“Bagno szaleńców”, czyli kobieta zatargała mnie za kudły w głąb Zony

Z postapo jakoś nigdy nie było mi po drodze. Naprawdę – hermetyczne odmęta sci-fi oraz
magioimieczowe klasyczne fantasy zaspokajało moje potrzeby w zupełności – na co mi te stalkery, Czarnobyle, eeee! Idź mię pan w zonę. Poza tym, jak mówiłam około tysiąca razy, jestem absoltnie anty-wyznawcą wszelkiej maści horrorów kierując się logiczną zasadą, której nauczył mnie był mój kolega ze szkolnej ławy: “po co ja mam fim oglądać, jak już plakatu się boje?”. W efekcie dostojnym krokiem sędziwego mutanta mijałam wszelkie postapowe klimaty szerokim łukiem i tylko od czasu do czasu na
jakimś konwencie zachwyciłam się, focąc, oporządzeniem tego i owego. Do czasu aż pewna stalkerka w masce gazowej typu buldog (tak, do Ciebie mówię, Słowacja) nie zaczęła mi jojczeć nad uchem: Eeeeej, weź zrecenzuj najnowszą zonę, proszęproszęproszę. A ja serce mam, jak wiecie, gołębie, poza tym trochę się bałam odmówić lufie Zbawiciela przystawionej do czoła, i tak oto “Bagno szaleńców” zagościło na mym warsztacie.

30085917_1928581553821047_2433232636861218816_n

“Wszyscy wiedzą, że po Zonie należy się spodziewać niespodziewanego a najbardziej zadziwiające dziwy nie powinny dziwić. A jednak, gdy przez okno na 1 pietrze wpada w środku dnia artefakt zwany „księżycówką” Zielony i Łazik są bardzo zdziwieni. Nawet doświadczeni stalkerzy czasem dębieją. Wyjaśnienie niecodziennego zjawiska przychodzi bardzo szybko, wraz z niejakim Kosą i serią z karabinu.
Jak to w Zonie. Wydarzenie, które początkowo wydaje się niepodziewanym uśmiechem losu przeradza się w kolejny rajd w głąb Zony. A wszystko przez jednodniowy wypad po artefakty.”

 

Podeszłam do tej radioaktywnie pomarańczowej książeczki jak ślepy pies do jeża. Ale nie musiałam się krygować, o nie, ponieważ szanowna Paniautorka Kanicka nie certoliła się z rekrutem. Ona nie pytała, czy ktoś przygotowan, czy nie przygotowan, czy broń i prowiant ma, czy nie – po prostu, złapała za kudły, wzięła potężny zamach i wrzuciła w samiuki środek zony.

Nie żeby mi się to nie podobało :3

Strrraznie odpowiada mi klimat “Bagna…”. Strrasznie. Rozwrzeszczały się mutanty, rozterkotały kałachy, rozbujał emisjami reaktor i jjjak ruszyła machina, tak nie mogłam się oderwać do samiutkiej ostatniej strony. Poza tą uroczo zonowo-zatęchłą atmosferą i całkiem przyjemnym fabularnie pomysłem, autorka zarysowała perspektywę znacznie szerszą, sugerującą, że wydarzenia z książki są tylko częścią większej rozgrywającej się w Zonie całości, a “BS” to nie ostatnie słowo Kanickiej. A przynajmniej ja mam taką szczerą nadzieję.

Nie byłabym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepiła – choć uwielbiam prozy debiutantów i zawsze z wielkim zaciekawieniem do nich podchodzę, zwracam zawsze szczególną uwagę na formę. I to właśnie tutaj był najgłośniejszy zgrzyt. O co chodzi? O to samo, co wielu recenzentom BS, którzy przede mną się z Wami opinią swą podzielili. O mieszaną narrację. Żebyście mnie dobrze zrozumieli – ja nie mam nic przeciwko samemu zabiegowi. Dobrze wiecie przecież, że uwielbiam wprost zwariowane formy i nawet takich porąbańców jak Katja Kettu czy Mo Yan się nie boję, ba – uwielbiam. Tylko, że tutaj owa mieszana narracja absolutnie NIC nie wnosi. To nie jest tak, że widzimy różne perspektywy, poznajemy nowe punkty widzenia… Nie. To tylko spowalnia akcję, te same wydarzenia rozgrywają się po kilka razy w identyczny sposób, styl narracyjny też jest w każdej z „części” identyczny – to jest po nic tak naprawdę, nie ma sensu. A Zona nie lubi niepotrzebnego zbytku…

Tak czy owak – Zbigniew Nowak. Traktuje te skrzypienia jedynie jako poślizgnięcie się zdolnego adepta akrobatyki na spacerze po linie na żywo, przed publicznością. Krótko mówiąc, moim zdaniem diewoczka się wyrobi – i nastąpi to całkiem niedługo. Od razu mówię, że będę to z wielką przyjemnością obserwować, bo ten głosik w Zonie rozbrzmiewa wyjątkowo dźwięcznie i echem się niesie. Ciekawe, co ściągnie nam na głowę…

 


„Bagno szaleńców”, Joanna Kanicka, Fabryka Słów, Warszawa-Lublin, 2018

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Fabryce Słów.
fabryka-slow

 

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu ““Bagno szaleńców”, czyli kobieta zatargała mnie za kudły w głąb Zony

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s