Vietato fumare, czyli felietonowo-andrusowe muesli

Wśród wszelkich gatunków literackich podlegających pod oberszefa imieniem „PROZA”, ukochałam sobie jakoś szczególnie jeden – felietony. We wszelkiej prasie, jaka mi w łapki wpadnie, natychmiast odszukuję odpowiednie rubryki, a i internetowych ich wydań na rozmaitych portalach też jestem wielką fanką. Odpowiada mi ta niezobowiązująca forma, luźny język, subiektywny oceanik pełen łódeczek własnych zdań, styl przypominający mowę. Może mam po prostu wrażenie, że słucham autora, że z nim rozmawiam? Że słyszę od niego jego prawdziwe zdanie, nie spętane żadnymi łańcuchami odgórnie narzuconych reguł?

Biorąc pod uwagę to, że trzymam podobne rozmyślania w głowie na stałe zainstalowane, nie dziwi fakt, że gdy czujne oczka nieuleczalnego inkoholika zauważą pewną bardzo zachęcającą okładkę, każą rzucić się po nią na szczupaka w przód niczym Gollum po pierścień. Owe oczka wysłały do rozkochanego w felietonach i radiowej Trójce mózgu obraz siedzącego w znaku zakazu Pana Artura Andrusa i informację, że owszem, może i nie wiedzą, co to znaczy „Vietato fumare”, ale one to by polecały natychmiast wysłać impuls zwrotny do efektorów i zgarnąć szybciutko książkę, a zastanawiać się potem.

Toteż zgarnęłam. Powąchałam. Otworzyłam. Znów powąchałam. I nadeszło owo spodziewane zastanowienie nad tytułem o nieznanej proweniencji. Na szczęście Pan AAA (AutorArturAndrus) ekspresowo, bo już na pierwszej stronie rozwiał gromadzące się nad moją łepetyną deszczowe chmury niepewności:

Teksty tu zebrane zamieszczałem na internetowym blogu, w „Gazecie Lekarskiej” i miesięczniku „Zwierciadło”. Czyli właściwie powinienem tę książkę zatytułować:
„Niczym szczególnym, poza osobą autora, niepowiązane ze sobą żartobliwe teksty, pisane z myślą o lekarkach i lekarzach, kobietach, mężczyznach czytujących kobiece pisma oraz wszystkich innych, zwłaszcza posiadających dostęp do Internetu, a teraz już niekoniecznie”. Domyśliłem się od razu, że moja książka może nie mieć aż tak dużej okładki i zrezygnowałem z tego pomysłu. Stąd więc VIETATO FUMARE.

Aha. No tak. Czyli to coś w stylu z twarzy podobnego zupełnie do nikogo „Ferdydurke”?

Dlaczego akurat tu vietato i czym szkodzi fumare, tego dowiecie się z kart andrutowej, tfu, andrusowej książki sami. Ja zaś teraz skupię się na treści. I bedzie to wbrew pozorom bardzo trudne zadanie, bo treść się zupełnie nie skupiła. Treść ma nieprawdopodobnie szeroki zakres tematów, rozrzut, można powiedzieć, jak ruska Katiusza. Od teściowych i Szwagrów Gierka, przez narciarzy, marynarzy, lekarzy, zamek w Książu, koty, psy, drugie „nie”, trzecie „tak”, aż do festiwalu nurków jedzących wieprzowinę. Robi wrażenie, prawda? Każdy z tych 111 felietonów jest kompletnie wyjątkowy i niepowiązany z resztą, co daje doprawdy ciekawy efekt przy czytaniu książki „za jednym zamachem”. Dlaczego jednak wszystko to, mimo pozornego dysonansu, jakoś do siebie pasuje i współgra tworząc całkie sympatyczne 362 strony rozrywki? Co jest tą klamrą spinającą wszystkie teksty?

Oto i rozwiązanie: rozwięzłość w formie została nadrobiona przez jednolitość stylu. A styl Pan AAA ma zupełnie NIEPOWTARZALNY, to mu trzeba przyznać, Cynicznemu Synowi Zurychu i Carowi Mokrego Śniegu. Rozbrajający dowcip, lekkie jak biurko (z aluminium!) pióro, tu i tam co krok wierszyki, żarciki, piosenki, porzekadła, powiedzonka, przerobione przysłowia i rozmaite cytaty… Autor serwuje nam niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju – któż podrobi andrusowy humor – felietonowe muesli z 2837429 składników. I, jak nie lubię muesli, tak to wcinałam, aż mi się uszy trzęsły.

Ej. No co Wy. Nadal nie jesteście pewni, czy jesteście pewni? A może nie lubicie po prostu czytać tak hop-siup, nie sprawdzając dogłębnie, czy książka jest tego warta? W takim razie zapraszam Was do wysłuchania jednego z tekstów wyjętych prosto z „Vietato fumare” – prezentuje sam AAutor 🙂


Wszystkie cytaty oraz fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z „Vietato fumare, czyli reszta bloga i coś jeszcze”, Artur Andrus, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa, 2014r.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Vietato fumare, czyli felietonowo-andrusowe muesli

  1. Okejeczka, czuje sie zachęcona! Trójkę uwielbiam, pana Andrusa też i nawet powiem Ci, że miałam swojego czasu wielką ochote na tą książkę!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s