Konkursu rozstrzygnięcie, czyli najlepsi z najlepszych!

Z ogromną radością czytałam konkursowe zgłoszenia, które nadesłaliście. Przy niektórych śmiałam się do łez, przy innych patrzyłam na ekran z Rorschachowym przestrachem w oczach… Ale sama tego chciałam! 😀 A obiecałam, że żadnych diagnoz nie będzie… Więc, z racji, że ani kwalifikacji ani ochoty na nie nie mam, chciałabym kilka z nich Wam przytoczyć. Dla przypomnienia, tutaj znajdziecie link do postu konkursowego i regulaminu.

Zapraszam Was więc na post pod znakiem „The Best Of The Bests” 😉

HEAD

Niektórzy już na samym początku zaczynali od wysokiego Ce, zwalając mnie z fotela samym wstępem:

Inkaust wszędzie, kleksy wszędzie
Co to będzie? Co to będzie?
Ach ja w mojem życiu całem
Takich tworów nie widziałem!
Ale kiedy wzięli się do interpretacji okazało się, że mają jeszcze więcej pomysłów niż przypuszczałam w najśmielszych oczekiwaniach! 😉
Pierwszy kleks niemalże wszystkim skojarzył się z przybyszem z innej galaktyki.
DSCF9027
Ostatnim gatunkiem są Tainczycy. Na ziemię przybyli już na samym początku. Są bardzo pożądani, przez większość rasy ludzkiej. Jednak to oni sami, wybierają swojego właściciela. Dzięki nim, Ariana Grande potrafi śpiewać, Matejko potrafił malować, a Szymborska – pisać. To oni odpowiadają za nasz talent. Zwykle zamieszkują w ciele swojego właściciela i stają się z nim jednością. Nie przeszkadzają nikomu, ale często są głodne, dlatego trzeba ich regularnie dokarmiać. W przeciwnym razie zrobią się zrzędliwe! A wtedy z właściciela na klika dni ucieka cała wena i talent. Ale spokojnie! Zawsze wracają!
– Proszę państwa, za chwilę na scenę wkroczy nasz wielokrotny mistrz międzygalaktycznych olimpiad. Wiem, że wszyscy z niecierpliwością oczekują jego wyjścia; a jeszcze bardziej podgrzewa atmosferę ciekawość o formę mistrza.
… ale oto jest i on. Już widzę jak przeciska się przez skandujący tłum. Rzesze kibiców witają oklaskami Kosmicznego Boksera, który z impetem wskakuje na ring; coraz większa wrzawa. Podnosi rękawice w geście powitania. Zdaje się być w znakomitej formie. W drugim narożniku staje jego rywal – Pen Show. Niezwykle trudny przeciwnik, bowiem każdy jego cios jest jak zachlapanie niebieskim atramentem.
Lecz mamy już gong rozpoczynający walkę. Kosmiczny zbliża się do Pen Show’a bacznie obserwując jego poczynania. Trzyma swoje potężne rękawice bardzo szeroko…
Iii coo widzę? Kosmiczny leży na deskach. Cały niebieski i nie rusza się. Po prostu tragedia, będzie po walce. Podbiega sędzia zaczyna odliczanie: raz, dwa … Kosmiczny jednak wstaje; tłum znowu ożywa. Pen Show na chwilę traci koncentrację i otrzymuje dwa potężne ciosy, po których upada. Teraz sędzia odlicza Pen Show’a. Mamy koniec walki… Sędzia prosi do siebie obu zawodników i w geście zwycięstwa podnosi rękę Kosmicznego Boksera. Tłum skanduje: Kosmiczny! Kosmiczny!

Najbardziej wyrazisty z całej czwórki, wydaje mi się, że to przeglądający się w lustrze i podziwiający swoją wspaniałą fizjonomię jelonek rogacz. Ale nie ten z wiersza „Jelonek” autorstwa (podobno, bo całkowitej pewności nie ma) Wisławy Szymborskiej, zaczynającego się:
„Starość idzie Drogi Panie,
Coraz cięższe wypróżnianie.
Coraz częściej w brzuchu burczy,
Kusiek mi się mocno skurczył…”,
ani też nie jelonek Rogaś, bohater powieści dla dzieci i młodzieży „Rogaś z Doliny Roztoki” autorstwa Marii Kownackiej, którą w czasach komuny gnębiono w szkołach starsze pokolenia naszych rodaków, tylko jelonek rogacz (lucanus cervus) chrząszcz, występujący także w Polsce, jeden z największych u nas owadów. Dzięki swej posturze, a dochodzi do 6 cm (tyle ma sam korpus, bez tych przerażających przyrządów do szczypania wystających ponad głową), jest dość popularny od Europy aż po Chiny i to od dawna. Wystarczy tylko wspomnieć, że trafił na herby rodowe i na znaczki pocztowe, we Włoszech na etykietę brandy, a w Polsce w 1997 roku na dwie monety – na srebrne kolekcjonerskie 20 zł i zwyczajną 2 złotówkę, która choć wydana w 315 tysięcznym nakładzie, szybko zniknęła w przepastnych zbiorach kolekcjonerskich.

I, choć każdy milimetr pancerza galaktycznego wojownika został opisany bardzo dokładnie przez fachowców w dziedzinie, zdarzyły się także odpowiedzi zupełnie… Nietuzinkowe. A takie inkoholiczki lubią najbardziej 😀

 Pancerny Kurczak Maciej na koncercie w Łomży

Na pierwszym babę ujrzałam w rozkroku
Nie umknie uwadze, nawet w mroku
Że ma bokserskie rękawice
I nie uchodzi za dziewicę
I jeszcze wspomnę, że ta baba
Zamiast głowy ma szczypce kraba
kucharzyca

Były też wpisy zupełnie poetyckie, zupełnie zaskakujące i zupełnie na poważnie.

królowa taka smutna
w turkusowym świetle
lśnią jej paznokcie

W mrocznych górach Markareth mieszkał POTWÓR STRASZLIWY.  Potrafił
zionąć ogniem, a widok jego siedmiu par oczu napawał okrutnym
przerażeniem. Jego ręce przekształcone były w kule nabite ostrymi jak
brzytwy kolcami. Miał skórę tak twardą, że nawet najlepsze Sandyńskie
ostrze nie  było w stanie jej przebić. Nie było rzeczy, która byłaby w
stanie go pokonać. A spotkanie z nim, nawet całą armią, kończyło się
niechybną śmiercią. A nazywał się HOEBIEN. Gdy głód zaczął mu
doskwierać, wyszedł ze swojej mrocznej nory i zaczął napadać okoliczne
wioski zjadając jej mieszkańców. Wyruszył od Sarrelu na wschód, aż do
Beffeny. Aż dotarł do nas… Do stolicy naszego państwa: Irrelett.
Królowa wysłała na niego większość swojej armii. Nikt nie powrócił.
Przez wiele dni, na niemalże każdej ulicy, przeważała czerń. Wdowy,
wdowcy, ich dzieci. Czerń spowiła większość miasta, które niegdyś
tętniło życiem. Wszystko stało się smutne, a Królowa zaszyła się na
dobre w swojej twierdzy. A co z nimi? Ze zwykłymi ludźmi? Czy zostawi ich
na pewną śmierć, tak jak 370 deliwrów temu jej przodkini? Jestem jej
córką i nie zamierzam się na to godzić. Z tą myślą stanęłam przed
drzwiami komnat Królowej. Nie mogę jej nazywać matką. Stchórzyła.
Jest… Aż brak mi słów. Nawet zwykły chłop ma więcej odwagi niż
ona! Z tą myślą weszłam do jej komnat.
-Matko?
-Cóż się stało Caelen?
-Co z ludźmi?- zapytałam prosto z mostu, gdy ujrzałam jej wyprostowaną,
władczą, wręcz zimną postać.
-Z nimi?-zapytała ironicznie- Masz na myśli tych isilima?- to słowo
było w naszym świecie było najgorszą obrazą. Zagotowało się we mnie,
ale mój głos pozostał spokojny. Ukrywanie swoich emocji to jedna z
umiejętności, których nauczyłam się bardzo wcześnie. Tak jak
negocjacje.
-Oni też są ludźmi. Mają prawo do życia, a ty troszczysz się tylko o
siebie.
-Więc walcz z nimi.
-Dobrze. Ale jeśli przeżyję, oddasz mi tron- jeśli nie umrę, to nie
mogę pozwolić aby ten cyrk wciąż trwał. Koniec pokiwania główką i
posłuszeństwa. Nadszedł mój czas.
-Jeśli przeżyjesz. Dobrze.
-Nie mogę stracić ani chwili. Wyjeżdżam już teraz.
-Żegnaj.
-Żegnaj matko- ostatnie słowo paliło mój język jak rozżarzone węgle.
Zeszłam do zbrojowni i zmieniłam niewygodną suknię, na chłodną w
dotyku zbroję. Była wykonana ze Świętego Szkła. Dodatkowo została
poświęcona przy Drzewach Ludu.Prawie nic nie było w stanie jej przebić.
No właśnie. Prawie. Wzięłam także dwa długie jednoręczne miecze,
wykonane przez Jaskiniowe Elfy. Na grzbiecie mrocznego rumaka wraz z moimi
kompanami ruszyłam w miejsce, w którym stwór był ostatnio widziany.
Tylko jedno z nas przeżyje. Albo on albo ja.


Drugi kleks był interpretowany już całkowicie różnorodnie.

DSCF9028

Poczynając od niezawodnego lakonicznego mówcy:

Stok narciarski w Japonii.

Przez kolejne kosmiczno-kreatywno-bajkowe wywody:

Apogeum strachu. Oddech śmierci na karku, tętent czterech odnóży za plecami. Jaś i Małgosia uciekają przed krwiożerczym Królem Skorpionów, którego zbudzili ze snu podczas penetracji skarbca Królowej Pustyni. Miała być to prosta misja: ukraść Medalion Róży Jerychońskiej dla Śnieżki. Biedna Królewna uległa tej samej obsesji na punkcie swojej urody i wiecznej młodości co jej macocha. Poczwara za nimi dobyła włóczni kosowej i zamachnęła się dokonując destrukcji komnaty. Jaś zauważył tylko opadający na ziemię pukiel rudych włosów Małgosi. W ostatniej chwili użył klepsydry, której użyczyła mu Hermiona podczas jednej z namiętnych nocy w Hogwarcie. Ta czarownica bynajmniej nie jest taka jak ta z cukrowej chaty… jest o wiele słodsza. Nawet w chwili o włos od śmierci pamięta smak jej ciała.

– Witam wszystkich radiosłuchaczy. Moim dzisiejszym gościem jest profesor Twsbi Eco – laureat tegorocznej Nagrody Nobla z dziedziny fizyki. Otóż Tajwańczyk jako pierwszy zdołał udowodnić i zarejestrował nieuchwytne do tej pory cząstki zwane Bozonem Higgsa.
-Panie profesorze, w kilku krótkich słowach o projekcie.
– Epokowe odkrycie, którego świadkami był cały zespół naukowców z genewskiego CERN’u, nie zaistniałoby gdyby nie pewien przypadek. Badania były prowadzone kilkanaście lat lecz bez większych sukcesów. Po wielu nieudanych próbach postanowiliśmy projekt zawiesić. Jednak przed ostatnią próbą notowałem coś w notesie (Rhodia) i pobrudziłem palec czarnym atramentem. Podczas instalowania próbki w komorze akceleratora odrobina atramentu musiała się dostać do badanej próbki. Tak oto dzięki rozpędzonym cząstkom atramentu otrzymaliśmy piękne zdjęcie cząstki elementarnej, która w nauce istniała czysto hipotetycznie. Zainteresowanych odsyłam na stronę „Inkoholiczka”

Zaszczytne trzecie miejsce, zajmują ponuraki. Być może, jeden z nich nawet teraz ci towarzyszy! Są uzależnieni od ludzi, chcą być tacy jak my. Powtarzają po nas wszystko. Przez niektórych, nazywani są cieniami. Niektórzy, ci bardziej leniwi, przywiązują się do przedmiotów. Gatunek ten jest zupełnie bezpieczny. Jest uzależniony od swojego właściciela. Kiedy już go znajdzie, nigdy go nie opuści. Chcesz sprawić mu radość? Wyjdź na dwór! Ponuraki uwielbiają, kiedy na ich zimne, pozbawione uczuć ciało, padają radosne promyki słońca. Ocieplają ich i dają im, energię.

W tym zagadkowym kleksie widzę mitycznego jeźdźca bez głowy, który w szalonym pędzie z szeroko rozpostartymi ramionami mknie po współczesnym stoku narciarskim. Właśnie prawą ręką „zagarnął” nieostrożnego narciarza i w śnieżnym pyle niesie go w znaną sobie tylko siną dal. Los narciarza jest już niestety przesądzony. Nieszczęśnik wygląda, jak komar w dziobie jaskółki niosącej go do gniazda pełnego rozwrzeszczanych i wiecznie głodnych gardełek. Łańcuch pokarmowy wkrótce się zamknie…

Kleks drugi to latające stworzenie. Wszyscy go unikają, włącznie z innymi kleksami. Każdy się go boi, bo ma w sobie moce, które są niewyobrażalne. Czytanie w myślach to tylko jedno, co potrafi. Dzięki tej umiejętności, łatwy sposób może manipulować swoimi ofiarami. Dodać im trochę swoich myśli, wyobrażeń. Ten sposób potrafi zabijać, ale nie czerpie z tego frajdy.
Marzy o przyjacielu, o kimś kto nadałby mu imię. Póki co zwą go wampirem. Wszyscy bez wyjątku. Bowiem wysyca z innych życie…

I jeszcze trochę poezji:

dwoje uciekinierów
mrok już ogarnia
ślady na mokrym pisku


Trzeci kleks z kolei pobudzał wyobraźnię aż nieprzyzwoicie… 😉

Na tym obrazku widzę ogniste kobiece… organy rozrodcze, które domagają się natychmiastowego zapłodnienia. W innym przypadku trzeba będzie gasić pożar 😉

DSCF9030

Choć inne odpowiedzi były już nieco spokojniejsze… 😀

,Eksponat szósty: świecznik z komnaty Nicolasa Flamella. Czerwień jest wynikiem eksperymentów z magicznym pryzmatem. Legenda mówi, że po nich sam Flamell zmienił kolor na kilka dni. Przedmiot sam w sobie nie jest niczym nadzwyczajnym, ale kiedy umieści się w nim zapaloną świecę, jej płomień przybiera niebieską barwę i staje się mroźny. Nikt nie wie dlaczego.” – z przewodnika po więzieniu dla szalonych czarowników.

Drugim rodzajem, są ognio–plujki. Słyszałeś o wciąż wybuchających pożarach? To ich sprawka Przyjmuje się, że są najliczniejszą grupą na naszej planecie. Uwielbiają psocić. Najczęściej żyją w lasach, w niewielkich skupiskach. To właśnie im przypisujemy powiększanie się dziury Ozonowej i ocieplenie klimatu. Zimą, najczęściej zamieszkują w domach, wśród ludzi. Kryją się tam przed mrozem. To dzięki nim, jest nam ciepło, a w kominku płonie wesoły ogień!

drzewo

Obracamy obrazek o 180° i mamy co?
– „Cherlawego ciężarowca”
– Minęła godzina 18-ta, przed radioodbiorniki zapraszamy fanów podnoszenia ciężarów. Komentatorem dzisiejszych zmagań będzie dobrze wam znany Gift Sheaffer. Żeby nie przedłużać oddaję głos komentatorowi.
– Witaj, Gift!
– Witam Simon, oraz witam wszystkich zgromadzonych przed radioodbiornikami!
Słowo wstępu: pasjonaci podnoszenia ciężarów dobrze wiedzą, że dzisiejsze zawody mają na celu nie tylko wyłonienie najlepszego olimpijczyka, ale przede wszystkim jesteśmy ciekawi, czy J. Herbin pseudo „Cherlawy Ciężarowiec” zdoła pobić rekord świata. Pamiętamy przecież, że podczas ostatnich prób zbłaźnił się – delikatnie mówiąc. Z drugiej jednak strony drzemie w nim ogromny potencjał…
Ale przerwijmy te dywagacje, bo oto staje gotów do rwania J.Herbin. Podchodzi do pojemnika z talkiem… ale… odkręca buteleczkę czerwonego atramentu? Rozciera na swoich cienkich jak patyki dłoniach, smaruje twarz, a resztą oblewa sztangę. Zgromadzona publiczność – no żeby nie skłamać ryknęła śmiechem; chyba to państwo słyszycie. J. Herbin jednak nie zrażony atmosferą panującą wokół niego śmiało podchodzi do sztangi. Dokładnie wybiera miejsce chwytu i podrzuca cały ten ciężar jakby to było… piórko?
Jest zwycięzca, jest nowy mistrz! J. Herbin zaskoczył niedowiarków! Wielkie gratulacje!
Do usłyszenia – wasz Gift Sheaffer.

zawisł na złamanej gałęzi
wesoły promień
jesiennego słońca

Kleks trzeci to dla mnie Waga Sprawiedliwości – obie szale wyważone chwilowo na tym samym poziomie.

No i moi ukochani faworyci:

Rany Prosiaczka Huberta.

Mamy rok olimpijski, więc i skojarzenie sportowe, a jak sportowe, to tylko z… podnoszeniem ciężarów. Myślę więc, że to nie może być nic innego, jak tylko obraz ze snu rosyjskiego sztangisty. Majak senny naprutego chemią ciężarowca. Mistrzowi sztangi ten sen przyśnił się w pierwszą noc po opublikowaniu wyników jego badań antydopingowych. A tak się cieszył na wyjazd do Ameryki Południowej, na te spacery po Copacabanie, rum i czekoladowe pupy Brazylijek odziane w skąpe bikini. Zrobił wszystko aby tam być. Meldonium łykał jak pelikan narybek, a tu, klapa. Powoli zaczyna do niego docierać, że Rio owszem zobaczy, czekoladowe sempiterny też, ale znów tylko w TV, więc nic dziwnego, że wykończony sterydami anabolicznymi umysł podsuwa w czasie snu widok sztangi, ale też takiej jak on, takiej jakby ona sama zażyła solidną dawkę EPO.


Ostatni zaś kleks został przez Was bardzo truposzowato zinterpretowany.

Szkielet człowieka przeżartego przez chorobę, w którym brakuje wielu kości. Lub też może to być waga z zawieszonymi na szali głowami jaszczurek, przygotowujących się do walki.

DSCF9032

– Szanowni studenci anatomii wszechmagicznej. Macie przed sobą szkielet. Kto wie do kogo należał?
– Do krótkonogiego goblina morskiego. To fragment zawierający kości biodrowe, ogon, odcinek lędźwiowy kręgosłupa i parę odnóży.
– Cholibka, Panie Weasley proszę pozdrowić matkę i przekazać jej moje gratulacje.
– Dobrze Panie profesorze, ale z jakiej okazji?
– A z tej, że jej syn właśnie zaliczył dwa semestry na początku pierwszego z nich. Cholibka, współczuję, że urodę to po ojcu Pan odziedziczył.

Zając Jacek w korku na A4.

W tym kleksie najwięcej ujrzeć można
Choć może nie kurczaka z rożna
Więc bokiem widzę polanę
A na niej wcale niemałe
Trupieszcze kości szkieletora
Ciekawa jest ta zmora
Chadza sobie po polanie
I wystraszył wszystkie panie
Wystawił swą kościstą dupę
No i robi dużą kupę

Odcinamy kawałek góry kleksa i zostaje piękna palma kokosowa z orzechami.
– Minęła godzina 19-ta i chcę przywitać mojego następnego gościa, a jest nim dr Quink Parker. Przypomnę tylko mniej obeznanym, że dr Parker jest znanym podróżnikiem, a jednocześnie autorem bestselleru pt: „Niesamowita flora Wysp Inkoholicznych” .
Panie doktorze, może kilka słów o wspomnianej książce
– Dzień dobry wszystkim. Nie chciałbym uprawiać tutaj lokowania produktu, ale postaram się w miarę krótko opowiedzieć o moich doświadczeniach i ciekawych odkryciach, których dokonałem podczas miesięcznego pobytu na Wyspach Inkoholicznych. Otóż nad samym brzegiem oceanu rośnie tam specjalny gatunek palmy, którego miejscowi nazywają Pelikan Edelstein. Kilka wieków temu tubylcy kaligrafowali na mokrym piasku na plaży. Efekt ich pracy szybko ulegał naturalnej degradacji, bo albo słońce piasek wysuszyło, albo zmyły go fale. Kiedy w roku 1492 zawitał tam Krzysztof Kolumb wręczył wodzowi o imieniu Atra-Ment buteleczkę inkaustu i papier. Gdy Kolumb opuścił wyspy, wódz nakazał wylać ów specyfik do oceanu. Jakież było zdziwienie rdzennych mieszkańców, kiedy po kilku dniach palmy rosnące w pobliżu plaży zaczęły zmieniać swoje barwy. Mało tego; odkryli, że zrywając orzechy w nocy dają one czarny płyn, o brzasku płyn jest fioletowy, w okolicach południa niebieski albo błękitny, a wieczorem barwa zmienia się od pomarańczowej do czerwonej. Pomysłowi tubylcy wpadli na pomysł, że owym płynem można kaligrafować. Na pamiątkę epokowego odkrycia płyn ten nazwano atramentem.
Na tym kończę moją opowieść, życzę wszystkim miłej lektury i zapraszam do odwiedzenia Wysp Inkoholicznych.

stary śpiący marabut
odbija się w lustrze
kosmyk czarnych włosów

Jeśli chodzi o ostatniego kleksa od razu po jego obejrzeniu nasunęły się dwa skojarzenia: żyrandol i stacja kosmiczna. Skojarzenie z żyrandolem jest zbyt proste, prozaiczne, więc już na wstępie pominąłem je, za to skojarzenie ze stacją kosmiczną pasuje tutaj wyjątkowo. A jeśli stacja kosmiczna, to oczywiście tylko stacja z serialu wszechczasów z gatunku science fiction – DS9 (Deep Space Nine), z jednego z początkowych sezonów Star Treka. Stację oglądamy ze zbliżającego się do niej statku kosmicznego, poprzez lekko zaparowany iluminator, stąd te rozmazane kontury. Ponieważ stacja znajduje się w najodleglejszych galaktykach, a tylko w takich zazwyczaj toczy się akcja serialu, daleko od wielkich gwiazd rozjaśniających kosmiczną ciemność, w najmroczniejszych stronach Kosmosu, stąd ten intrygujący kolor ciemnego, starego burgunda lub też dojrzałej oberżyny, zwanej bakłażanem lub gruszką miłości (ciekawe skąd akurat ta ostatnia nazwa?).

Ci, których ciała są długie i szczupłe, widujesz na wybiegach. Są to purpulowce. Obdarzeni są wręcz niebywałą urodą. Żywią się tylko roślinami. Spokojnie, to najbezpieczniejszy gatunek. Pracują dla ludzi niemal za darmo, o ile będziesz dla nich miły. Jak udobruchać takiego osobnika? Zaproś go na pizzę. Ale uwaga! On nigdy nie przyzna się do zjedzenia czegoś więcej, niż kilku listków sałaty. Jest jednak na to sposób. Po prostu podrzuć mu pizzę z karteczką, że to od ciebie. I choć będzie się zarzekał, że jej nie zjadł – to wiedz że jest inaczej. Tak naprawdę to jego ulubione jedzenie.


Były też oczywiście i całościowe prace plastyczne:

kleksy

 

Bardzo, bardzo Wam dziękuję – i za ten konkurs, i za ten cały rok! Oby następny był jeszcze bardziej literą i atramentem płynącym! 😉

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Konkursu rozstrzygnięcie, czyli najlepsi z najlepszych!

  1. Naprawdę świetne prace! Zastanawiam się, skąd w ludziach tyle kreatywności.
    Piszesz naprawdę świetnie, jesteś jedną z moich ulubionych blogerek. Życzę kolejnych wspaniałych rocznic!
    Pozdrawiam,
    J.

    Lubię to

  2. Pingback: Urodzinowy konkurs, czyli wymyślamy inkoholiczkogrę! | inkoholiczka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s