpierzy, zapraszam Was po „Martwego aż do zmroku” – upiory w stylu Harris to prawdziwe, współczesne badassy. Howgh!

just-true-blood_o_658661

 


Źródła grafik:  12, 34567

Advertisements

4 uwagi do wpisu “The Southern Vampire Mysteries, czyli o wampira żywocie ciężkim

  1. Moja najprzeukochańsza seria ever 😀 A serial? Pierwszy sezon to rzeczywiście dosyć wierne odwzorowanie,ale później naprawdę tragedia, siódmy sezon ledwo obejrzałam. Pytanie: Czy warto oglądać dla Skarsgarda? TAK.
    Kocham tę serię, bo jest inaczej, bo tym całym boomie z wampirami pięknymi takimi jak ludzie i wgl, historia, w której wampiry chowają się w ziemi by spać mnie powaliła. Przed zasięgnięciem po pierwszą część mówię: Będzie bullshit, telepatka, wampiry, o boże. Ale jak bardzo się myliłam 😀

    Lubię to

  2. Mnie też pozytywnie seria zaskoczyła. Same te tytuły już pachniały jakąś ciężką żenadą a tu proszę! Ale do serialu siadłam chyba z o wiele za wysokimi oczekiwaniami 😀

    Lubię to

  3. Czytałam całą serię i oglądałam cały serial. Prawdą jest, że jedynie pierwszy jest najbardziej wierny książce, a potem to już tylko wariacja na temat. Kompletnie zawiódł mnie sezon siódmy, tyle bezsensownie uśmierconych postaci i zakończenie do bani. Chyba też tylko dla Skarsgarda oglądałam. No i w końcu to w tym serialu Alexander jest w pewnym momencie golusieńki jak święty turecki. 😀
    Jeśli chodzi o książki, to nawet ciekawe, chociaż pewne wątki także mnie rozczarowały. I chyba spodziewałam się innego zakończenia serii. 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s