„Król rozrywki”, czyli rzucam bloga, zapisuję się do cyrku

Jean Valjean z „Nędzników”   Hugh Jackman  Pewien niepoprawny marzyciel od dzieciaka marzy i stworzeniu własnego SHOW. Patrzy ten młodzian na witrynę sklepową i wyobraża sobie siebie we fraku, cylindrze, przed tysięczną publicznością, gdzie wodzirejuje spektaklowi jakiego świat nie widział. Niestety – jak zwykle – szanse są nikłe, bo żyje praktycznie na ulicy i nawet galopujące wizjonerstwo nie pomoże. Heeeehhhh… <wzdycha z uśmiechem kiwając się w tył i w przód> Wszystkie filmy typu „ziszczenie amerykańskiego snu” są właściwie takie same. Ale czy to oznacza, że się je mniej kocha? 😉

104918098-the-greatest-showman-df-25877_r_rgb-1910x1000

Cyrk zawsze mnie fascynował. I to nie był ten rodzaj platonicznej fascynacji jak na przykład baletem („come-on, to jest cudowne, ale nigdy się nie wydarzy”), ale coś bardziej hipnotyzującego, pociągającego za sobą. Wizja grupy naprawdę niezwykłych osobowości (by nie rzec – osobliwości), która drwiąc sobie z rozświetlonego ekranami dwudziestego pierwszego wieku wędruje kolorową zgrają jak rajski ptak przez kolejne kraje. To jest dziwne uczucie, które na moment wyrywa z butów, które mocno tkwią w Twoim dotychczasowym życiu i sprawia, że chcesz wybiec na scenę, wskoczyć na osiodłanego słonia, założyć na siebie wszystkie pióra dostępne w garderobie, zapomnieć o wszystkim i zająć się tym zawodem, o którym marzyłeś w czasach przedszkolnych.

pioner-cinema-ru_4296e684b0624e3e5163e71de9c6602b-2545x1273

Wiem, wiem, wiem, że w rzeczywistości cyrk to wcale nie taka fajna rzecz – bo też w gruncie rzeczy profesjonalne cyrki, takie, które dbają odpowiednio zarówno o ludzi jak i o zwierzęta to naprawdę rzadkość. Poza tym – rodzaj poszukiwanej rozrywki też, nie oszukujmy się, nieco uległ zmianie 😉 „The Greatest Showman” opowiada jednak o samiutkich początkach. O tym momencie, w którym w szarą, fabryczną rzeczywistość ów wyżej opisany rajski ptak wleciał i zatrzepotał pięknymi skrzydłami wzniecając gigantyczny wybuch śmiechu. Z wielką przyjemnością dałam się tej lekkiej fali ponieść i z  łapką na inkoholiczym sercu wyznam, że i ja bawiłam się świetnie. A przy tym – nie ucierpiała i warstwa morałowa – TGS wrócił do tematu, który lekko został zarysowany w La La Landzie, a który zwrócił moją uwagę już wtedy. Amerykański sen – amerykańskim snem… Ciesz się jego realizacją, ale nie daj się ponieść. Nie zapomnij się. Cały czas weryfikuj, czy przypadkiem nie przekroczyłeś granicy kosztów niedopuszczalnych.

349ecb70-e5e0-11e7-bc54-5ef07ee35a0d-1200x630

Poza realizacją z wielkim rozmachem na uwagę zasługuje też muzyka – wiązałam z nią wielkie nadzieje (La La Landem twórca bardzo wysoko postawił sobie poprzeczkę). Ale nie zawiodłam się, o nie – oto w obfitej sukni pełnej niepraktycznych cekinów i bezwstydnego splendoru nadchodzi faza na nowy soundtrack. Całkowicie zasłużona!

Zaczęło się od tego, że usłyszałam ten rytm.

I już wiedziałam, że to będzie dobry film. 😀

Ponoć najpiękniejsza sztuka to ta, która uszczęśliwia ludzi – jeśli to prawda, to w takim razie „Król rozrywki to całkiem niezłe arcydziełko 😉 No, kicajcie do kina się uśmiechnąć, bo niedługo znika z afiszy!


Źródła grafik: 123

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Król rozrywki”, czyli rzucam bloga, zapisuję się do cyrku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s