„Anne with an e” – powrót do lat dziecinnych czy mroczna adaptacja?

Rudzielca z Zielonego Wzgórza nikomu przedstawiać nie trzeba – każdy chyba zetknął się z nim w czasach szkolnych, a niektórzy nawet szczerem sercem pokochali. Osobiście nie byłam nigdy dziką psychofanką książek Lucy Maud Montgomery, ale całkiem przyjemnie się mi je czytało, a do ulubionych części wracałam kilkukrotnie. Kiedy dowiedziałam się o Netflixowej adaptacji i zobaczyłam pierwsze zwiastuny byłam naprawdę zaciekawiona – zamierzałam rzucić się na pierwszy sezon jak tylko wyjdzie. Jak widzicie nie zrealizowałam tego zamiaru tak szybko jak chciałam… Ale oto, rzutem na taśmę opisze Wam Inko kilka swoich myśli nieuczesanych w obliczu stojącego w drzwiach drugiego sezonu.

anne-with-an-e-season-2-netflix-release-date-trailer-cast-anne-of-green-gables-979119

To jest absolutnie niemożliwe, żeby ten serial spodobał się zagorzałemu fanowi książki. No po prostu to nie ma prawa się wydarzyć. „Annie with an e” odbiega fabułowo i klimatowo tak bardzo mocno od oryginału, że momentami zastanawiałam się, czy nie był on tylko inspiracją. Ma w sobie bardzo mocne uczucie pewnego niepokoju, widz wciąż ma wrażenie, że w tym świecie coś jest nie tak, momentami czuje się tak zaszczuty jak główna bohaterka, choć sam nie wie dlaczego.

No właśnie – ta adaptacja uzmysłowiła mi, że Ania nie była roześmianym, żwawym dzieciaczkiem, którego zagrała w klasycznej adaptacji Megan Follows. To była poraniona sierota po naprawdę traumatycznych przejściach, z którymi jako dziecko przecież nie miała obowiązku musieć sobie poradzić. Cieszę się, że twórcy zwrócili na to uwagę i dzięki naprawdę doskonałej grze Amybeth McNulty (jestem pewna, że niejeden dorosły aktor nie ma takiego opanowania mimiki) stworzyli naprawdę wyrazisty, bardzo konkretny obraz rzeczywistej osoby, której historia życia i charakter tłumaczą większość zachowań.

anne-of-green-gables

Skoro jesteśmy już przy aktorach – za dobranie obsady ktoś powinien dostać przynajmniej osiem kilo jakiegoś Oscara. Ania – dosyć brzydka i przy tym niezwykle urocza, Maryla – surowa i czuła, Mateusz – nieśmiały i kochany… Jeśli chodzi o dobranie postaci serial absolutnie powala na łopatki – czytając serię absolutnie i dokładnie tak wyobrażałam sobie tą całą zielonowzgórzową ekipę. Zgadza się nawet arcywredna Judy z nosem wycelowanym w niebo, czy próżna Ruby Gillis, która w obliczu pożaru w domu martwi się głównie o sukienki.

d5682cd5a2aa2ba1d988d157ab267dfa

Nie byłam zagorzałą fanką serii Lucy Maud Montgomery – chyba tylko raz przeczytałam całość, tylko do paru ulubionych części wracałam kilka razy. Być może dlatego udało mi się tą adaptację z nieco szerzej otwartą głową przetrawić i nawet się zachwycić. „Annie with an E” nie jest pozbawiona wielu zgrzytów i przesadzeń, ale ogólnie mam bardzo pozytywne wrażenia dotyczące pierwszego sezonu. Z wielką przyjemnością biorę się za kolejny.

A Gilbert jest najprzystojniejszy ze wszystkich adaptacji.


Źródła grafik: 234

Reklamy

3 uwagi do wpisu “„Anne with an e” – powrót do lat dziecinnych czy mroczna adaptacja?

  1. Ja z kolei od małego jestem psychofanką Ani i cyklicznie wracam do całej serii. A netfliksowa adaptacja nie trafia do mnie ani trochę. Oglądając, czułam się trochę oszukana. Przecież to ni w ząb nie moja Ania 😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s