Nordy-wilkołaki na wydaniu, czyli wyszłam za mąż i nie wracam

Krótkim słowem wyjaśnienia – zawsze o sesjowej potrze roku popełniam kilka wpisów, które są jaskrawym zaprzeczeniem wszelkich zasad moralno-dobrosmakowo-blogerskopisarskich. Forma jest dzika, a treść jeszcze dziksza. Oto jeden z nich.

Muszę się Wam czymś, moi Drodzy, pochwalić. Wyszłam byłam wczoraj wieczorem za mąż, wyszłam za mąż i nie wracam. Nie wracam, bo mąż mój „gorąca głowa, ale junak przesławny”, jakby powiedziała Kniahini Kurcewiczowa. Dzisiaj zapraszam Was, Inkoholicy, na historię z życia wziętą, kto tym zacnym gatunkiem gardzi, proszony jest o bezlitosne scrollowanie tekstu i podziwianie wyłącznie grafik.

skyrim___farkas_of_the_companions_by_nekowork-d8q4jez

(Dzisiaj na żer czytelniczy zapraszam przede wszystkim babeczki, bo będzie co oglądać).

 

Etap I: Latawica

Będąc młodą Nordką nie chciałam się wiązać na dłużej. Noc jest jeszcze młoda, Skyrim i ja też, więc po cóż sobie rączki od topora stwardniałe wiązać świętym węzłem małżeńskim? Tożto przeca by marnotrastwo było surowca. Skakałam więc z kwiatka na kwiatek beztrosko wiuwając heavy armorem i siecząc tu i ówdzie fireballami. Moje życie było beztroskie i pełne przygodnych romansów nawiązywanych w granicach możliwości dialogowych NPCtów – na przykład:
– What have you got for sale?
albo NAWET, jak ktoś był przystojniejszy:
– I want to rent a room. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Etap II: Pohańbiona

Wszystko się zmieniło, gdy na mojej drodze stanął przywódca Gromowładnych, Ulfric Stormcloak zwany także (zupełnie niesłusznie) Hitlerem Skyrima. To ten:

yyg5mnqj

On to właśnie obudził we mnie kobietę, która zapragnęła stabilizacji. Zapragnęła mieć takie miejsce, w którym będzie na nią czekał z ciepłą strawą mężczyzna, gdy wróci z pracy obryzgana krwią wrogów i obwieszona ich obciętymi łbami. Porobiłam dla niego questy, dopełniłam formalności. Składając mu przysięgę wierności czułam się jakbym złapała Madsa za nogi a tu o – okazało się, że ta właśnie przysięga wierności to była tylko taka czysto zawodowa. Mianował mnie generałem, dał super czapkę z niedźwiedzia, po czym odwrócił się na pięcie i zasiadł był na swoim kamiennym troniku. Prosiłam, błagałam, groziłam, paradowałam w samej bieliźnie po stole roztrącając dookoła sery i słodkie bułki – nic nie pomagało. A ja dla niego zabiłam cesarza, zdobyłam Whiterun! Jak on mógł tak mną wzgardzić!

 

Etap III: Feministka

Uznałam, że faceci do dziady i w ramach protestu przeciw uciskowi płci pięknej w Skyrimie pozbyłam się nawet followera. Postanowiłam sobie, że będę silną i niezależną kobietą, której za jedyne towarzystwo wystarczą atronachowie, świst wiatru w Dwemerskich ruinach i odległe krzyki smoków. Przelatałam tak kilkanaście leveli aż w końcu uznałam, że pora przestać się wydurniać i obrażać na Bethesdzie ducha winnego NPCta, który po prostu nie dostał opcji ożenku.

 

Etap IV: Nordy na wydaniu

Napisałam więc do mojego wiernego growego towarzysza, Khajiity, żeby wpadała na wieczór panieński i że zostaje druhną, albowiem wychodzę za mąż i całkiem niedługo będzie piastowała słodką gromadkę Dragonbornowych dzieciaczków. Khajiita nie wyglądała na zachwyconą moim berserkiem w oczach, ale widocznie uznała, że kobieta poszukująca męża może być równie zdesperowana co niebezpieczna i lepiej jej nie drażnić. Wieczorem dokonywałyśmy już przeglądu potencjalnych kandydatów. Okazało się, że płeć nie jest w skyrimowym małżeństwie żadną przeszkodą, wcale i w ogóle, postanowiłam jednak mimo wszystko pozostać przy części męskiej, co drastycznie zawęziło pole poszukiwań. Nie wiedzieć czego nie interesowali mnie ani żebracy, ani orki-brzydale – ostatecznie uznałam, że najromantyczniejszą będzie opcją stać się małżonką wilkołaka. No bo przecież czy jest coś piękniejszego niż wspólne mordowanie przy świetle księżyca? Czy jest coś, co może bardziej łączyć dwoje ludzi? Wątpię. No, może tylko kredyt hipoteczny. Kroki swoje skierowałam więc w stronę wilkołaczego konsulatu Jorrvaskr, który okazał się istnym rezerwuarem. potencjalnych małżonków.
– Zdecydowałaś się już na kogoś? – spytała Khajiita machając niecierpliwie ogonem i liżąc łapę, które nieco jej się przybrudziła.
– Chyba wezmę Farkasa, ale jeszcze nie wiem… – zamamroliłam pod nosem.
– Najprzystojniejszy wilkołak w Skyrimie – pokiwała głową i zadumała się nad moimi mocno ewolucjonistycznymi pobudkami (przynajmniej geny będą dobre).

tumblr_mptaeuubjx1soawl4o1_500

Farkas                                     Vilkas

 

Wbijam więc do kwater sypialnych, bo to był akurat środek nocy, kradnę z pierwszej lepszej szafy jakieś lepsze ciuszki (nobowkońcu przecież się idę oświadczać no!) i zakładam amulet Mary. I wtedy się zaczęło.
– Is that amulet of Mara?
– Is that amulet of Mara?
– Is that …
– Is that amulet…
– Is that amulet of Mara?
– IS THAT AMULET IF MAARAAA???

-Jajks – prychnęła Khajiita. – Ale masz powodzenie…
Sama zadziwiłam się własnym seksapilem i z podbudowanym ego, zamiatając dookoła biodrami ruszyłam szukać wyżej wymienionego Farkasa. W drodze jednak napatoczył mi się Vilkas, jego braciszek bliźniak.
– Is that amulet of Mara? Someone like you isn’t married yet? How suprising… – powiedział ten wilkołak nieśmiało i DAJĘ SŁOWO się zaczerwienił, a moje nordyckie serce wykute z najzimniejszego z zimnych lodów w jednej chwili stopniało i zamieniło się w kałużę miłości. Khajiita podbiegła do mnie szybko z szufelką, na którą mnie zebrała, posadziła z powrotem na kanapie i poprała nieco po pysku, żebym się pozbierała.
– Miałaś szukać męża! – miauknęła. – A nie wychodzić za pierwszego napotkanego osobnika noszącego zbroję.
Faktycznie, pomyślałam, jaki ja tu obraz prezentuję. Grzecznie uciekłam Vilkasowi i, choć serce me krwawiło, postanowiłam wybadać reakcje innych. Na przykład, taki jeden brodaty blondyn nagle poderwał się z łóżka i wyznał mi, że taką jak ja to on by, tego, no on by się z nią ożenił i to dwa razy się by nawet ożenił. Był to bardzo miły komplement i już prawie się zgodziłam, ale bezlitosna przyzwoitka Khajiita wyczytała mi z internetów, że jest opijus i smętna pierdoła, więc nie poleca. Szybko więc wycofałam się raczkiem z feralnej alkowy po drodze kategorycznie uciszając zaloty osobnika innego niż mój gatunku, który spał nieopodal.

W końcu dotarłam do Farkasa. Stanęłam przed nim w całym swym majestacie i czekam. Wstaje, przypakowany i zakuty w zbroję po zęby.
– Nie no, nie mogę się zdecydować… A nie mogę wziąć obu?
Khajiita popatrzyła na mnie dziwnie przez okrągłe dziesięć sekund i pozostawiła to pytanie bez odpowiedzi.
A Farkas z uprzejmą, lecz całkowitą obojętnością, z jaką słucha się rewelacji dotyczących dzieci znajomych, których mało lubisz, spytał mnie:
– Amulet of Mara? You’re looking for a husband then? – i Putin poker face.
Nadęłam się jak ryba fugu, uciekłam od tego buca i zanim Khajiita zdążyła się powstrzymać, padłam na kolana przed uroczym nieśmiałkiem Vilkasem, który z radosnym TOGETHER przyjął moje zaloty.

756194d51a09ff198975573809b5dda8

Etap IV: Zakochana

Jeśli dotrwałeś aż do tego momentu historii, cholejra, jesteś twardy zawodnik. Ten wpis jest już i tak przydługawy, a przed nami jeszcze cała ceremonia ślubna, no, i wszystko to, co zwykle dzieje się potem. Umówiliśmy się z Vilkusiem w świątyni, byłam na miejscu pierwsza, załatwiłam formalności z kapłanem, przyspieszyłam czas i oto wchodzę spowita w atłasy na salę jako ta najpiękniejsza z pięknych Panien Młodych.
Problem w tym, że na miejscu nie było nikogusieńkiego, na czele z moim niedoszłym małżonkiem. Tylko jakiś kościelny się plątał jak smród po gaciach i coś majstrował przy świecach. Najpierw krew we mnie zawrzała i już-już miałam rzucać się mordować niewiernego, powstrzymała mnie jednak jak zawsze chłodna i opanowana Kajiita, która mruknęła coś, że może się pomylili na zaproszeniach albo ja coś źle usłyszałam. Siadłam więc na ławeczce i siedziałam tak, a na niebie nade mną przesuwało się powoli słońce, potem księżyc, a potem znów słońce. W końcu przyszedł. Wyglądał przepięknie taki zakuty po same zęby z dwuręcznym mieczem przewieszonym przez plecy. Powiedziałam „TAK”, trzepocząc rzęsami i patrząc mu głęboko w oczy pełne obietnicy…

 

Etap IV: Małżonka

…po czym mój wzrok zatrzymał się na jego plecach, bo usłyszawszy co miał do usłyszenia Vilkas odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę wyjścia. Nie zaczekał nawet na „Pahan z wahami”, na marsz weselny, nic! Zostawiłam osłupiałego kapłana pod ołtarzem, poprzewracałam paru krewnych i znajomych usiłujących  złożyć mi gratulacje i rzuciłam się w pogoń za moim świeżo upieczonym małżonkiem, który wybitnie uchylał się od wypełnienia swoich obowiązków. Wypadłam ze świątyni jak rozjuszona harpia, ale nigdzie go nie było, pozostał tylko lśniący w świetle zachodzącego słońca tuman kurzu prowadzący w stronę bram miasta.
– Może rzucił się przygotowywać łoże? – zastanawiała się głośno Khajiita, ale mi się już włączył wredna-żona-wietrząca-podstęp-mode. Szybko więc przeteleportowałam się do Whiterun. W domu go nie było, lecę więc do jego kawalerskiej posiadłości. Oczywiście. Jest u siebie i śpi jak zabity. Nie no, wymarzona noc poślubna.
– Ekhem, kochanie – pytam słodko, budząc go niby przypadkiem. – Nie wiem czy wiesz, ale teraz już troszkę inaczej nasze życie będzie wyglądało, koniec z meczami i piwem, więc albo w tej chwili się posuniesz albo zapraszam pana do Breezehome.
– A może chciałabyś zamieszkać tu? – odpowiada przebudzony ze słodkim uśmiechem.
– Kurde, gra na zwłokę, dobry jest! – doceniła Khajiita chrupiąc popcornem i grzejąc się w żarze mojego dogasającego małżeństwa.
– No dobra, mążu, mieszkajmy tu – wywróciłam oczami.
– Wspaniale! – wygłosił, po czym odwrócił się na drugi bok i spał dalej.
Trwałam przez chwile bez ruchu, a Khajiita śmiała się na cały głos z cudzego nieszczęścia.
– WSTAWAJ I MARSZ DO BREEZEHOME! – ryknęłam.
– Dobrze, kochanie. – wstał ten ogromny wojownik z uśmiechem i ruszył za mną. Kurde, no ideał. I jeszcze gotować umie.
Pobiegłam przodem, otworzyłam mu drzwi, żeby sobie wniósł wszystkie walizki i zaprosiłam do mej alkowy. Zamknęliśmy drzwi, odwróciliśmy się… I oczom naszym ukazała się Lydia, która siedziała sobie w kącie przy stoliku i jadła sobie bułkę z uprzejmym zainteresowaniem gotowa przyglądać się naszym (sic!) poczynaniom.
Widząc to Khajiita zaczęła płakać ze śmiechu, a ja przesunęłam dłonią po twarzy w geście zrezygnowania.
To, co wydarzyło się później pozostanie na zawsze naszą słodką tajemnicą – naszą to znaczy moją, Vilkasa i, niestety, również Lydii.

A tak naprawdę to nic się nie wydarzyło, bo nie mam dodatku Hearthfire. Więc po prostu poszliśmy spać.

I od tej pory Vilkas wita mnie w domu uśmiechem, opiera, ubiera…

… i zdecydowanie zbyt wiele czasu spędza sam na sam z Lydią. ( ͡° _ʖ ͡°)

end20title20590

 

 


Źródła grafik: fanartfanart2, , grafika, grafika2,  grafika 3

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Nordy-wilkołaki na wydaniu, czyli wyszłam za mąż i nie wracam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s