„Jesień” Knausgarda, czyli hołd dla życia

Nieznane oblicze literackiego wojownika. Jest ciepła sierpniowa noc, schyłek lata i zarazem początek niezwykłej znajomości. Ona ma przyjść na świat za sześć miesięcy. On ma już troje dzieci, żonę i dom. Ma też olbrzymie pokłady czułości i niebywały talent literacki, podziwiany przez miliony czytelników na całym świecie. Obydwu tym cechom daje upust w intymnej historii o życiu i miłości do świata, pisanej z myślą o nienarodzonym dziecku.„Chcę pokazać Ci nasz świat takim jaki jest: drzwi, podłogę, kran i zlew, fotel ogrodowy tuż przy murze pod oknem kuchennym, słońce, wodę i drzewa. Będziesz przyglądać mu się po swojemu, będziesz doświadczać go po swojemu, gromadzić swoje własne doświadczenia i wieść własne życie, więc to oczywiste, że przede wszystkim robię to dla siebie: pokazując Ci świat, moja maleńka, przekonuję się, że warto żyć”.

Do Knausgardowej „Mojej walki” (meh, tytuł przypomina pewnego klasyka…) jeszcze nie dotarłam byłam. Jednakowoż dotarło do mnie w pewne jesienne popołudnie inne dzieło tego wikingowo brzmiącego pana – „Jesień”. Jeśli czytaliście więcej niż jedną inkoholiczą recenzję literacką, to pewnie się zorientowaliście, że oceniam książki po okładce i, co więcej, uważam, że większość ludzi tak robi. Z tej prostej przyczyny „Jesień” kupiła mnie już od pierwszych stron. Okraszenie jej obrazami Vanessy Baird było pomysłem po prostu wystrzałowym, ciężko mi sobie wyobrazić coś lepszego.

jesie1_zpsj7ucbhan

Ale-ale, spiąć proszę konie rącze i psy gończe i do literek się wrócić co żywo! Literki są jednocześnie proste i nieproste. Cała książka, to zbiór dosłownie kilkustronicowych rozdzialików, w których dumny Tata opisuje Nienarodzonej jeszcze Córce wszystko. Świat. Liście, drzewa, sól, gorączkę, garnek, chmury, książkę, ból, psa, miłość… Przeplata to dodatkowo listami do Nienarodzonej, w której opowiada o swojej rodzinie, o sobie, o tym jak przygotowują się na jej przyjście na świat. Powiem szczerze, że nigdy jeszcze nie czytałam czegoś napisanego po pierwsze w takiej formie, a po drugie – tak intymnego a zarazem spokojnego, do samego gruntu DOBREGO Dobrem przez duże „D”. Tym ciepłym, pokojowym, owijającym serce ciepłym szaliczkiem Dobrem, które czujecie, kiedy pogodzicie się z kimś, z kim wiele lat łączyła Was nienawiść, kiedy wyświadczycie bezinteresownie jakąś przysługę osobie, którą kochacie, albo kiedy niespodziewanie wzruszycie się czymś takim zupełnie zwykłym, codziennym. Cała ta książka jest właśnie momentami zwyczajnych, niczym się nie wyróżniających stop-klatek życia, które potocznie nazywamy „szarym”, a które w istocie mieni się wszystkimi kolorami tęczy.

dsc_1497_zpsfhjqj07m

A wiecie, co w „Jesieni” jest detalem najcudniejszym? To, że mówiącym jest OJCIEC, nie matka. Z jego ust ten ocean czułości brzmi naprawdę inaczej 🙂


„Jesień” Karl Ove Knausgard, Wydawnicwo Literackie, 2016r.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
wydawnictwo-literackie

Advertisements

2 uwagi do wpisu “„Jesień” Knausgarda, czyli hołd dla życia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s