„Przez Stany POPświadomości”, czyli o plemionach z pogranicza fikcji i realu

Boje się pisać o książce Ćwieka bo tej całej okołoblogowej akcji, ale podejmę ryzyko! Dawno o tym panu na inkoblogu nie było, a tu przecież jeszcze troszku książek jego nieprzeczytanych mię zostało. Tym razem więc żadnych przystojnych nordyckich bogów, żadnych ryczących motorami Chłopców, żadnych wróżek, w które lepiej żebyś wierzył, żadnych oślizgłych od smogu GrimmCities ani stukoczących obcasami Czerwonych Kapturków. Tym razem poznamy pana Ćwieka w jego własnej, kudłatej osobie, nieskrytej za zasłona żadnego bohatera. Przed Wami „Przez stany POPświadomości”.

route-66-392753_1280-1024x682

Osochozi? Już wyjaśniam. Choziotrase po Zjednoczonych Stanach USAmi zwanych, na którą pan Ćwiek się był wybrał wraz z doborowych gronem kamratów tropicieli wszelkich miejsc okołopopkulturalnych, których to miejsc Ci w Hameryce dostatek. Po schodach jak Rocky wbiec, na ulicach Filadelfii jak Springsteen zaśpiewać, w Dakocie wizytę panu Diablo złożyć, na Strawberry Fields łzę uronić, Kinga i jego kotka odwiedzić, HouseofCardsowy Waszyngton ujrzeć, Walking Deads z łańcucha spuścić, zjeść nowojorskiego hot doga, usiąść na schodach szeryfa Hooda… Słowem wycisnąć jak cytrynkę amerykański sen szklanych ekranów konsumowany przez lata. Wycisnąć, ale nie jak turyści, którym do szczęścia potrzeba jedynie CYK! zdjęcia w strategicznym miejscu, TRACH! autografu i HOP SIUP, jadymy dalej, bo panie jeszcze tyle miejsc do stanięcia w nich na 10 sekund.

18527746_1353297588092860_2093435706977442038_n

Ta ekipa jest inna. Bada plemiona żyjące na pograniczu realności i fikcji – ludzi dla których te wszystkie fanowskie mekki to szare siedlisko codzienności. Bileterki z miasteczka Salem. Sąsiadów Kinga. Faceta w kaszkiecie sprzedającego pamiątki. Kelnerki w barze z ulubionego serialu, obsługującą codziennie dziesiątki jego fanów. Wszystkich tych, którzy tworzą klimat tego miejsca, którzy (uch, to zabrzmi hipstetesko) znali je zanim było modne, patrzyli jak kultura tworzy się na ich oczach i żyją sobie spokojnie w tej barwnej, roztętnionej fanami rzeczywistości.

18447495_1354276397994979_5748979438449677151_n

Mnóstwo zdjęć _kreski, wtręty Bartka Czartoryskiego, cała Teklakowa działka w tym jego charakterystycznym, niepodrabialnym stylu… Ćwiek nie stoi jak Stuhr przy mikrofonie i niech mię który przegoni, on bardzo chętnie dzieli się kartkometrażem i dzięki temu ten zapis z podróży stał się dużo pełniejszy, wielogłosowy. Czytasz kolejne anegdoty i masz wrażenie, jakbyś dosłownie tam była, podróżowała z nimi, ich wspomnienia stają się Twoimi wspomnieniami. I to jest cały problem z tą książką. Blogerzy pieją, że umierają z zazdrości, bo za taką trasę chyba każdy fan popkulturowo dobrze odżywiony dałby się pokroić na cienkie plasterki. I prawda. Ale to nie chodzi tylko trasę. Chodzi o tą konkretną ekipę, która wydaje się być tak barwną suspisious party, że aż chciałabyś być jej częścią. I potem chodzisz sobie po Warszawskich Targach Książki i widzisz pierwszy raz na własne oczy Ćwieka. Wygląda nieco inaczej niż go sobie wyobrażałaś, ale bez wątpienia jest to on w swojej własnej, kudłatej osobie. I w jednej chwili przypominają Ci się te wszystkie anegdoty, te przytoczone wspomnienia, te zdjęcia, gagi, akapity, rozkminy… I Ćwiek, którego wydaje Ci się, że znasz, mija Cię wgapiony w telefon, bo coś tam sobie akurat sprawdza, a Ty przystajesz jak wryta. I myślisz sobie – mogę ruszyć za nim, zakłócić po bezlitośnie fanowsku jego wolny czas i zacząć zachowywać się tak, jakby książka była jakimś pełnym zwierzeń smsem (czasem mam wrażenie, że wielu czytelników tak ma). Ale mogę też uśmiechnąć się, dokończyć „Przez Stany…”, napisać recenzję… I żyć, pracować tak, żebym to ja kiedyś kogoś tak minęła, a ten ów czytelnik stanąłby jak wryty, a potem zniknął – niezauważony i… zainspirowany.

 

 


Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.
my9zw6mw

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “„Przez Stany POPświadomości”, czyli o plemionach z pogranicza fikcji i realu

  1. Ciekawość przeczytania wzbudzona. Tylko się troche boję, bo po przeczytaniu „Asfaltowego saloon’u” Łysiaka, tak się napaliłem, że musiałem na własne oczy to zobaczyć. Ale może kupię dla porównania, co się zmieniło. Ciekawa obserwacja z tą ekipą… trasa to czasem tylko trasa…miejsce to czasem tylko miejsce.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s