„Baby Driver”, czyli I LOVE CHEAP THRILLS ♥

Baby driver. Niewinny kierowca szoferujący bandytom. Młodszy transporter oddychający muzyką. Podwładny Doca (granego przez niezrównanego Kevina Spacey). Pościgi, wybuchy, piękne kobiety, świetna muzyka i, co najważniejsze, montaż pod nią. Czego chcieć więcej? Jadymy.

baby-driver

Film od pierwszych sekund wgniata w fotel. Miałam wrażenie jakbym to właśnie ja przed chwilą obrabowała bank i była wieziona przez całe miasto przez tego devil behind the wheel. Was he slow? No.

Idąc na Baby Drivera do kina miałam nastawienie „I love cheap thrills”, które zwykle doskonale się sprawdza w takich sytuacjach. Jestem osóbką wprost uwielbiającą pędzące na łeb na szyje komiksowe filmy aż kipiące od efektów specjalnych. Powiedzmy, że cenię sobie niebotyczny rozmach. I przy tym zupełnie nie przeszkadza mi, że coś jest nieprawdopodobne (co za hipokrytka z tej Inkoholiczki – a książek to się tak czepia!). Z takim właśnie nastawieniem poszłam na Baby Drivera spodziewając się kolorowej, ale nadal prostej jak cep rozrywki.

I dostałam o wiele więcej.

ansel_elgort_en_baby_driver_1-imgo

Ten film mogłabym określić tylko jednym słowem, które zaczyna się na Z, kończy na Y. Jakieś typy?

Myślę, że perwszą rzeczą, która mnie w Baby Driverze kupiła była właśnie muzyka. Cały film jest jakby dwugodzinnym, znakomicie zmontowanym (za to to pół metra Oskara się należy) teledyskiem. Patrzenie „uszami” głównego bohatera, nieustannie bombardowanymi tłustymi beatami i doskonałą harmonią nutek nadaje temu filmu takie tempo, jakiego na próżno szukać nawet przy najlepszych soundtrackach – bo to muzyka jest w nim najważniejsza. Cały świat jedynie się do niej dostosowuje, nawet bandziorzy strzelają do rytmu. Próbkę macie na powyższym trailerze – i jest to bardzo, bardzo mała próbka w porównaniu z tym, co może Wam zaoferować film.

Druga rzecz? Ów wyżej wspominany rozmach, zwłaszcza dotyczący samochodów. Tak się składa, że Inko jest kierowcą mniej więcej takim:

giphy

… a prędkość przekracza tylko odpowiednio nastrojona. Tak to jednak jakoś bywa, że po Step Up czujesz się mistrzem tańca ulicznego, po La La Landzie – stepowania, po Matriksie – sztuk walki, po Wilku z Wall Street lecisz na giełdę jako najgrubszy makrel… Po Baby Driverze lepiej nie siadajcie za kółko. Ten szał się naprawdę udziela, i szał Bondowo-Transporterowy jest niczym w porównaniu z tym, co Was ogarnie po BD, jak Stathama kocham, serio.

baby-driver-2

Nigdy jakoś szczególnie nie lubiłam Ansela Engorta – w niemal wszystkich filmach, w których go widziałam miał rolę albo kompletnej popierdołki, albo jakiegoś innego raczej rozmemłowato-meduzowatego charaktera, który na koniec właściwie nie wiadomo po jakiej jest stronie, bo się nie zdążył był zdecydować. Okazało się jednak, że to nie reżyserowi rolę winnemu Engorta wina, bo po BD mam do niego o wiele więcej sympatii – tutaj jego styl grania znakomicie się sprawdził. W ogóle – kreacja bohaterów w tym filmie jest jak curry, które dodaje tej przepysznej ostrości – niezrównany w graniu nietuzinkowych czarnych (czy na pewno?) charaterów Spacey, nieco Harley-Quinnowa, urocza Darling – Gonzalez, jej mąż Jason – sukinkot, który dla swojej pani zmieni się w puszystego kotka, przesłodka Debora, Joon-J.D. jako pierwszy Azjata, który mi się spodobał, Bats-Foxx taki, że widz ma ochotę wleźć do ekranu i osobiście gościa udusić… Jeśli dobry film ma budzić emocje, to BD jest bardzo dobry.

tumblr_ompxiyd4js1ua1nbgo1_500

Nie ma co gadać. Szorujcie do kina póki go grają, nie marudźcie, nastawcie się na czysty relaks i wio.

A, tak przy okazji – czy może kiedyś wspominałam, że mam fioła na punkcie chorych parringów? :3 Moja galeria sław właśnie się powiększyła.

babydriverpics_02-1000x600

 


Źródła: 12345678

„Baby Driver”; reż. Edgar Wright; obsada: Elgort, Spacey, James, Bernthal, Gonzalez, Hamm, Foxx, Joon; USA; 2017

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Baby Driver”, czyli I LOVE CHEAP THRILLS ♥

  1. „Pościgi, wybuchy, piękne kobiety, świetna muzyka i, co najważniejsze, montaż pod nią. Czego chcieć więcej?”
    Hmm… TRESCI?… W tym „filmie” zasadniczo nie ma żadnej traści, żadnej fabuły, brak charakterów, btak histori. Tylko właściwie to wogóle nie jest film. Nadzwyczaj sprawnie zrobiony, kolorowy, świetny wizualnie półtoragodzinny videoclip – tak. Film – już nie szczególnie… Dlatego pierwsze 20-30 minut robi rzeczywiście wrażenie, dalej jest już zwyczajnie nudno. Co gorsza, kiedy lekki tomn filmu nabiera nieco bardziej dramatycznego charakteru, twórcy w żaden sposób nie zmieniają śródków wyrazu, co zwyczajnie razi i jest elementarnym błędem w sztuce. Słowem świetnie zrobiony technicznie (mam na myśli zdjęcia i montaż) videoclip, jednak conajmniej o godzinę za długi. Przez co zwyczajnie nudny.
    Jak moja recenzja 😉

    Lubię to

  2. Dzięki za ten komentarz! Powiem Ci szczerze, że zupełnie inaczej podeszłam do tego filmu – chyba średnio utozsamilam się z tym dramatycznym wątkiem- w sensie dla mnie rozwałka Tak naprawdę nke skończyła sie ani na chwilę i jakoś mnie nie raziło utrzymaniw takiego rozrywkowego tonu. Ale wiem i czuje co masz na myśli- dokładnie takie myśli mi towarzyszyły przy La La Landzie – ta cała musicalowa otoczka do prawdziwego i bardzo aktualnego problemu okropnie mnie raziła. Choć była piękna.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s