Łabędzi szał ciał, czyli dlaczego Inkoholiczka kocha balet

Wiem, że rozrzut tematyczny mam jak ruska Katiusza. Ale co ja poradzę, że filozofię umysłowego płodozmianu wyznaję i naprawdę różnorodność kocham. Więc spośród Meekhańskiego stepu z objęć Wegnera się wymykam w noc ciemną i lecę na balety. Dosłownie.

the-st-petersburg-ballet-swan-lake-swans-duo_lr-660x330

Pokutuje w łebkach ludności wszelakiej pewno konkretne, dość z resztą niepochlebne zdanie na temat baletu. Robi się z niego cierpką kawę dla prawdziwych koneserów, stawia na równi z najpiskliwszymi operami i ogólnie odgania się go od uwagi jak natrętną muchę słowami „to nie dla mnie”. Ewentualnie posądza się jeszcze baletmiostrzów o orientację homoseksualną, bo jak wszyscy dobrze wiedzą, opięte gacie są niepodważalnym jej dowodem. Bullshit na bullshicie i bullshitem pogania. Ja właśnie dzisik panie wieczorem te wszystkie pokutujące przekonanioduszyczki zamierzam wyzwolić i pozwolić im latać wokół żyrandola ile im się żywnie będzie podobało. Bo ja, moi Drodzy, balet uwielbiam. (Uwaga! Tekst jest pisany grubo po 22 i to na powystępowym haju).

swan1380x591

Bardzo długo myślałam nad tym, jak mogę osobie postronnej baletouprzedzonej ten fenomen wytłumaczyć. Nie wiedzieć czemu krzyczenie ile sił w płucach nieartykuowanych, pełnych zachwytu wrzasków i machanie przy tym zawzięcie rękami jakoś nie działa. Tylkom się zaróżowiła jak prosie i zmachała, a ona i tak nie zrozumiała. Postaram się więc te wszystkie okrzyki i popiskiwania zgnieść jak gąbkę i wycisnąć z nich kilka sensownych zdań.

swan-lake

Uwielbiam słuchać o pasjach innych ludzi, nawet jeśli mnie osobiście średnio interesują. No, jeśli nie posługują się hermetycznym językiem i przynajmniej w trzech czwartych rozumiem o czym do mnie mówią. Lubię ten błysk, który pojawia się w ich oku. Takoż samo uwielbiam obserwować ludzi, którzy robią coś dobrze. Wirtuozów przy pracy. Nieważne czy to gra na skrzypcach, czy chałupnicze wyrabianie wiklinowych kaczuszek – to skupienie, ta pewność ruchów, to doskonałe uczucie, że nic tu nie pójdzie nie tak, bo te dłonie teraz kształtują materię. To było tyle razy powtarzane, że tu nie ma prawa nic pójść nie tak. To uczucie jest podobne do oglądania typowych „satysfakcjonujących filmików” na jutubach – idealnie położony lukier na torcie, idealnie pasujące do siebie płytki, idealne zaparkowanie samochodu. Tylko jakieś oczywiście 28471 razy mocniejsze. Ludzie potrafią poświęcić całe swoje życie doskonaleniu się w jakiejś dziedzinie, czasem ich wybór pada na dyscypliny naprawdę kretyńskie i mające zastosowanie tylko w biurze rekrutujących do Guinessa – takie dajmy na to wbijanie gwoździ nosem albo sikanie mleka okiem. Można. Ale po co? Są też ludzie, którzy poświęcają swoje życie w całości PIĘKNU – na przykład poprzez miłość… Albo też sztukę. Ogromnie szanuję tych ludzi za ich poświęcenie. Kiedy ja jadłam sobie beztrosko lizaka, budowałam bazy z poduszek i latałam po placach zabaw jak wściekła, moja rówieśniczka już naprawdę ostro ćwiczyła. Wyobraźcie sobie ile rutynowych lat morderczych treningów przy maksymalnym obciążeniu psychicznym, ile spływających potem godzin prób, ile sekund zaciskanych do granicy bólu zębów i ile kropel krwi musiało spłynąć, żeby osiągnąć taką perfekcję:

Nie wierzycie mi? To pójdźcie do sklepu sportowego, znajdźcie sobie pointy, załóżcie i spróbujcie chwilkę postać na czubkach palców. Uwierzycie. Czy warto? Jaka tak naprawdę jest cena? O odpowiedź na to pytanie się nie pokuszę – nie czuję się upoważniona do jej udzielenia. To jest decyzja innych ludzi i nie mnie ją oceniać – ja swoją podjęłam. Możemy działać tylko na tym, co jest – na efektach. I kiedy klaszczę po przedstawieniu i widzę ten ich doskonały ukłon czuję, że to jest właśnie mój hołd dla ich poświęcenia, by takie piękno stworzyć. Żebym ja to dzisiaj mogła widzieć. Hołd dla tej perfekcji.

Bo to jest naprawdę hipnotyzująco piękne. Spróbuj pójść, choć jeden raz, spróbuj sam tego doświadczyć, zobaczyć to na własne oczy. Baletnice i baletmistrze docierają do granic możliwości ludzkiego ciała i przesuwają te granice daleko, daleko, hen, za siódmą górę, za horyzont. Ich ciała podczas spektaklu zachowują się jak idealnie zsynchronizowane ze sobą trybiki w wielkim, hipnotyzującym mechanizmie. To nie jest jakiś tam sobie taniec, bliżej mu do gimnastyki. Tutaj nie ma miejsca na luz, na jakąś improwizację, musisz być opanowany w więcej niż stu procentach. Twoje ciało ma być Ci posłuszne jak najlepiej nastrojony instrument na świecie.  To swego rodzaju demonstracja – to, co teraz widzisz jest efektem pracy całego mojego życia. To osiągnąłem i jestem z siebie dumny. Popatrz na mnie.

maxresdefault

No dobra, mistrzostwo mistrzostwem, ale cały czas tkwi w głowie jak najostrzejsza zadra strach przed opiętymi gatkami baletmistrzów. No, przyznajcie się, widzę tę panikę w Waszych oczach! 😉 Powiem Wam, że to jest fajdawko-prawda, bo jak mężczyzna męski to nawet w kilcie wygląda męsko. Pozwólcie, że Was uspokoję. Obecnie coraz więcej widzę na ulicach mężczyzn spowitych w rurki tak obcisłe, że nawet w najświetniejszych czasach swojej inkoholiczej figury nie byłabym w stanie ich na siebie wbić (no, może na ręce…). I te nóżki owi panowie mają naprawdę bardzo, bardzo chudziutkie. Baletmistrze natomiast są niezwykle wytrenowanymi, smukłymi, ale bardzo umięśnionymi ludźmi. Serio, tak latać przez trzy godziny zegarowe w światłach sceny, wyciskać z siebie siódme poty na tych wszystkich wieloletnich, morderczych treningach… Naprawdę. To nie zostaje bez śladu na ciele. Kiedy oglądasz balet z czwartego rzędu, ci ludzi wyglądają bardziej jak chodzący atlas anatomii albo Dawidowie dłuta Michała Anioła niż jak stereotypowy obraz stałego bywalca marszów równości. Bez przesady.

f7ba23bdc307b2c8cb28f0dcdaeb69a5

A jak nadal mi nie wierzycie, pójdźcie na Jezioro Łabędzie i zachwyćcie się pojedynkiem Księcia z Czarnoksiężnikiem. Dobrze odegrany zawiera w sobie więcej testosteronu niż walka bokserska.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

PS – słyszycie ten dziwny dźwięk? To zgrzytanie? No więc to jest właśnie, dzieci, odgłos jaki wydaje nowonarodzony chory parring.
16246984928_7d4b9fe578


Źródła grafik: 123456

Reklamy

8 uwag do wpisu “Łabędzi szał ciał, czyli dlaczego Inkoholiczka kocha balet

  1. Dzięki Ci za otwarcie oczu na balet. Teraz już zawsze, gdy zobaczę gdzieś baletowy plakat lub ktoś o nim wspomni mimochodem, to ja bedę pamiętał, że Inkoholiczka namawiała na obejrzenie. I, że napewno miała rację 🙂

    Polubienie

  2. Ojjj ojej jak ja zazdroszczę 😮
    Bardzo bardzo bardzo mi się podobał tekst, pierwszy punkt ubrał w słowa moje uczucia o których średnio nawet miałam pojęcie 😊

    Polubienie

  3. Aniu, mądra z Ciebie dziewczyna. Czemuż Tramp Oscar tak uważa? Oprócz wielu wspólnych pasji, które podkradłaś ode mnie, ew. Ja od Ciebie, cenię cię za ogromny szacunek, jaki okazujesz innym ludziom, niezależnie od tego, czym się zajmują.

    Polubienie

  4. Dziękuję Ci! A nisze to są bardzo pojemne wbrew pozorom pomieszczenia, całkiem dużo ludzi może się tam zmieścić! Nie musiałeś podkradać ani Ty od mię ani od Cię ja.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s