„Droga do domu”, czyli afrykańska saga tętniąca życiem

Epicka opowieść rozpisana na siedem pokoleń i rozpięta pomiędzy dwa kontynenty.
XVIII wiek, Ghana, zachodnie wybrzeże Afryki. Dwie przyrodnie siostry mieszkają w odległych wioskach, nigdy się nie spotkały, nie wiedzą nawet o swoim istnieniu.
Pierwsza z nich, Effia, poślubia angielskiego kolonizatora, dowódcę twierdzy Cape Coast Castle i żyje u boku kochającego męża. Druga, Esi, trafia do twierdzy w dramatycznych okolicznościach. Uprowadzona, wrzucona do lochu, zostaje następnie wysłana za ocean i sprzedana jako niewolnica.
Yaa Gyasi, nowa gwiazda literatury amerykańskiej, z ogromnym wyczuciem i talentem opowiada dalsze losy bohaterek i ich potomków. Efektem jest niezwykła powieść, rozciągnięta w czasie na niemal 300 lat. Mroczne czasy niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych, europejska kolonizacja Afryki, walka czarnych Afroamerykanów o równouprawnienie, marzenie o awansie społecznym, rodzinne tragedie, zawiść, zazdrość, chwile szczęścia i w końcu miłość – Droga do domu to wciągająca saga i prawdziwa eksplozja emocji. Powieść bardzo amerykańska, a jednocześnie pełna afrykańskiej magii.

Uwielllbiam sagi rodzinne, a „Homecoming” kusiło już od dawna. Dzięki współpracy z Wydawnictwem Literackim siadamy więc w afrykański ekspres i wio, nie traćwa czasu!

dsc_1237_zps63jcacbd

Sagi rodzinne uwielbiam, bo z reguły są napisane w pewny konkretnym stylu. Czyta się je jak jedną wielką, niekończącą się opowieść, która trwa tyle, ile będzie istniał ród. Mimo to każda z części, o każdym potomku jest nieco inna – pomysły też nigdy się nie kończą, a życie potrafi być naprawdę kreatywne, jeśli chodzi o komplikowanie lub nieoczekiwane rozwiązywanie wielu spraw. Ta jednak saga jest zupełnie inna, skondensowane w niej 300 lat historii, zmieniające się jak w kalejdoskopie pokolenia sprawiają, że czyta się ją tak, jakby posiadło się supermoc przewijania czasu wprzód i poznania przyszłości. Od XVIII-wiecznej Ghany, do nowojorskiego XXI wieku – sami możecie się domyśleć, ile dzieje się przez ten czas. Co niezwykłe, Autorce udaje się połączyć wszystkich członków rodziny kilkoma drobiazgami, artefaktami, wspomnieniami, które ze strony na stronę stają się coraz ważniejsze i pokazują przerażająco wręcz wysoki stopień wpływu decyzji i przeżyć przodków na późniejsze dzieje potomków. Parząc herbatę zaczynasz mieć wrażenie, że patrzą na Ciebie wieki.

dsc_1239_zpsxcmtvd3l

Pisząc o „Drodze…” nie sposób nie wspomnieć o aspekcie burzliwej historii walki czarnoskórych o równouprawnienie. Do tej pory miałam z nią styczność tylko w „Służących” na podstawie Stockett, „Sekretnym życiu pszczół” Kidd i „Smażonych zielonych pomidorów” Flagg. Dzieło Gyasi jest kolejnym niewątpliwie barwnym głosem w temacie –  razem z Esi wywożą nas do Stanów jako niewolników, przechodzimy przez wojnę secesyjną i kolejne stadia wyzwolenia, natomiast Effia i  jej dzieci rozpościerają przed nami w tym samym czasie krajobraz afrykański. Ta dwu-, a właściwie wielogłosowość pozwala i liznąć trudnej historii, i poznać niezwykle zróżnicowanych bohaterów, i poczuć gorący, magiczny, szamański wręcz momentami klimat dzikiej, prawdziwie czarnej Afryki.

dsc_1240_zps6mk44jpv

„Droga do domu” nie miała szczęścia. Nie miała szczęścia dlatego, że czytałam ją bezpośrednio po wybitnej „Akuszerce”. I w ten sposób, przez zasadę kontrastu, ale nie tylko, stawiam jedyny zarzut do książki – jej forma. Forma, w sensie język, nie struktura. Język, który dobitnie pokazuje, jak bardzo młoda jest Paniautorka – na litość kota, ta kobieta ma dopiero 26 lat. Nie o to chodzi, że książka jest napisana jakoś źle – nie, nie. Wiem, że jestem skończoną miłośniczką piętrowych figur retorycznych i kilometrów wycyzelowanych opisów, ale tu jest wręcz aż za prosto. „Droga..” jest napisana… Okej. Po prostu okej, nic więcej. Tylko, że jak na tak za,ekhem,niesamowity pomysł, tylko „okej” to o wiele za mało. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że gdyby za realizację tej książki zgodnie z projektem Yaa Gyasi wziął się pisarz starszy, bardziej doświadczony, z bogatszym warsztatem, to to nie byłaby tylko całkiem fajna książka. To byłaby po prostu PETARDA. No ale stało się jak się stało – niemniej nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ten debiut jest trochę jak strzała wypuszczona przedwcześnie z niedostatecznie naciągniętego łuku. A może powinnam powiedzieć sobie „Inkoholiczka, daj spokój – przecież cały świat szalał na punkcie „Homegoing” jeszcze zanim na dobre wyszło”? 😉

dsc_1241_zpshjjbc2uk

Świat szalał, prawa do ekranizacji wykupywał, bo miał powód – oceniał na podstawie samego pomysłu, zarysu akcji. A struktura, którą Gyasi nadała swojej książce jest naprawdę niezwykła – babka prowadzi nas przez przeszło 300 lat historii dwóch gałęzi rodu, każdemu z jego członków poświęcając kilkunastostronowe, fragmentaryczne opowiadania. Jest w tym coś zupełnie niesamowitego – przedstawić najważniejszy moment, esencję z czyjegoś długiego życia na kilku stronach. To sprawia, że zaczynasz patrzeć zupełnie inaczej i na siebie. Myślisz o swoich przodkach, którzy wydają się tylko wyblakłymi portretami na kartach historii Twojej rodziny, a przecież byli ludźmi z krwi i kości, żyjącymi, myślącymi, kochającymi, złoszczącymi się tak samo jak Ty. Myślisz o swoich potomkach, którzy wydają się skryci za mgłą, bo kto odgadnie, jak potoczą się losy świata po Twojej śmierci. I myślisz też o sobie – co napisano by na tych kilkunastu krótkich stronach o Tobie? Jaka jest esencja Twojego życia?

dsc_1242_zpsdk35nc3r


Wszystkie cytaty oraz fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z „Drogi do domu” Yaa Gyasi,  tłum. Michał Ronikier, Wydawnictwo Literackie, 2016

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
wydawnictwo-literackie

Reklamy

4 uwagi do wpisu “„Droga do domu”, czyli afrykańska saga tętniąca życiem

  1. Bardzo obiecująca recenzja. Myślę sobie, że odnotuję ten tytuł na najbliższy urlop, czy wakacje, żeby móc zupełnie odpłynąć w rzeczywistość, czy raczej w rzeczywistości książki…

    Polubienie

  2. Przyznam, że nie zachęciłaś mnie do przeczytania – zapowiadało się dobrze, ale gdy zaczęłaś pisać o autorce o tej strzale wypuszczonej przedwcześnie…odechciało mi się czytać. Jeśli jednak interesuje Cię tematyka „czarnej” Ameryki to polecam Ci film S.Spielbierga „Amistad”.

    Polubienie

  3. Pingback: „Księga nocnych kobiet”, czyli literacki czarny diament | inkoholiczka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s