„Marilyn na Manhattanie”, czyli zapomnij o słodkiej trzpiotce-idiotce

Długie nogi, nad nimi rozwiana biała sukienka. Chmura Chanel N°5, obłoczek tlenionych blond włosów. Urocze seplenienie, bezwstydnie uwodzicielskie „100 lat, panie prezydencie”. „Naćpana, bezbronna piękność„, tak ją zapamiętał świat. szkoda.

Uciekła. Miała dosyć Foxa, który związał ją kontraktem i przykuł do roli słodkiej-trzpiotki-idiotki, starletki, która jedyne, co ma do zaoferowania widzowi to ciało. To, jak widzimy ją dzisiaj jest zwycięstwem jej wrogów. Ironia losu, jedna z pierwszych kobiet tamtych czasów, która promowała piękno naturalne, niewymuszone, ludzkie – stała się symbolem wymuskanego glamouru spod igiełki. Uciekła od życia, które znała, od męża, od znajomych z branży, uciekła pod skrzydła przyjaciół. Jednym z nich był Milton Green – pierwszy fotograf, który potraktował ją jak człowieka i pierwszy przyjaciel, który wyciągnął rękę.

01-17-marilyn-02_trans_nvbqzqnjv4bqj8yzcxg4amlpk2nrgvotrvqomgec83qi3ipeyyjkmro

To właśnie w jego i Amy, żony, domu Marylin spędziła pierwsze miesiące pobytu w Nowym Jorku. Wyobrażacie sobie jak wielką musiało być ulgą dla niej takie zwykłe, codzienne, rodzinne życie? To nawet nie był powrót do „kraju lat dziecinnych”, bo jak wiecie dzieciństwo Marylin spędziła w rozmaitych przytułkach i domach dziecka. To musiało być jak balsam na duszę.

 

Elizabeth Winder, autorka „Marylin na Manhattanie: Najszczęśliwszy rok życia” odwaliła kawał naprawdę, naprawdę znakomitej dziennikarskiej i pisarskiej roboty. Biograficzne książki dzielą się zwykle na dwie grupy – albo są do bólu rzetelne, przesycone tysiącami faktów, które autor w toku śledztwa wygrzebał z najmniejszych mysich dziur, albo są wciągające jak książka beletrystyczna – ale nie zawsze rzetelne. A wiecie jakie ja najbardziej uwielbiam? Te oparte na opiniach i anegdotach przyjaciół. Taka jest właśnie MMM – pozwoliła mi poznać tą równie fascynującą, co odległą ode mnie kobietę.

„Symbol seksu”, „piękność stulecia”, „kochanka prezydenta”, „supergwiazda” i tysiące innych tego typu określeń sprawiają, że przeciętna Inkoholiczka, która znacznie wyżej od wyjścia do klubu stawia wieczór z Netflixem nie czuje się jakoś specjalnie powiązana emocjonalnie z boską MM. Ale dzięki Bogu mamy jeszcze przyjaciół i ludzi takich jak Winder, którzy owych przyjaciół zechcieli wypytać o to i owo. I będą walczyć o to, żeby pamięć o niej nie została pożarta doszczętnie przez popkulturę, żeby mógł dotrzeć do prawdy ten, który chce ją poznać. Wiecie, że Marylin była książkoholikiem? Że uwielbiała Dostojewskiego, a jej wymarzoną rolą była Gruszeńka z „Braci Karamazow”? Że uwielbiała filozofię, godzinami mogła dywagować o literaturze, że wciąż się dokształcała, że na nocnym stoliku trzymała zawsze biografię Lincolna? Że do tego stopnia nie ogarniała domu, że gotowała makaron suszarką do włosów? „Gdyby Cię spotkała w toalecie prawdopodobnie pożyczyła by Ci z uśmiechem szminkę”. Nie bez powodu wybrałam Wam dziś do wpisu takie a nie inne zdjęcia – dzisiaj nie pokażę Wam Marylin, którą znacie. Dzisiaj pokażę Wam człowieka, tak jak pokazała mi go Winder.

marilyn-monroe-diet-exercise-weight-training

„W niedzielę 5 sierpnia zmarła samotnie w łóżku pełnym fenobarbitalu i wodzianu chloralu, ściskając słuchawkę telefonu w dłoni”. Do kogo dzwoniła? Co się stało?

Nigdy mnie to specjalnie nie obchodziło – ot, kolejna tajemnica. A teraz, jak już Ją poznałam, chce mi się płakać.

 


Źródła grafik: 1234

„Marylin na Manhattanie: Najradośniejszy rok życia”, Elizabeth Winder, tłum. Katarzyna Makaruk, Wydawnictwo Literackie, 2017

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
wydawnictwo-literackie

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s