Lolita, czyli genialne to czy chore?

„Lo-lee-ta. Ogień moich lędźwi.”- i już czujesz się nieswojo. Klasyka, prawdaż, klasyką ale temat jest jednak trudny. Nie bez powodu wydawca polecił Nabokovowi pierwszy maszynopis zakopać głęboko i nigdy nie odkopywać. Jednak! Mimo zniesmaczeń tych, którzy nie czytali i wyżej wymienionemu panu wydawcy – „Lolita” rozsiadła się na podium ścisłego topu klasyki światowej wszech czasów. Dlaczego? Genialne to czy chore?

Pomiędzy geniuszem i szaleństwem jest bardzo cienka linia, dlatego zawsze jestem bardzo ostrożna w wypowiadaniu się na temat tego typu prawdziwie wiekopomnych dzieł. Zbierałam się do tego tekstu i zbierałam, dojrzewał i dojrzewał aż w końcu niemal rok po skończeniu książki – jest. I nadal nie wiem czy dobrze.

Bo w końcu miałam tego nie robić, ale oczywiście się nie powstrzymam. Trudno. Przeczytałam niedawno przypadkiem wyłowioną z sieci recenzje Lolity – chyba najgłośniejszej i najbardziej kontrowersyjnej w dziejach literatury książki. Książki kontrowersyjnej prawdziwie, nie celebrycko nieprzemyślanym komentarzem, nie prowokacyjnie, nie irytująco, nie wrzeszczącej z całych sił byleby tylko zwrócić na siebie uwagę. Kontrowersyjnej w absolutnie pełnym tego słowa znaczeniu. Bo ta książka jest o pedofilu.

I głównie z tej przyczyny powiem szczerze bałam się o niej pisać. Bo nikt nie potrafi o niej napisać tak, żeby nie wywoływać na twarzy czytającego wyrazu pod tytułem: serio, człowieku? Naprawdę? Ty książkę o czymś takim nazywasz arcydziełem? Czy ciebie do reszty po…waliło?
I ja, która przecież ta książkę czytałam, sama mam takie myśli jak czytam cudze recenzje. Bo tej książki nie da się opisać. Po prostu.

Przede wszystkim traktuje o temacie obrzydliwym i wynaturzonym. Na myśl o tych wszystkich bezlitośnie odzierających najbardziej niewinne stworzenia Boże – dzieci z ich zaufania, z ich czystości, z ich tej właśnie niewinności… Przyznam szczerze, że zapominam o tych wszystkich konwencjach genewskich, wykształceniu, religii, poglądach i mam ochotę wziąć do ręki maczetę i sama zadbać, żeby ten człowiek więcej już nie miał czym skrzywdzić żadnego dziecka.

Więc dlaczego uważam, że „Lolitę” powinien przeczytać każdy rodzic, bo tak właśnie uważam? Dlatego, że ta książka jakimś pisarskim cudem  nie jest żadnym manifestem obrzydliwości. Stałaby się nim, gdyby napisał ja ktoś milimetr ustępujący Nabokovowi warsztatem, ktoś sekundę mniej przemyślający swoje fabuły. Potknąć się tu można było osiem razy w ciągu jednego kroku.

Ta książka jest arcymistrzowskim z punktu widzenia formy opisem pewnej bardzo konkretnej historii. Sytuacji, którą widzimy oczami Humberta – czyli krótko mówiąc samego sprawcy. Ale od samego początku odbiega on od potwornego obrazu pedofila, jaki mógłby nam przyjść do głowy. Jest bardzo delikatną, pełną szacunku do innych, wykształconą osobą. Nie akceptuje swoich skłonności, raczej nie pozwala sobie na uleganie im, codziennie chroni dzieci przed samym sobą. Aż do pewnego dnia, gdy spotyka na swojej drodze właśnie Lolitę. Dwunastolatkę zdecydowanie zbyt śmiałą jak na swój wiek, chochlikowatą, uroczą, czarująca – momentami wręcz uwodzicielska, jak sroczka zaciekawioną tymi wszystkimi wspaniałościami, które kryją przed nią samolubni dorośli. Jest jeszcze trzecia, bardzo ważna dla historii kobieta – jej matka. Matka egocentryczna, rywalizująca z córką, starająca się jak najbardziej odsunąć ja od siebie… I od Humberta – ale z zupełnie innych przyczyn niż myślicie.

I kluczem do zrozumienia tej historii jest właśnie ta sieć powiązań, ten trójkąt oddziaływań pomiędzy tymi trzema postaciami. Żadna z nich nie ponosi pelnej odpowiedzialności za to co się dzieje, ale wystarczy żeby jedna z nich wyszła z tej interakcji, zastanowiła się, zmieniła choć odrobinke swoje zachowanie – i wszystko mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej. Humbert zamknięty w piekle swoich własnych pragnień, po nastoletniemu glupiutka, momentami wręcz okrutna Lolita zupełnie nie wiedząca w co się pakuje, skupiona na sobie matka zbyt zaślepiona własną osoba, by zobaczyć, co się dzieje… Wystarczyłoby wycofanie się jednego.

I to jest właśnie główna myśl, która została mi w głowie po skończeniu Lolity i nią dzielę się wszystkimi którzy wrzucają na tą książkę, często nie czytając jej. Wszystkimi, którzy chcą słuchać. Rozumiecie?

 

 


Źródło grafiki.

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Lolita, czyli genialne to czy chore?

  1. Bardzo długo zabierałam się do tej lektury, właśnie że względu na niesławny temat. I nie żałuję! Pod względem warsztatu, konstrukcji, języka, głębi metaforycznej to absolutne mistrzostwo. Krytykują pewnie ci, którzy skupili się tylko na głównym wątku, a czym zajmować ma się wielka literatura, jeśli nie tematami trudnymi, a wręcz odrzucającymi?

    Lubię to

  2. Tematyka jest prawdopodobnie jedynym powodem dla którego jeszcze po ‚Lolitę’ nie sięgnęłam. Co prawda zwykle kontrowersyjne tematy mi w żaden sposób nie przeszkadzają, wręcz czasem mnie zachęcają, to w tym wypadku ciężej mi się przekonać. Być może dlatego, że próbowałam przebrnąć przez ‚Adę’ tego samego autora, gdzie tematem jest związek kazirodczy, początkowo również w bardzo młodym wieku i nie dałam rady. Nie ze względu na samą tematykę co prawda, a raczej dla tego, że książka była zwyczajnie nudna, a i odnosiłam wrażenie że autor chciał być kontrowersyjny dla samego faktu bycia kontrowersyjnym. Ale pewnie w końcu i po “Lolitę” sięgnę. Choćby z chęci znania klasyków.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s