Katedra Marii Panny, czyli jak się literaturą głęboko zaciągać

figuren_auf_notre_dame

Czaję się za gargulcami patrząc na zgromadzony w katedrze tłum. Jestem jak dzikie zwierzę, samotnik, wolę trzymać się od nich z daleka. Żyję tylko dla Notre Dame, tylko ją kocham. Jestem jej sercem, jej duszą. Sanctus, spiritus sanctus, warkocz setki głosów niesie się pod samo sklepienie, owiewa po drodze moją twarz. Twarz tak brzydką, że sam panicznie boję się ujrzeć ją przypadkiem w kroplach deszczu. Nie słyszę słów – uszy już dawno złożyłem w ofierze Wielkiej Marii. Czuję tylko to tchnienie. To tchnienie, które na krótki moment rozjaśnia moją twarz uśmiechem. To chyba był niebiański blask… Wspinam się nieco wyżej. Znam w tej Katedrze każdy kamień, każdą poręcz, każdego gargulca. Nie poślizgnę się, nigdy nie spadnę. Ta świątynia to mój wszechświat.

Gdy widzę, że archidiakon Frollo przewraca stronę opasłej księgi i wznosi swoje ręce w górę, poruszając bezgłośnie ustami, moje serce gwałtownie przyspiesza. Za chwilę, już za chwilę da mi znak… W końcu macha lekko ręką w moją stronę. Wielbię tego człowieka. Podrywam się i biegnę na złamanie karku po wąskich krętych schodach. Wpadam zdyszany, bardziej z ekscytacji niż zmęczenia, na poddasze Notre Dame i ryczę z góry jak lew na pomagierów. Boją się mnie jeszcze bardziej niż ja swojego odbicia. Rzucam się na sznury, wygłodniały jedynego dźwięku zdolnego przebić otulającą moje uszy od wielu lat ciszę. Dzwonię, dzwonię, ciągnę za sznur z całych sił. Z rozpędu skaczę na Wielką Marię, największy z dzwonów, moją ukochaną i kołyszę się razem z nią, przejmując jej drżenie. Ona nadaję dźwięk temu majestatowi. Notre Dame, obudź się, wstań! Pokaż swoją potęgę!

***

Dzwony rozdzwoniły się z całą mocą, a ludzie powoli wylegali z Katedry na plac, który już rozbrzmiewał cygańską muzyką. Rozgrzany południowym słońcem marmur parzył moje stopy, które już rwały się do tańca.
-Esmeralda! Noël, noël! – krzyczeli ludzie, ku utrapieniu duchownych zawsze spragnieni widowiska. Ludzie jeszcze przed chwilą klęczący przed milczącą boską potęgą teraz klaskali i tupali w rytm muzyki wyzwalając w sobie najbardziej pierwotne ze wszystkich instynktów, tak wytrwale wykorzeniane przez Archidiakona Klaudiusza Frollo. Pomiędzy jednym obrotem a drugim zauważyłam, że znów stał tam, wysoko, na balkonie i wpatrywał się we mnie wzrokiem pełnym nienawiści. Jego oczy ciskały gromy. Ale spódnica już-już wirowała wokół mnie, warkocze oplatały roztańczone ciało, baskijski bębenek dzwonił wprawiany w ruch niecierpliwym nadgarstkiem. Stopy same kazały skakać, biodra kręciły się zmysłowo, ramiona falowały, luźna koszula zsuwała się z nich, głowa odrzucała się w tył. Przymknęłam oczy zatracając się w tańcu bez reszty. Dżali, moja mała kózka, skakała wokół mnie, stukając malutkimi kopytkami i becząc radośnie. Klopin, Król Żebraków i mój opiekun, biegał pomiędzy ludźmi, których wciąż przybywało, ze swoją czapką błazna błyskawicznie wypełniającą się pieniędzmi. Notre Dame górowała nad nami i patrzyła potępiająco. To był dobry dzień na taniec.

***

Usta zacisnęły się w surową, cienką kreskę. Zmrużyłem oczy. Po raz kolejny nakaz biskupa w niczym mi nie pomógł. Cyganicha tańczyła tam w najlepsze, a moje trzewia nadal palił piekielny ogie…

– Hej! Mówię do ciebie! Głucha jesteś?
– Tak? O co pytałaś? – otrząsnęłam się i spojrzałam na siostrę mocno rozkojarzonym wzrokiem. Stała w drzwiach z kubkiem herbaty i, sądząc po minie, wołała mnie już dłuższy czas. Z trudem utrzymywałam na niej stale zsuwający się na kartki książki wzrok. – Przepraszam, zaczytałam się…
– Widzę… – uśmiechnęła się, kręcąc z politowaniem głową. – A co tam masz ciekawego… Co? Znowu Wiktor Hugo? Przecież znasz już go chyba na pamięć…

… a moje trzewia palił piekielny ogień. Nienawiść i miłość, oba te uczucia bezlitośnie rwały moje serce na strzępy. Czy kiedyś Bóg uwolni mnie od tych ciemnych oczu córy Egiptu, które przewierciły moją duszę na wylot?

Dlaczego kocham czytać? Tak długo, jak będę mogła biegać nieskrępowanie po milionie światów i wieść w nich miliony żywotów będę najszczęśliwszym z ludzi.

 


Wikipedia, czyli Źródło grafiki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s