„Legion”, czyli nie taki ONR straszny, jak go malują ALowcy

UWAGA! ATTENTION! ACHTUNG! 

Drogi Czytelniku, mam dla Ciebie ważny komunikat. Jeśli lubujesz się w jeżdżeniu recenzenta po kiepskiej literaturze i masz problem z wysłuchiwaniem dużej ilości piania to niestety będzie Ci bardzo ciężko, a nawet być może z tej zgryzoty dostaniesz wysypki na, daj Boże, plecach. Dzisiaj bowiem na warsztacie, prosz Państw, moja absolutnie ukochana polska autorka – Elżbieta Cherezińska. Wpada z wielkim Legionem NSZ-owców i robi rozpier… Znaczy się porządek wprowadza.

legionek

Był piękny, słoneczny dzień, a zboża, kołysane letnim powiewem wiatru, pachniały beztroską i wakacjami. W ten oto ten dzień radosny w pięknej ozdobnej torebeczce dostała Inkoholiczka na urodziny swe książkę, która zapoczątkowała szaleńczą i dozgonną miłość do Cherezińskiej „Hardą” (o niej słów kilka Wam skrobnę inną razą). Pływająca rześkim crowlem wśród tematyki wikingów i Piastów Autorkę tym razem zawiało w rejony II wojny światowej… i i tam poradziła sobie niezgorzej.

czas_honoru_4

Przed nami dzisiaj obszerna, dopracowana w najdrobniejszych szczegółach saga rozciągająca się od tuż-przed-wojną do tuż-po-wojnie i łącząca w sposób (jak to zwykle czyni życie) losy kilkudziesięciu unikatowych bohaterów. Wiem, że brzmi to jak pean na cześć proszku do prania, który wybieli jak żaden inny, no ale kurcze no, Cherezińska jest u mnie na absolutnym szczycie mojej listy historycznej, jak już pisałam przy okazji recenzji indiańskiej Lewandowskiego (ale nie tego piłkarza, ani nawet posła). Razem ze Żbikiem, Dorem, Polą, Otmarem, Grażyną, Dzidkiem, całą bandą Kmiciców, Wołodyjowskich, Skrzetuskich i Rzędzianem nawet biegamy po lasach od lubelskiego, przez kieleckie, aż do Czech. Zrzucają nas razem z innymi Cichociemnymi, siedzimy na Pawiaku, przeprowadzamy egzekucje w imieniu Polski Podziemnej, przeżywamy upadek Powstania Warszawskiego, zasadzamy się na Niemców (a potem i na Ruskich…). Zdarzenia, ludzie, miejsca, rzeczy, wszystko jest osadzone na tak solidnych i sprawdzonych podstawach, że można by się z „Legionu” uczyć historii. Przede mną odsłonił takie rejony i aspekty, że zmienił mi się zupełnie sposób patrzenia. Ile z obecnego ONR-u jest dziedzictwem zbuntowanego antykomustycznie skrzydła NSZ-u? Wojna przecież była tak niedawno. Tak bardzo, bardzo niedawno. Czy ja jestem już pokoleniem odrodzonym, czy PRL jeszcze mocno siedzi w mojej głowie? Jakim byłabym człowiekiem, gdybym żyła wtedy, a nie teraz? Czym sobie zasłużyłam na te moje czasy? W ilu ludziach, których znam widzę niegdyś obligatoryjne trio Bóg, Honor, Ojczyzna? Na ile jesteśmy odpowiedzialni za decyzje swoich przodków? Czytam opowieść „o tych, którzy nigdy nie poddali się nikomu” i jestem dumna, że jestem Polką.

uid_7fa3f533b9634430a6fa90fd733b10de1380221104374_width_800_play_0_pos_0_gs_0_height_530

Zawsze jak książka jest gruba (a „Legion” jest naprawdę, naprawdę potężny – zupełnie jak Legion), szczególnie ważna jest jej czcionka, sposób wydania i w ogóle – redakcja. W tym momencie należą się ogromne ukłony… Sama nie wiem komu, temu, kto wymyślił graficzne przerywniki pomagające zorientować się w treści i urozmaicające czytanie. Ogłoszenia, listy, plakaty, zaproszenia. Poza tym zawsze, gdy pojawiała się nowa postać dodawano do niej krótką notkę. Barrrdzo mi się to podobywiwało.

uid_28c46c5d97ad6bcf70898e0cb7e1b2601351165255423_width_600_play_0_pos_0_gs_0_height_397

Urozmaicenia urozmaiceniami, ale na temat stylu tej Pani można piać zupełnie uniwersalnie, bez odniesienia do konkretnego jej dzieła, ponieważ w każdym jest uniwersalnie doskonały. Na tych stronach dziejo się, panie, rzeczy, o których się filozofom i kotom w internetach nie śniło. Bohaterowie są absolutnie pełnokrwiści, wyłażą z kart książki, łapią Cię za fraki, piorą popysku i wciągają brutalnie do środka. Cudo. Wciąga się te 800 stron wartko i z ogromną przyjemnością, wynikającą nie tylko z niezwykle ciekawego tematu, ale i z szacunku, jaki Cherezińska ma do swojego Czytelnika. Nikt tu nie próbuje z nas zrobić idioty spłycając bohaterów, używając niesprawdzonych materiałów, robieniu dziur w fabule i logicznym rozumowaniu, słabym poziomie językowym, gubieniu się we własnych źródłach. Martin napisał do czytelników przed swoją książką notkę z prośbą o wyrozumiałość, bo diabeł tkwi w szczegółach, a taka długa książka ma ich ogromną ilość. Cherezińska nie musi prosić o wyrozumiałość, bo każdy szczegół jest dopracowany i dopięty na ostatni guzik. Najwyższy poziom.

maxresdefault

Kiedy otwierałam tą książkę pierwszy raz , las na okładce wydawał mi się mroczny, tajemniczy, niegościnny. Kiedy ją zamknęłam, wydawał się być domem.

 


Źródła grafik: 1234

I na koniec bonusik. I co? I co? I tylko ja wącham książki, hęęę? 😉

(A tak naprawdę to badała czy się nadaje do spożycia :< )

kotta

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “„Legion”, czyli nie taki ONR straszny, jak go malują ALowcy

  1. Pingback: „Córki Wawelu”, czyli o kobiecych szyjach, co głowami rodów kręciły | inkoholiczka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s