Laibach w CSK – zatrzęsła się ziemia

Sala Operowa CSK w pełnym napięcia oczekiwaniu aż szumi od szmeru rozmów półgłosem. Za chwilę dojdzie tu nie do spotkania na rozdrożach, a wręcz do kraksy, groźnej kolizji o niewiadomych konsekwencjach. Na jednej scenie spotka się równie legendarny, co kontrowersyjny Laibach i melodyjny, harmonijny Andrzej Panufnik ze swoją Sinfonia Sacra. Światowa prapremiera owocu tego muzycznego zderzenia – utworu Polonia zacznie się tuż za chwilę.

laibach.jpg

W końcu światła gasną i ciszę przecinają pierwsze takty Bogurodzicy. Kamieniejemy. Przed oczyma staje Grunwald, setki lat polskiej historii zamykają się w tym utworze – przeszłości bitewnej, przeszłości chrześcijańskiej. Dokładnie tak miało być, dokładnie tak zaplanował wszystko Panufnik. I wtedy, gdy wszyscy jesteśmy rozmarzeni i wzruszeni, nieoczekiwanie dyrygent Filip Rathe unosi w górę dłoń, jak generał dający sygnał do szarży. Naraz rozlegają się rytmiczne, bitewne bębny, rozbłyskają światła, a na scenę wychodzi Milan Fras… I zaczyna się szaleństwo.

 

 

 

 

Polonia została zamówiona przez Instytut Adama Mickiewicza jako część międzynarodowego programu kulturalnego w ramach obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości – w tym przypadku wybitnie międzynarodowego. Słoweńscy muzycy, ukraińska orkiestra i chór, belgijski dyrygent… A jednak w jakiś magiczny sposób mogę nazwać Polonię jednym z najbardziej patriotycznych utworów, jakie w życiu dane mi było usłyszeć.

– To było naprawdę trudne zadanie – opowiadał Luca Jamnik, kompozytor i jeden z muzyków Laibachu. – Podczas rekomponowania musiałem wziąć pod uwagę mnóstwo rzeczy. Chciałem wobec wszystkich pozostać uczciwy i do wszystkich podejść z szacunkiem – do siebie samego, do Andrzeja Panufnika i jego przesłania, do Polski, jej historii i religii, i wreszcie do Laibachu, który zdecydowanie nie jest zespołem słynącym ze szczególnego szacunku do czegokolwiek… – mówił.

– Gdyby mój ojciec to usłyszał, prawdopodobnie nie byłby zadowolony – skomentował występ syn Panufnika. – Bardzo nie lubił, kiedy jego utwory wydzierane były z kontekstu – w tym przypadku ucieczki, tęsknoty za krajem… Ale ja ze swojej strony dziękuję. Dziękuję, że to stworzyliście i że podeszliście do tego zadania z takim szacunkiem.

Polonia szarpała nerwy, grała na uczuciach, podrywała serca słuchaczy przez kilkanaście minut, które wydawały się wiecznością. Chwila bitwy, chwila zamyślenia, rytmiczne bicie bębnów jak puls serca, audiowizualny materiał inspirowany Polską historią, a przy tym melorecytacja cytatów zarówno Jaruzelskiego, jak i Jana Pawła II charakterystycznym basem Frasa. Utwór niósł w sobie tak ogromny ładunek emocjonalny, że gdy wybrzmiały ostatnie takty, a Milan powiedział: „Musicie udowodnić, że jesteście Polski godni”, na sali zapadła absolutna cisza. Pierwsze, pojedyncze oklaski rozległy się dopiero po jakimś czasie i zajęło im trochę czasu, by przerodzić się w burzę – widać było, że muzycy utorowali sobie tym utworem drogę prosto do polskich serc, być może nawet o tym nie wiedząc.

 

Każdy, kto Laibacha zna, wie, jak wiele ma on do zaoferowania słuchaczowi i jak bardzo jego muzyka nacechowana jest nieklasyfikowalnością. Wszystko to zostało zaserwowane słuchaczom w drugiej części koncertu – od przesadnie ordnung-muss-seinowych Whistleblowers, przez wywrotową Eurovision, brutalne do bólu Smert za smert, liryczne i delikatne solo Miny Špiler Vor Sonnen-Aufgang, aż do wyproszonych, wyklaskanych i wytupanych na bis najbardziej sztandarowych hitów, Opus dei i Tanzt mit Laibach, które poderwały publikę z miejsc.

 

 

Nazwa zespołu to niemieckie tłumaczenie stolicy Słowenii, Lublany – nieprzypadkowo nasuwające skojarzenia z habsburską okupacją czy ideologią nazizmu, o którą niejednokrotnie zespół był oskarżany. Każdy, kto zagłębi się w jego proweniencję, uzna, że jest to zupełne niezrozumienie ich przesłania. Laibach powstał w latach osiemdziesiątych w ówczesnej, niespokojnej, targanej nieraz krwawymi konfliktami Jugosławii. Muzyka od wiek wieków była świetną metodą oporu; tak stało się i tym razem. W małej, górniczej miejscowości Trbovlje narodził się interdyscyplinarny kolektyw artystyczny Neue Slowenische Kunst (NSK), który trwa do dziś – jego muzycznym skrzydłem jest właśnie Laibach. Łącząc neoklasykę z rockiem, metalem, nieraz nawet techno, tworzą bardzo obfity w treść industrial, w rytm którego wywrotowe, kontrowersyjne teksty, przesadnie podkreślona anonimowość, poddańczość jednostki wobec ogółu i utylitaryzm wybrzmiewają szczególnie mocno. Grupa ma na swoim koncie niezwykle bogatą płytotekę i historię koncertów – wisienką na torcie był ich występ w Korei Północnej, jako pierwszego tego typu zespołu.

 

 

 

Jak nietrudno się domyślić, w Polsce Laibach ma jasno określone grono niezwykle oddanych fanów – dlaczego? Być może po prostu łączy nas podobna historia, podobna potrzeba zapisana głęboko w genetycznym dziedzictwie narodu. „Planujemy pojechać do Iraku, bo obecnie tam mają ogromną potrzebę naszej muzyki” – mówią. I właśnie dokładnie tym jest ich twórczość. Nie dźwiękami, a obfitym w treść przeżyciem.


fot. Tomasz Kulbowski / materiały OMIT Rozdroża

Tekst jest fragmentem reportażu z festiwalu KODY dla magazynu Kultura Enter. Całość możecie przeczytać tutaj.

14650045_1159453674122736_7269465271644780175_n

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s