9 rzeczy, które spotkają Cię w Drodze do Santiago de Compostela

Dość rzadko na moim blogu pojawia się prywata – i bardzo to sobie cenię i to się raczej nie zmieni. I dzisiaj prywaty też nie będzie, ale bardzo chciałabym podzielić się z Wami pewnym Travel-Inkowym podbojem, największym w moim życiu. Choć może słowo „podbój” jest tu zupełnie nie na miejscu, bo w tej akurat podróży nie tyle chodziło o cel, co o samą Drogę.

Poszłam do Santiago. Z buta. Plan był 120 kilometrów, wyszło gdzieś około 100, ale jak dla mnie nadal dużo. A duszą pielgrzymkową nie jestem, zaznaczam to na wstępie.

To, co tam się stało nie da się zawrzeć w jednym wpisie, nie da się nawet w stu wpisach zawrzeć, zapewniam Was. Ale mogę Wam wskazać 9 rzeczy, które przytrafią Wam się w Drodze do Santiago. Na pewno.

20170919_190228

1. COŚ się wydarzy.

I mogę Ci to obiecać. Coś się zmieni. Nawet jeśli nie pójdziesz na Camino w celach religijnych, czy choćby duchowych. Nawet jeśli pójdziesz tak po prostu. Zapewniam Cię, że coś się w Tobie stanie. Coś się w Tobie zmieni.

2. Poznasz smak najbardziej różnorodnej rutyny świata.

Różnorodna rutyna – brzmi niemożliwie, prawda? A jednak, to właśnie to jest Twoją codziennością podczas Drogi. Żaden widok się nie powtarza, codziennie nowe miejsca, nowi ludzie, nowe przeżycia, nowe krajobrazy… Ale codziennie wstajesz rano, jest jeszcze ciemno, zwijasz śpiwór, pakujesz się cicho, żeby nie obudzić innych pielgrzymów, jesz szybkie śniadanie, wyruszasz z albergi, idziesz, idziesz, idziesz, docierasz do następnej albergi, odpoczywasz, jesz coś, rozmawiasz z ludźmi, modlisz się, kładziesz się spać. Wstajesz rano, jest jeszcze ciemno, zwijasz śpiwór, pakujesz się cicho…

20170920_181532

3. Zobaczysz swoją duszę wynicowaną.

Nie będę dzielić się z Wami moimi prywatnymi przemyśleniami. To nie jest blog lifestyle ani poradnikowy, a ja bardzo intymnie traktuję przeżycia duchowe. Jedną rzecz jednak mogę Wam powiedzieć – podczas Drogi zobaczycie swoją duszę odwróconą na lewą stronę. Smak rutyny, o którym pisałam wyżej pozwala wpaść w pewien rodzaj transu, który w połączeniu z bardzo dużym wysiłkiem fizycznym i samotnością naprawdę mocno wyzwala umysł. To działa jak rodzaj medytacji, zaczynasz patrzeć na własne życie, to które zostawiłeś w kraju, z zupełnie zewnętrznej perspektywy. Dużo rzeczy przemyślisz. Dużo rzeczy wymyślisz. Poczujesz, gdzie tak naprawdę Cię boli i co to jest ten supeł, który od dawna czułeś w gardle, ale dopiero teraz zaczął boleć.

20170919_114436

4. Spotkasz niezwykłych ludzi. NAPRAWDĘ niezwykłych.

Nie mówiąc o dziesiątkach ludzi z najbardziej odjechanych zakątków świata, których spotkasz w drodze, o ich historiach, osobowiościach, motywach, intencjach… Przed oczyma staje mi jedna konkretna sytuacja.

Dochodzimy do albergi. W niej młody wolontariusz, całkiem dobrze mówi po angielsku (co w Hiszpanii rzadkie), koło niego starszy pan, delikatnie mówiąc nieco zaniedbany, coś mu pomaga, roznosi, prowadzi ludzi, zapisuje. Myślę w swoim małym umyśle: ojej, jakie to piękne, takie interpokoleniowe, taka szansa do odbicia się, ojej, takie między podziałami. Pan pyta łamaną angielszczyzną:
– Skąd jesteście?
Odpowiadamy, że z Polski.
– O, ja byłem w Polsce, w Częstochowie i Krakowie. Szedłem z Krakowa do Santiago de Compostela.
Nasze miny bezcenne. A potem gość się odwraca i z półki za sobą zdejmuje opasły segregator pełen wycinków z gazet z całego świata. O nim.

W 1999 r. Jose był rybakiem, który jako jedyny przeżył morską katastrofę u wybrzeży Norwegii. Kuter, na którym pracował wraz z 17 innymi osobami, wywrócił się do góry dnem. Lodowate wody Skandynawii były bezlitosne. Pozostali załoganci pozamarzali, tylko jemu udało się ujść z życiem. Trzymając się dryfującego ciała kolegi wezwał na pomoc  Marię Pannę z Góry Karmel – patronkę spraw beznadziejnych.
Jak sam wspomina, nie był wówczas zbyt religijny. Kiedy jego życie zawisło na włosku, przyrzekł, że jeśli Maria Panna ocali jego życie, to w podzięce odwiedzi wszystkie święte miejsca na całym globie. Chwilę później zdarzył się cud – przybyła ekipa ratunkowa.
Po 11 latach wędrówki przebył ok. 107 tysięcy kilometrów – co odpowiada okrążeniu Ziemi 2,5 raza.

Ten fragment artykułu o Jose pochodzi z portalu Interia sprzed roku – tutaj macie pełen tekst.  I ja go spotkałam. Przypadkiem. Czy przypadki istnieją?

20170919_183703

5. Poczujesz prawdziwe zmęczenie.

Wędrówka z obciążeniem to coś zupełnie innego niż wędrówka tak sobie. Przy wędrówce z obciążeniem nie czujesz zmęczenia takiego, jakie znasz. Po prostu w pewnym momencie pojawia się ból. Odezwą się obciążone plecy, ramiona i biodra. Odezwie się skręcona w podstawówce stopa, o której zdążyłeś już zapomnieć. Odezwie się ścięgno, które wczoraj lekko naciągnąłeś. Odezwie się całe Twoje ciało, i to może być naprawdę gromki wrzask, a nie uprzejmy szepcik, aż w końcu poczujesz, że nie dasz rady postawić następnego kroku, po prostu nie dasz rady przekroczyć tej granicy. Po prostu położysz się na ziemi, nie dasz rady, ani jeden krok. I robisz ten krok. I idziesz dalej. I to wszystko z Ciebie wylezie, odrze Cię z hamulców, z mechanizmów obronnych, z konwenansów, z nieszczerości, z udawań nawet przed samym sobą. Nic nie zostanie, tylko Ty.

20170924_093650

6. Poznasz JEDNOŚĆ.

Jedność ze wszystkimi na szlaku. Pierwszego dnia wieczorem, przed wyruszeniem jeszcze, zobaczyłam w  alberdze księgę gości. Trafiłam na wiele prywatnych wpisów, ale jeden szczególnie zapadł mi w pamięć – dziewczyna dziękowała w nim parze, która jej pomogła, gdy siedziała przy drodze „devastated” , a oni jej nie zostawili. Obiecywała im, że już nie będzie jeść słodyczy i zacznie dużo warzyw. I wiecie co? I pomyślałam, że Camino to takie śmieszne miejsce, gdzie jednocześnie jesteś SAM – i nie sam.

Ale nie tylko o ten rodzaj jedności chodzi. Do Santiago ludzi ciągnie od wielu, wielu lat. Kilkuset. Po drodze napotkasz wiele śladów po nich, chociażby publiczne łaźnie, które zarosły już glonami i nenufarami, gdzie rzeźbom czas zatarł twarze. Czujesz jedność z nimi, z tymi wszystkimi, którzy szli tą samą drogą przed Tobą, i z tymi, którzy będą po Tobie, będą iść, jak Ty wrócisz do domu, będą iść, jak nie będzie Cię już na świecie.

I od tej pory jak gdziekolwiek zobaczysz muszlę, nie pomyślisz sobie „o, Santiago, pamiętam, było fajnie”. Ty usłyszysz jak ona Cię woła. Chodź.

20170920_090058

8. Zobaczysz życie od kulis.

Kiedy wychodzisz rano, jest jeszcze ciemno, świat śpi. Idziesz przez noc, patrzysz na swój parujący w mroku oddech. Granat zmienia się w błękit, potem w turkus, róż, pomarańcz, aż w końcu pojawia się świt. Wstałeś wcześniej niż słońce, teraz ono budzi resztę świata. Ptaki w lesie zaczęły śpiewać. Idziesz przez małe wioseczki, gdzie przed dom wychodzi zaspana pani domu w szlafroku i nalewa kotu mleko do miseczki. Buen Camino, słyszysz. Mijasz ją. Przed innym domkiem siedzi babcia i patrzy na drogę, patrzy na świat. Buen Camino, słyszysz. Idziesz dalej, słońce coraz wyżej. Jesteś w większym mieście, z tym ogromnym plecakiem, z tą muszlą, z tym celem. Mijają Cię ludzie z teczuszkami spieszący się do swoich prac, zupełnie tak jak ty codziennie. Buen Camino, słyszysz. Jesteś świadkiem zażartej kłótni w języku, który nie rozumiesz, a na część drogi przyłącza się do Ciebie jakiś pies i po prostu sobie z Tobą idzie. Idziesz przez miliony cudzych żyć widziany-niewidzialny, wewnątrz nich i jednocześnie zupełnie niezależny, poza nimi. To Ciebie nie dotyczy, ale widzisz wszystko. Rzadka okazja.

9. Wypijesz kawę w środku lasu.

I zrobisz milion innych codziennych rzeczy w zupełnie niecodziennych miejscach. Czasem z konieczności, ale nadal z przyjemnością. Po drodze mijaliśmy nawet pielgrzyma, który właśnie przed swoim namiotem na maleńkiej kuchence gotował wodę (to dopiero niezależny pielgrzym). Śniadanie nad strumieniem. Obiad na leśnej polanie. A tej kawki nie zapomnę nigdy. To już było z 7 kilomentrów przed Santiago.

IMG_20171008_093929_142

 

10. Przytulisz się do Świętego :3

Wiecie, co na Was czeka w Santiago? Ja myślałam, że to, co w każdym tego typu miejscu. Jakaś urna, grób, czy coś w tym ponurym rodzaju. A tam kolejka. Za czym? Za tuleniem się do świętego. Autentycznie, wspinasz się po schodach na ołtarz, podchodzisz od tyłu do figury św. Jakuba i po prostu go obejmujesz ramionami. Wiecie, jak cudnie to wygląda, kiedy jest Msza, Ty widzisz wciąż ponad księdzem rozradowaną gębulę Świętego, a zza niego natomiast co chwilę wyłaniają się kolejne i kolejne obejmujące go łapki. On się autentycznie uśmiecha!

Ha! Nic dziwnego. Każdy by się uśmiechał jakby go tyle razy dziennie tulili. :3

20170925_164321

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “9 rzeczy, które spotkają Cię w Drodze do Santiago de Compostela

  1. Świetnie opowiedziane, zwłaszcza dzisiaj w dzień zadumy. Rodzi sie nowy tutuł : Jaka jest droga, którą idziemy przez życie?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s