„Najeźdźcy z Północy”, czyli – a gdyby tak Pocahontas z Bjornem…?

Każdy, kto Inkoholiczkię zna choć troszkę, albo czytał był jej teksty ze dwa lubtrzy wie, że w tematyce wikingów ma ona generalnie wszechobezwładniającego i chronicznego fioła zwanego również przez ziomków Kompleksem Kobiety Wikinga.  Wszędzie wyszukuje co tam zostało napisane/nagrane/nakręcona/wymodzone w dowolny sposób na ich temat, a następnie w długie zimowe wieczory powoli ac sukcesywnie sobie to wszytko sobie przejada. W ten oto sposób na jej półce zalegają pierwsze tomy serii „Sagi Sigrun” ukochanej i najlepszej Cherezińskiej, „Kruczych Pierścieni” Pettersen i paru innych, a najnowszy sezon Wikingów jeszcze nie obejrzan. Przeczytana za to, i to całkiem dawno pierwszy część trylogii(?) Pana Radosława Lewandowskiego pod wiele mówiącym tytułem „Wikingowie”. „Wilcze dziedzictwo” już recenzowane, a z warsztatu czytelniczego całkiem niedawno zeszła druga część „Najeżdżcy z północy”, która trafiła do mnie za sprawą Wydawnictwa Muza i za pośrednictwem portalu Bussiness&Culture. W międzyczasie się okropniwie wprost rozchorowałam byłam i stąd te karygodne opóźnienia. Ale z okazyji Bożego Narodzenia obchodzenia i mojego z łożnicy zmartwychwstania zajmiem się dzisiaj, moi Drodzy, właśnie drugą częścią Panalewandowskiegocyklu. A jest o czy opowiadać, jest o czym, albowiem działo się co nie miara.

tumblr_n3dw93pnet1qbtcqbo1_500

Przepraszam, rozproszyłam się. Na czym skończyliśmy? A tak.Co by to było, gdyby powyższego Pana Młodego Wikinga Bjorna połączyć z poniższą Panną Pocahontasówną? Jedno kiwa głową, drugie macha, można więc uznać, że nic naprzeciwko nie mają.

tumblr_lhwuj7e1mj1qf4bql

Z podobnego założenia wyszedł Panautor i akcję drugiej części cyklu osadził na krótkim acz intrygującym zdaniu „Wikingowie odkryli Amerykę”. I to całkiem długi czas przez Krzysiem Kolumbem, który wtedy nie był nawet w planach. Na początek ta koncepcja wydawała mi się zupełnie ześwirowana, dopóki nie powęszyłam trochę w temacie i nie posłuchałam paru mądrych ludzi, który uświadomili mi, że koncepcja wcale taka głupia nie jest. Co więcej, jak poprzeć ją odpowiednimi badaniami genetycznymi, jest nawet wielce prawdopodobna. Sam Autor zachował się bardzo profesjonalnie i na końcu powieści przytacza na kilkunastu stronach solidne podstawy i konkretne badania, na których oparł fabułę. To wszystko mnie przekonało i wyjęło w mojej głowie „Najeźdźców z Północy” z szufladki „pure fantasy” i przełożyło do „taka prawie fikcja historyczna”. Tam więc właśnie, w Ameryce Północnej jesteśmy na początek akcji rzuceni, gdzie to młody, tchórzliwy jakich mało wiking imieniem Oddi wylądował zbiegiem niefortunnych okoliczności splotów. Streszczać Wam ich nie będę, odsyłam do pierwszej części. Oddi trafia zupełnie przypadkiem w sam środek kabały – szykującej się i już-już wiszącej na włosku wojny pomiędzy dwoma indiańskimi plemionami. Oddi więc na momencik musi odłoży swoje plany powrotu do rodzinnej Skandynawii i odbicia z rąk wroga matuchny i siostry, a na razie zająć się wraz ze swoją Pocahontas imieniem Shaan-naan-dihit pomocą niedoszłemu na razie teściowi w wygraniu wojny.

I to jest całkiem ciekawy zabieg, ponieważ klimat powieści z rześko wartkiego, skrzypiącego śniegiem, brzęczącego stalą, broczącego krwią i rozśpiewanego  wikingowymi wrzaskami przeistoczył się magicznym sposobem w coś zupełnie innego. Zadymione szałasy, plemienne legendy, tajemniczy szamani, życie w doskonałej harmonii z otaczającym światem, system wartości tak totalnie inny od wikińskiego… Choć  to Oddi przecież jest głównym bohaterem, to to Indianie i ich kultura grają tutaj pierwsze skrzypce. To mi się podoba, bo szczerze mówiąc nie znam zbyt wielu książek poświęconych temu naprawdę ciekawemu ludowi. Polska, a może i Europa jednak nadal przeżywa zachłyśnięcie kulturą swojej Północy i do Indian chyba jeszcze po prostu nie dotarła. Lewandowski wyrywa się przed szereg i biegnie na złamanie karku aż mu wigwam, to znaczy ten, no, pióropusz powiewa na wietrze.

indian

 

Pamiętacie jak dziwiłam się przy okazji recenzji pierwszej części nad niskimi jej notami na LubimyCzytać i nazywaniem jej „rozdmuchaną akcją promocyjną”? Chciałabym do tematu wrócić. Otóż powieści historyczne nie mają przed moimi oczami lekko. Na samym szczycie podium, a może nawet parę metrów ponad nim unosi się w mojej głowie na poziomie Grand Prix Pani Cherezińska i jak do tej pory nie znalazłam nikogo, kto miałby choćby cień szansy ją zdetronicować. Nieco niżej na mojej obersubiektywnej liście plasują się inni polscy autorzy, których poczytywałam tacy jak rzeczony Lewandowski, kiedyś recenzowany Malinowski no i oczywiście klasyg Kraszewski, od którego cała moja fascynacja się zaczęła. Potem jest długo długo nic, potem docieramy do poziomu zero i nieco poniżej owego poziomu zero plasuje się Pan Foryś, który to pisze powieści erotyczne z małą domieszką historii, coby czytający mieli złudzenie, że nie do końca marnują czas. I to niestety forma jest tą warstwą powieści, która pozostawiła mi pewien niedosyt. O ile pomysł i wstrzelenie się w niszę wyszło Panu Lewandowskiemu wprost mistrzowsko, o tyle nad niektórymi aspektami swojego warsztatu chyba powinien jeszcze popracować. Długo myślałam nad tym, co teraz napiszę – bo w końcu jakie prawo mam zarzucać Autorowi cokolwiek? Sama nie wydałam w życiu (na razie) żadnej książki, szanowanym nawet nie powszechnie krytykiem też nie jestem, więc…? Więc mówię jako czytelnik, czytelnik, który książki połyka na tomy i po prostu widzi i porównuje. A widzę, że nie ma żadnej strony, na której nie pojawiłoby się jakieś bardzo wymuszone i na siłę wyrafinowane porównanie. Zawsze COŚ musi być jak coś innego, albo jak pchła na psie, albo jak ścięte drzewo, albo chociaż jak gówno karibu, które gdy przylepi się do mokasyna, należy wytrzeć o kamień. A światło musi wbijać się jak saks w ciało, nie inaczej. To na początku jest niezauważalne, potem denerwujące, a po pewnej ilości absurdalnie rozbudowanych, piętrowych porównań – po prostu śmieszne. Denerwująca jest też maniera, którą widziałam już nieraz u wielu młodszych stażem pisarzy, choćby u wspomnianego wyżej Malinowskiego – wciskania ogromnej ilości wiedzy nachalnie, w każdym możliwym miejscu. Wiem, że jest to trudne, wyważyć pomiędzy „czytelnik nie ma obowiązku tego wiedzieć, więc należy mu wytłumaczyć” a „sam se doczytaj jak chcesz”, ale wierzę, że da się to zrobić w mniej zauważalny sposób.

Taka to historia, smutna, lecz prawdziwa. Ona była plujka, on był stary dziwak. A tak serio – za powyższe mankamenty minus, za bombowy pomysł i potencjał, który ma w sobie Autor- dwa plusy. Więc wychodzi na plus. Trzymam kciuki za następną część. „Topory i sejmitary”, dobrze pamiętam? 😉

img_20161212_141752


Źródła gifów: 12

Wszystkie cytaty oraz fragmenty tekstu ze zdjęć pochodzą z „Wikingowie: Najeźdźcy z Północy” Radosława Lewandowskiego, Wydawnictwo Akurat, Warszawa, 2016 r.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Akurat.
179341_akurat_200

 

 

 

Reklamy

4 uwagi do wpisu “„Najeźdźcy z Północy”, czyli – a gdyby tak Pocahontas z Bjornem…?

  1. Ubawiłam się przy czytaniu tej recenzji 😀 Chciałam przeczytać pierwszy tom, chociaż nie lubię polskich autorów, a już na pewno nie z takiego gatunku. Później przeczytałam te wszystkie opinie na LC i mam je ciągle w głowie, kiedy widzę nazwisko autora… Chyba wymarzę to z głowy i po prostu impulsywnie przeczytam pierwszą część, tyle 😀

    Lubię to

  2. Przeczytałem „Wilcze dziedzictwo” i nie mam żadnych odczuć z nią związanych, pozytywnych ani negatywnych. Była sobie jedna z wielu, nie zdołała mnie porwać, dlatego po „Najeźdźców z Północy” nie sięgnę 🙂 Jedną z mistrzyń stosowania długich, niewiele wnoszących opisów jest według mnie Robin Hobb, ona to potrafi rozpisywać się nad drobiazgami i uczuciami, a jednocześnie opisy te nie są nużące.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s