O tanku, co na asasyna się przyuczał, czyli powiedz mi jak grasz…

Przychodzi taki moment w życiu kobiety, że odczuwa ona ogromną, zdrową przecież i naturalną potrzebę pogrania sobie w coś na konsoli. (Tak, tak, usprawiedliwiaj się i wymyślaj sobie.) Moment ten nachodzi mnie regularnie i tym razem wynurzyłam się ze Skyrimowo-Wiedźminowych odmętów, by na światło dzienne ryjek wystawić i za Assasina się po raz pierwszy zabrać. Zaprosiłam więc moich kilku wiernych gejmingowych przyjaciół z Khajiitą na czele i wio. Na początku należy wyraźnie zaznaczyć, że różnimy się z Khajiitą dość dogłębnie stylem grania. Ona, jak sam pseudonim wskazuje, Khajiit like to sneak, don’t leave your treasures ignored, get bigger bolts on your door i takie tam. Walczy po cichutku, elaganckckcko, z finezją, wąsiki i futerko zaczesane na gładko, w ciemności nie widać. Draugiry ani się obejrzą jak skończą w samej gumce od majtek, a ona ucieknie z całym dorobkiem ich życia, gromadzonym skrzętnie w urnach. A ja? A inkoholik oczywiście gra ordynarnym Nordem, którego ochrzcił na Lagerthę. Nie bawi się w łucznictwo, skrada się tylko jak chce zabić nielegalnie skyrimowego kurczaka, a z Gildii Złodziei wyrzucili go za notoryczne partaczenie roboty. Wpada z maksymalnie rozwiniętą destrukcją i ciężkim uzbrojeniem i zwyczajnie przeżyna sobie drogę tam, gdzie akurat mu pasuje. Analizy psychologicznej tych dwóch stylów grania nieco boję się podejmować.

assassins_creed_revelations_21

Ale wiadomo – nowy rok, nowa ja, zmiany zmiany, więcej się śmiejemy i mniej jemy,  więcej lnu, a mniej rodzynek, dobrotliwość dla dziewczynek i dla chłopców też, hej! Uczymy się języków, które zawsze chcieliśmy umieć, a wszyscy tankowie zaczynają uczęszczać na obowiązkowy kurs z finezji. Założyłem więc kaptur…

giphy2

… sprawdziłem broń, czy działa…

tumblr_mi6861vzfl1qk0oi6o1_500

… no i do roboty. Jak tu się porusza? Aha, lewy drążek od tego, prawy od tego, X – cios, B – interakcja, A – kradzież, Y – dodatkowa broń, okej, okej, neocortex przecież mam, wykuję na pamięć wszystkie kombinacje i będę śmigać jak złoto. Cała loża szyderców patrzy z napięciem jak oto tank w ciele asasyna wyrusza pierwszy raz na ulice Konstantynopola. Idziem, idziem, ziemią, bo dachami się jeszcze boim. A możeby tak z kimś pogadać? Podbijam więc do przypadkowego jegomościa palącego bongo, który rozsiadł się na dywanie rozłożonym bezpośrednio na ulicy. „Wiesia”, mówię, „Sprawdź mie w instrukcji, jak się rozmawia”. „Naciśnij B”, pada odpowiedź. Naciskam więc. Asasyn trzema wielkimi susami, przewracając nieszczęsne bongo, dopada do chłopa, po czym podnosi go za klapy kamizelki i tak trzyma w powietrzu. Facet – pełno w gaciach ze strachu, krzyczy, płacze „Please, don’t hurt me!”. Dośpiewałabym „baby, no more”, gdyby nie to, że chciałam być miłym i przykładnym obywatelem, więc w panice krzyczę na mojego Asasyna „RZUĆ GO! RZUĆ GO!”, naciskając oczywiście wszystkie przyciski naraz. Ezio Morricone bierze więc potężny zamach i rzuca lamentującym chłopem jak workiem ziemniaków wgłąb uliczki. Coś mi mówi, że nie jezdem zbyt dobra w działaniach cichych.

Pierwsza misja miała nauczyć mnie poruszać się w terenie – jakież było me zdziwienie gdy stróżujący na dachu strzelec nie ucieszył się na mój widok i otworzył ogień. Nas??? Bohaterów??? Prądem?!
Druga misja miała nauczyć mnie zabijania po cichutku – dlaczego więc by nie użyć supergłośnego pistoletu i nie narobić huku? Dziwnym trafem usłyszeli go spacerujący nieopodal ziomkowie nieboszczyka i rozpętało się piekło. Pech.
Trzecia misja miała nauczyć mnie zwinności drrrapieżnika. Spierdzieliłam się średnio zwinnie z niemalże samego szczytu wieży. W skądinąd długim locie na dół towarzyszył mi nieśmiało migający komunikat, jakobym oddalała się od celu misji.
Czwarta misja miała nauczyć mnie finezji  i cichego poruszania się – ale po co używać bomb, zasadzek, noży i innych darów losu, jeśli mogę po prostu wyskoczyć ze siana stogu i Jataganem przerżnąć się na wylot?
– Coś prosta, prymitywna wręcz ta gra – pomyślałam, wykańczając ciosem ostatniego strażnika.
Khajiita natomiast tylko spojrzała przeciągle na ekran, potem na mnie, potem znowu na ekran i westchnęła głęboko, jakby chciała powiedzieć: Panie kochany, to je tanka przypadek kliniczny.

A Wy? W jaki sposób gracie? 😉


Źródła grafik: 123

Reklamy

2 uwagi do wpisu “O tanku, co na asasyna się przyuczał, czyli powiedz mi jak grasz…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s