Fantastyka najwyższej próby, czyli Meekhanu ciąg dalszy

Inkoholicy, czy Wy też tak macie, że książka, którą przeczytaliście pierwszy raz na przykład na wiosnę potem Wam w duszy co roku gra? Jak tak nie macie, to przynajmniej udawajcie, niech Inkoholiczce będzie miło, że nie tylko ona! 😀 Otóż prawdziwym błogosławieństwem jest stan, gdy owa książka jest początkiem cyklu i w każdej chwili możesz do niego wrócić. Wtuliłam się więc znów w fantastyczne objęcia Powergraphu i wróciłam w objęcia Wegnera.

IMG_1219

„Wschód – Zachód”

Po oprowadzeniu nas przez mroźną, surową Północ i niemniej surowe acz gorące Południe Wegner zaprasza na wycieczkę krajoznawczą po Wschodzie i Zachodzie.

17861599_1313395328749753_6039562161116891852_n

Wschód jak to Wschód – piją, śpiewają i piorą się po pyskach. Tak to u nas. Poznajemy kolejne, całkiem niesamowite i stworzone w sposób doskonały od samego zera plemię – Verdanno. Wozacy, którzy do koni mają szacunek tak wielki, że przyrzekli nigdy ich nie dosiadać, podróżujący karawanami, wygnani przez plemiona Se-Kohlandzkie ze swoich ziem w bardzo krwawych okolicznościach.

Z drugiej strony – Zachód. Morze, miasto portowe, szajka złodziejaszków, która pakuje się w kabałę tak gigantyczną, że szybciutko wszystko wymyka się spod kontroli. Ahhh, gildia złodziei, śpiew, wino, kradzieże – wzdycham z nostalgią nad skyrimowymi czasami (mam ukraść bezszelestnie małą rzecz – dlaczego by więc nie wybić wszystkich i nie podpalić chałupy?).

Meekhan, świat stworzony przez Wegnera jest dla mnie tak realistyczny, że w niego wierzę. On jest jak Ziemiomorze Le Guin, jak Śródziemie Tolkiena, jak Wiedźminland Sapkowskiego – tak prawdziwy, tak namacalny, tak doskonale opisany, że niemożliwe jest, żeby istniał w jednej tylko głowie. Żeby był wytworem wyobraźni. On gdzieś istnieje, autor w nim był, a to co pisze jest tylko przypominaniem sobie. Tak jest. Na pewno.

 

„Niebo ze stali”

DSC_1974

Oto pierwszy tom, który łączy poprzednie wątki. Opowiadanie mogłoby zacząć się tak na dobrą sprawę w tym miejscu – ale poprzednie tomy sprawiają, że każdemu kolejnemu bohaterowi, który się pojawia towarzyszy baaaardzo rozbudowany background, który znasz z poprzednich stron. To jest świetne, to uczucie kiedy w Twojej głowie wszystko zaczyna się układać, kiedy rozumiesz motywy, nadzieje, marzenia, przeszłość każdego z nich – na dobrą sprawę jesteś lepiej zorientowany w historii niż oni sami i narrator razem wzięci. Wegner jest mistrzem w ukrywaniu takich niespodzianek – te książki trzeba czytać bardzo uważnie, żeby dostrzec tą niesamowitą konstelację powiązań, fabularną sieć, a nie linię, która układa się w twojej głowie powolutku, bezwiednie. Dostrzegasz ją dopiero na koniec, kiedy już jest galaktyką.

DSC_1978

No, przyznajcie się. Nie słyszycie w tym utworze tętentu kopyt i szarży Verdanno?

W tej części dość dużo jest wojny w każdym tego słowa znaczeniu, całe dziesiątki akapitów dotyczących starć, taktyki, strategii. Nie brzmi to dobrze, prawda? Zwłaszcza jak czyta kobieta, która z wojskowością obeznana jest na tyle, że w liceum umiała na pamięć stopnie i wie kim był Napoleon. Ale z czystym sumieniem mogę przyznać, że to tak tylko brzmi. Pewnie feministki zagryzą mnie po tym co teraz powiem, a szowiniści z radości zagonią mnie do garów… Ale to chyba kwestia tego, że napisał to mężczyzna… <uchyla się przed ciosem torebką> …bo chodzi mi o to… <unika lecącego pomidora>… że nie dość, że wszystko rozumiem, to jeszcze jest to opisane naprawdę w tak pasjonujący i niezwykle intrygujący sposób, że sama nie raz rozdziawiam gembulę z zachwytu nad tymi wszystkimi manewrami i tym jak genialny musi być ktoś kto to rozplanował. Chodzi mi o to, że kobiety-pisarki zwykle nie zwracają jakiejś zbytniej uwagi na ten temat… <kuca gwałtownie, a but ciśnięty z publiczności przelatuje jej nad głową> … nie opisują zbyt dokładnie starć, taktyk, nawet kolejnych ruchów w walce wręcz. Oczywiście ich proza jest dużo lepiej rozwinięta w innych rejonach – to nie jest ani lepiej ani gorzej – jest po prostu inaczej. I tyle. <obrywa obcasem szpilki w czoło i pada bez ducha na scenę>.

 

„Pamięć wszystkich słów”

Ufff, zresuscytowali mnie, już mogę siadać do ostatniej dostępnej na razie części, tomu namber for. Namber for była bolesna przez swoją ostateczność, czytanie jej przeciągano ile sił, przeciągano by Meekhanu chwała mogła trwać jak najdłużej. Jak w poprzedniej części połączyli Wschód z Północą, tak w tej – Zachód z Południem. Pierwszy raz Wegner też zabrał nas na wycieczkę poza standardową mapę. Ciężko nieco czwartą część omawiać bez spojlerzania na każdym kroku, ale spróbuję.

wegner4

Cieszę się z powrotu na pustynię, z Yateha, który już nie jest takim kretynem jak w pierwszej części i z jego siostrzyczki. Cieszę się z pierwszego w mojej karierze shippera chorych parringów parringu jak najbardziej zdrowego. Cieszę się z tej całej komplikacji wszystkiego, która nareszcie układa się w całość. Cieszę się z maksymalnie niespodziewanych zwrotów akcji (może dlatego żem naiwna jakich mało). Cieszę się z nowych miejsc i kultur, które Wegner na moich oczach mistrzowsko tka powołując do życia kolejne i kolejne światy. A jeśli chodzi o pustynny, mistyczny klimat mojego ukochanego okołomeekhańskiego plemienia Issaram – w ich afraagrach, w Białym Kanowern słyszę tą muzykę *o*

Gdyby Wegner przeczytał ten wpis to prawdopodobnie nie miałby o mnie najlepszej opinii. Podobno panowie lubią, jak kobiety padają im do stóp, ale chyba nie lubiłabym, gdyby ktoś tak totalnie bezkrytycznie piał na temat mojej książki machając tylko rękami jak kura i co rusz zapowietrzając się z wysiłku przekucia tajfunu emocji w miarę zrozumiały tekst. A przynajmniej nie napawałoby mnie to szacunkiem do piejącego. Ale to trudno. To my heart I must be true. Ten gość pisze fantasy na naprawdę wysokim, światowym poziomie. Nie mogę się nadziwić faktowi jak mała jest jego sława i rozpoznawalność, kiedy odnieść ją do jego umiejętności. O, mój Wegnerynie, rozwijaj się… O, mój Wegnerynie, rozwijaj się… Piszże dla dziewczyny, piszże dla jedynej, nie ociągaj się… Piszże dla dziewczyny, piszże dla jedynej, DAWAJ NASTĘPNĄ CZĘŚĆ!

 


„Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza: Wschód – Zachód”, Robert M. Wegner, Wydawnictwo Powergraph, Warszawa, 2015

„Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza: Niebo ze stali”, Robert M. Wegner, Wydawnictwo Powergraph, Warszawa, 2015

„Opowieści z Meekhańskiego Pogranicza: Pamięć wszystkich słów”, Robert M. Wegner, Wydawnictwo Powergraph, Warszawa, 2015


Za egzemplarze recenzenckie serdecznie i z głębi meekhańskiego serduszka dziękuję niezastąpionemu Wydawnictwu Powergraph.
powergraph_log002

Reklamy

10 uwag do wpisu “Fantastyka najwyższej próby, czyli Meekhanu ciąg dalszy

  1. Bardzo uważnie dawkuję sobie Meekhan, żeby przypadkiem nie wpaść w sidła rozpaczy, gdy historia skończy mi się w jakimś traumatycznym momencie, a ja nie będę mogła czytać dalej. Mimo że pierwsze tomy leżą na moich półkach od kilku dobrych lat, a z czasem dołączyły do nich kolejne, to wciąż jestem dopiero po Północ-Południe. W tym roku czekam na moment, w którym uznam: „Tak! To właśnie ten moment!” i sięgnę po Wschód-Zachód.

    Przyznaję więc, że przeczytałam początek Twojego wpisu i koniec, aby nie dać się ponieść opisom części, których jeszcze nie znam, a z pewnością chciałabym poznać. Ale zgadzam się z tym, co przeczytałam, szczególnie z zakończeniem: nie rozumiem, dlaczego Wegner jest tak nierozpoznawalny i nie robi kariery na świecie. Według mnie Meekhan jest napisany na światowym poziomie i obok Pana Lodowego Ogrodu miałby największą szansę zabłysnąć na Zachodzie (a nie tylko na Wschodzie).

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  2. Mam ciary od tej muzyki i przypomniało mi się, jak czytałam Niebo ze stali ze łzami w oczach. Uwielbiam Meekhan i nie mogę się doczekać kolejnej części.

    Polubienie

  3. Ponoć następne części w drodze. Aby patrzeć. Znany jest tytuł następnej – „Każde martwe marzenie”. I ponoć kolejna też już gotowa, ostatnie szlify przechodzi.

    Polubienie

  4. z tego co Robert mówił na Pyrkonie, to „Każde martwe marzenie” przechodzi ostatnie szlify i będzie wydana jeszcze w tym roku. O następnej nic nie mówił.

    Polubienie

  5. Jedna z lepszych pozycji fantasy na jaką się natknęłam od dawna. Pochłonęłam całą serię w ekspresowym tempie. I czekam w takim razie z niecierpliwością na „Każde martwe marzenie” 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s