„Szepty kamieni”, czyli jak znienawidziłam turystów w Islandii

Szczerze mówiąc Islandia mnie nigdy nie ciągnęła. Znacznie bardziej od lodowca na środku oceanu i czarnej plaży wolę fińską leśną głuszę. Jest jednak coś niezaprzeczalnie intrygującego w tym skrawku ziemi, który wygląda, jakby był z jakiejś innej zupełnie planety, ba, nawet galaktyki. Zainteresowanie podróżami tam wciąż i coraz szybciej rośnie, a jak pisał narodowy wieszcz, balon rośnie, że aż strach, przebrał miarę no i… :

20246195_1425920160830602_1982400782254146261_n

No i trach. I po literaturę nie z tej ziemi sięgnęłam i ja. Przed Wami „Szepty Kamieni” pióra Bereniki Lenard i Piotrka Mikołajczaka z bloga Ice Story.

black-sand-iceland-feel-planet

Warto sięgnąć? Raczej warto, bo tu Islandia jest ugryziona z zupełnie niespodziewanej strony. Autorzy skupiają się nie na widniejącej na powyższym obrazku wizytówce Islandii, czyli zapierających dech w piersiach okolicznościach przyrody, ale na historiach różnych opuszczonych miejsc, w które ten kraj obfituje. Rozmawiają z ludźmi, zbierają anegdoty i sami podróżują śladami porzuconych lokacji. Fajnie byłoby siąść do „Szeptów…” wiedząc już coś niecoś o Lodowej Krainie, bo ta książka to już troszkę wyższy poziom zaawansowania. Idealna lektura dla zakochanych w eksploracji? Chyba tak, ale dodatkowo jest to wszystko okraszone kontekstem historyczno-społeczno-ekonomicznym, o którym jakoś w kontekście Islandii nigdy nie myślałam – jakbym zapomniała, że tam przecież żyją ludzie.

Stranded Ship Djúpavík

No właśnie – ludzie. W zeszłym roku tę północną wysepkę odwiedziło dziesięć razy więcej turystów niż jest tam mieszkańców. Dziesięć razy, łapiecie to? Ta książka sprawiła, że naprawdę ich znienawidziłam. I to nie chodzi o to, że „omujboszetakbymchciałabyćjednymznich”, tylko właśnie wprost przeciwnie – obudziło się we mnie uczucie „cholera, niektóre dzikie miejsca lepiej zostawić samym sobie”. Bo z Islandią jest taki problem, że sama obecność turystów bardzo ją zmienia – ich ilość kusi mieszkańców do gwałtownej pracy nad infrastrukturą, nie mówiąc już o przyrodzie, która potrzebuje dziesiątek, jak nie setek lat, żeby się zregenerować w tych bezlitosnych warunkach. A sami możecie sobie wyobrazić, co się tam dzieje, kiedy pojawiają się dwa miliony ludzi, z których optymistycznie patrząc przynajmniej część postanowi:
a) wydzierać mech, żeby się nim obłożyć i zrobić zdjęcie
b) nie szanować cudzej prywatności, włamując się na prywatne posesje, a nawet do domów
c) usypywać kopczyki kamieni, bo fajnie to wygląda i i tak wszędzie takie są (a one służą do orientacji w terenie, gdy jest mgła
d) ubzdurać sobie podróż życia i nie przestrzegać wobec tego dosłownie żadnych zasad – ani swoich ani cudzych
e) roszczeniowo żądać krytego basenu oraz klubu ze striptizem (autentyk)
… i robić mnóstwo innych dziwnych, nieprzemyślanych rzeczy. A niestety wszechobecna moda na Islandię, która coraz bardziej się nasila mocno to zjawisko zaostrza… Co ciekawe i chyba trochę smutne, jest ona napędzana i przez samych rdzennych mieszkańców – ich podejście do gospodarki sprawia wrażenie dość rabunkowego, na hura, prawdopodobnie wynika to z potężnego bezrobocia.

p_icelandplane

Treść jest cudna, to fakt. Islandia byłaby interesująca, nawet gdyby słuchać o niej z ust kogoś, kto ledwo mówi po polsku – po prostu ciężko o bardziej intrygujący fragment naszej planety. Jednak jako takie „Szepty kamieni” nie są jak dla mnie dopracowane. Dużo tematów jest poruszonych po łebkach, przytaczane historie, zwyczaje i anegdoty wydawały mi się nieco nieuporządkowane, chaotyczne. Islandia jest naprawdę niesamowitym tematem, dlatego książka o niej zawsze będzie ciekawa, nawet gdyby napisał ją swoim popisowo nudnym tonem encyklopedysta… Ale po dwójce blogerów i dziennikarzy spodziewałam się jednak czegoś na nieco wyższym poziomie. Jest okej, ale z tego materiału można było naprawdę zrobić precjozo.

Muszę się rozejrzeć za czymś bardziej holistycznie ujmującym ten kraj. Może teraz pora na „Rekin i Baran”? 🙂

 


Źródła grafik: 12

„Szepty kamieni: historie opuszczonej Islandii” Berenika Lenard i Piotr Mikołajczak, Wydawnictwo Otwarte, 2017 r.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.
221478_otwarte_900

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Szepty kamieni”, czyli jak znienawidziłam turystów w Islandii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s