„Żona terrorysty”, czyli o dżihadzie od środka

Dziś, Inkoholicy, będzie na poważnie. Bo temat jest poważny i nawet taki chroniczny jajcarz jak Inkoholik nie potrafi sobie z pewnych rzeczy robić jaj, bo tak jej się robi smutno i niezręcznie. Nie sposób nie przypomnieć sobie w tym momencie o recenzji „Między Światami”… Dlatego na sam początek tekstu, zanim jeszcze o książce, przemyśleniach i o wszystkim, chciałabym zaznaczyć, że wszystko, co napiszę, dotyczy EKSTREMISTÓW. A nie każdego muzłumanina. To jest ważne.

niqab

A teraz do rzeczy. Widzicie tą panią na obrazku poniżej? Ciężko wyobrazić sobie kogoś o typie urody mniej przypominającym panią na obrazku powyżej. Jednak Anna Sundberg, bo właśnie o niej jest książka „Żona terrorysty”, w pewnym momencie swojego życia podjęła drogę konwertynki, porzuciła rodzinną Szwecję i wraz ze swoim mężem i później również dziećmi przez szesnaście lat tkwiła w samiutkim środku rozwijającego się dżihadu, który obecnie jest problemem bardzo aktualnym.

anna_sundberg_foto_eva_lindblad

Choć przemyślenia, które ta książka we mnie wywołała aż się we mnie kipią i kłębią, przybliżę Wam najpierw ją samą, żebyście wiedzieli o czym mówimy. To jest prawdziwa historia spisana przez Sundberg i dziennikarza Jespera Huora, który pomógł Annie uporządkować wspomnienia i osadzić je w historyczno-kulturalno-społecznej rzeczywistości. Jego krótkie rodzialiki pomagają Czytelnikowi zorientować się lepiej w tym, co działo się w wielkim świecie w tym samym czasie, w którym Anna patrzyła z perspektywy swojej codzienności. Pojawiają się też krótkie fragmenty wspomnień jej najstarszego syna, Anasa. I właściwie to jest tyle, tyle musicie wiedzieć, bo tej książki nie ośmielam się oceniać tak jak każdej innej. Kiedy recenzowałam „Mojego Che”, towarzyszyło mi chwilami podobne uczucie – to jest historia czyjegoś życia i ja po prostu nie mam prawa jej oceniać. Ktoś chciał się podzielić swoim świadectwem, szanuję odwagę i tyle. Natomiast sam temat jest więcej niż emocjonujący.

19665383_1403089946446957_4296254403072761641_n

To świadectwo wzbudziło we mnie chwilami mnóstwo wściekłości, chwilami mnóstwo zrezygnowania, chwilami mnóstwo strachu, chwilami mnóstwo nadziei. Ale cały czas towarzyszył mi bardzo mocny podziw dla tej kobiety, dla jej odwagi, ponieważ coś takiego o sobie w dzisiejszych czasach z podniesionym czołem opowiedzieć, to jest naprawdę, naprawdę wyczyn. Dlatego chciałabym podkreślić, że A) WSZYSTKIE refleksje dotyczą tej konkretnej KSIĄŻKI, B) żadne z moich przemyśleń nie ma na celu umniejszenia tego, co Sundberg zrobiła. Bo to, co zrobiła, pozwoliło mi zrozumieć kilka rzeczy.

Po pierwsze, dlaczego młode, zdolne i pełne wigoru Szwedki doznają nagłych olśnień i przechodzą na islam, a potem lecą przez Europę na łeb na szyję do ukochanego – przystojnego bojownika metr dziewięćdziesiąt o lśniącej brodzie i kałasznikowie przerzuconym przez plecy. Dlatego, że on ma w życiu cel. Ma coś, co go kieruje. Wie do czego dąży i w coś wierzy. To zakrawa na współczesny romantyzm. W miałkim, rozmemłanym społeczeństwie, które zagubionych młodych ludzi z pustką w środku zostawia samym sobie kusząca jest alternatywa oddania się w ręce nowej, radykalnej społeczności, która zapewni Ci mnóstwo kochających Cię i wspierających sióstr i braci, za to usunie z Twojej głowy wszelkie nękające Cię wątpliwości i pytania. Zapewni Ci wewnętrzny spokój i poczucie bezpieczeństwa. Właśnie w takiej sytuacji była mam wrażenie młoda Anna. Alko, seksy, narkotyki słabo wypełniają wewnętrzną pustkę. Miałam wrażenie, że gdyby na tej ławeczce nie siedział Walid-muzłumanin, tylko Jeszua-żyd, Karolina-chrześcijanka albo John-Świadek Jehowy, to Anna nawróciłaby się akurat na wiarę tego, kto tam się pojawił. Ona po prostu była zagubiona, smutna, spragniona sensu.

Po drugie, że ta religia kontroluje po prostu WSZYSTKO. Było mi ciężko czytać momentami, jako praktykującej chrześcijance, bo ona bardzo, bardzo dokładnie opisuje swoje ówczesne duchowe przeżycia. A islam w tym radykalnym wydaniu jest religią, która kontroluje naprawdę, naprawdę wszystko. Nawet to, że masz zasypiać na prawym boku, bo tak uczył prorok. Tam nie ma miejsca na Ciebie jako człowieka, jesteś po prostu elementem wielkiej wspólnoty….

 Po trzecie, że islam to WSPÓLNOTA. Jakoś nigdy nie patrzyłam na to w ten sposób, ale oni naprawdę żyją jak wielka rodzina i wszyscy nawzajem się wspierają. Pierwsze, co dokuczyło Annie po odejściu od niego była właśnie samotność.

Po czwarte, że pod nikabem, hidżabem i burką kryje się zupełnie zwykła, fajna kobieta. Człowiek. Dziewczyna taka jak ja. Problem w tym, że z jej perspektywy jestem niewierną, więc jedynym pretekstem do kontaktu ze mną byłaby próba uprzejmego nawrócenia mnie serdecznym słowem, bądź w tej mniej uprzejmej wersji, tej z nożem i kamerą. I to prowadzi mnie do czwartego punktu, czyli…

Po piąte, że te wszystkie zamachy z ich perspektywy wyglądają zupełnie inaczej. Dziwnie, naprawdę dziwnie było obserwować Bin Ladena we wrześniu 2001 ich oczami. W książce pojawiała się niejednokrotnie modlitwa dżihadystów śmierć męczeńską. Dla nich to jest chwała, to jest przepustka do raju, o którym śnią w dzień i w nocy. To nie jest tak, że oni są jakimiś psychopatami, którzy lubują się w mordach, którym sprawia przyjemność patrzenie, jak drugi człowiek cierpi. To się dzieje w zupełnie innych, znacznie bardziej przedmiotowych kategoriach niż myślałam wcześniej. To może bardzo mocne słowa, ale czytając tą książkę miałam silne wrażenie, że my, niewierni, którzy odmówili ich nawrócenia, nie przedstawiamy po prostu żadnej wartości. Oni nawet tego nie przeżywają, cieszą się po prostu z tego, że są o krok bliżej zbawienia.

Po szóste, że oni „letnich” współwyznawców traktuję niewiele lepiej niż niewiernych. Podczas swojego najbardziej radykalnego okresu, Anna miała w pogardzie „nowoczesne” muzłumanki – posyłające dzieci do szkół, zakrywające włosy tylko małą chustą, i, o zgrozo, pracujące. Dżihadyści zaś szydzą i wyśmiewają tchórzostwo muzłumanów, którzy nie chcą brać udziału w świętej wojnie i po prostu żyć sobie spokojnie i uczciwie.

Po siódme, że moją rogatą napohybelowską polską duszę chyba trafiłby nagły szlag, gdybym miała być zmuszana do takiego podporządkowywania się mężczyznom. I tu jest mam wrażenie kwestia wyłącznie wychowania się w takiej a nie innej kulturze – gdyby moja babka, matka, wszystkie siostry, kuzynki i ciotki żyłyby w taki sposób, to dlaczego i ja nie miałabym całego swojego losu powierzyć mężczyźnie, nie wychodząc sama z domu rodzić kolejne dziecięta ku chwale Allacha i żyć według ich zasad? Dlaczego nie, nie widziałabym w tym nic nie właściwego. Ale znając inne życie zmienić je w ten sposób? Jest mi co najmniej trudno sobie to wyobrazić.

Po siódme – kluczem do wolności było przeczytanie więcej niż jednej książki. Na końcu, gdy Sundberg już mocno wątpiła, szukała nadal wyjaśnienia swoich pytań, problemów. Dopiero kiedy nikt nie był w stanie udzielić jej jakiejkolwiek poza „szatan-Cię-kusi” odpowiedzią, zaczęła powoli odwracać się od tej ideologii. Odejście od islamu Anny odbyło się dzięki trzem elementom: wyjściu z tej społeczności, poczytaniu troszkę o prawach kobiet i otwarciu się na naukę. Na więcej niż jedną książkę. Wolność to nie jest „mogę robić co chcę”. Wolność to jest możliwość wyboru, podjęcia zobowiązania, odpowiedzialności z pełną świadomością i doinformowaniem. Jeśli w taki sposób podjąłeś swoją decyzję i żyjesz wciąż w zgodzie z nią – jesteś wolny.

 

 


Źródła grafik: 1, 2

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.
Czarna Owca Plakat B1.indd

Reklamy

6 uwag do wpisu “„Żona terrorysty”, czyli o dżihadzie od środka

  1. Przede wszystkim człowiek, żeby być wolnym potrzebuje własnego kompasu moralnego i celu w życiu. Wielu z nas udaje wielce niezależnych a tak naprawdę nie radzi sobie z życiem na własny rachunek. Chcemy być podporządkowani stadu i tępo podazac za nim. Niech nasze problemy rozwiąże ktoś inny. A przecież tak naprawdę klucz do szczęścia i wewnętrznego uporządkowania tkwi w nas samych – nie w partnerze, społeczeństwie czy ideologii.

    Lubię to

  2. Czytałam ‚Niewierną’- na podstawie prawdziwych wydarzeń. Oni robią im straszne pranie mózgu. Jeśli ktoś ma słaby charakter i nie wie czego tak naprawdę chce, to taka ‚religia’ jest wybawieniem… reguluje wszystko, a Ty nie masz czasu na wątpliwości. Z chęcią sięgnę po tę książkę- chociaż Twój opis sprawia, że już mam ciarki….

    Polubione przez 1 osoba

  3. Moja rogata na wskroś Polska dusza też się otrząsa na samą myśl o podporządkowaniu komukolwiek nie tylko Walidowi z kałasznikowem. Ale na poważnie rozumiem czemu bohaterka przylgnęła to faceta z celem. Każdy w życiu wcześniej czy pózniej ma podobny epizod chwilowego zagubienia, pustki, czasem samotności czasem tęsknoty za czymś innym od szarej rzeczywistości.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s