7 rzeczy, które dało mi blogowanie – ★Międzynarodowy Dzień Blogera 2018★

Urocze ptaszki wyśpiewały mi, że dzisiaj obchodzimy (kto obchodzi ten obchodzi) Międzynarodowy Dzień Blogera. Na stół wjechały torty, wszyscy wokół śpiewają STOOO LAAAT!, a ja zakrztusiłam się konfetti, wyplułam na placek i zepsułam imprezę.

Okazało się jednak, że poza kolorowymi okruszkami noszę w sobie także zmysł starego dziadka, któremu wystarczy malutki pretekst, by zacząć po raz enty snuć historię swojego życia przed znudzonymi wnukami. Zapraszam więc, inkoholicy na szczególny wpis rocznicowy, który ważniejszy jest chyba bardziej dla Was niż dla mnie – 10 rzeczy, które dało mi trzyletnie blogowanie.

PS –  NA KOŃCU NIESPODZIANKA ( ° ͜ʖ °)

Anne-Malixi-Cat - Kopia

1. Mój kawałek internetopodłogi

I nikt nie będzie mówił mi co mam robić. I to jest właśnie w blogowaniu najfajniejsze szczerze mówiąc. Inko to dla mnie taki trochę pisaniowy wentyl bezpieczeństwa. Żaden naczelny nie narzuca mi nad głową tematu, żaden korektor nie dostaje zawału na widok moich inkologizmów, mogę napisać tutaj praktycznie o wszystkim i w luźnym, niczym nieskrępowanym, swoim stylu. Złapałam się ostatnio na urlopie na tym, że bardzo brakuje mi podczas przeżywania jakichś popkulturalnych eventów bez dzielenia się emocjami i opinią na ich temat, podawania tego dalej, opowiadania. Skrzywienie zawodowe?

A skoro zawodowe, to…

 

2. Pracę

Blogowanie dało mi pracę. Nie wiem, czy bardziej bezpośrednio czy pośrednio, ale na pewno mocno na temat wpłynęło. Blog to portfolio moich tekstów, więc wszyscy naczelni tam najpierw zaglądali. Blog dał mi mnóstwo nowych kontaktów, część z nich zaowocowała. Blog uczynił mnie bardziej wiarygodnym potencjalnym współpracownikiem. Dzięki blogowi ktoś mnie zauważył prowadzenie go nauczyło mnie na temat social mediów i budowania marki tyle, że mogłam zacząć zajmować się PRem i promocją w sieci nie tylko siebie, ale i innych. To są duże plusy.

cat-in-tiny-glasses

 

3. Hart ducha (albo raczej hakunę matatę)

Gdyby ktoś nowo wchodzący do blogosfery spytał się mnie „Przepraszam, czy tu biją?” bez słowa wręczyłabym mu pałę, kask i kamizelkę kuloodporną i wskazała jego schron. Tak, tu biją, tak, tu nie wszyscy są mili, tak, upierdliwców mamy w bród. Podczas wszelkich działań w internetach często natykałam się na ludzi, którzy zdawali się nigdy z nich nie wychodzić i w ogóle nie kultywować życia jakiegokolwiek w tak zwanym realu, a ich aktywność w sieci ograniczała się do bezinteresownego utrudniania innym życia. Mi też zdarzały się naprawdę nieprzyjemne sytuacje. O większości z nich nie wiecie, bo Wam o nich nigdzie nie mówię – ostatnią rzeczą, którą bym chciała, to, żeby wybuchały publiczne awantury. Były bardzo nieprzyjemne słowa ludzi z innych blogów na mój temat, były rozmaite plagiaty wobec których zawsze pozostaje się w sieci zupełnie bezbronnym, były obraźliwe komentarze, były takie akcje z firmami współpracującymi, że słów brakuje… No i co zrobisz. Robisz swoje. I tyle. Aż tyle.

hakuna-matata-800x445

 

4. Książki (i inne sprawy)

Dary losu w tej branży są niewątpliwe i niezaprzeczalnie miłe. To nawet nie chodzi o  niewydawanie pieniędzy – bo jak się chce, to książki w dzisiejszych czasach da się tanio gdzieś „załatwić” – chodzi bardziej o szybki, niekiedy nawet przedpremierowy dostęp do nowości. Dzięki temu mogę Wam naprawdę na bieżąco opowiadać o tym co się w popkulturze dzieje. Bez współprac z wydawnictwami i firmami wszystko działoby się prawdopodobnie z paromiesięcznym opóźnieniem. A część rzeczy nie pojawiałaby się w ogóle, bo każdy portfelik ma swoje granice.

25348760_1549752321780718_289834985034979046_n

 

5. Ludzi. I to naprawdę niezwykłych

Dzięki prowadzeniu Inko w moim życiu pojawiło się mnóóóstwo całe nowych ludzi. Części z nich nie spotkałam jeszcze nigdy – to po prostu inni blogerzy, których zaczęłam regularnie czytać. Andrzej Tucholski, Riennahera, Nieidealna, Pani Miniaturowa i wielu innych napotkanych pokątnie w sieci na jednej z wielu agorowych grup, gdzie tacy jak my wciąż się kręcą. Z częścią z owych fajnych ludzi jednak przyszło mi się internetowo zaprzyjaźnić i poznać nieco bliżej – a jeśli chodzi o przyjaźnie, internet naprawde umie w tą grę. 😉

A najniezwyklejsi byli zdecydowanie ludzie na konwentach.

dsc2104_zpsxkpg9zjm

 

6. Poszerzenie horyzontów

Dzięki blogowi jestem, że tak powiem, up-to-date. Znam rozkład premier, wiem, gdzie co grają i jak głośno, którą nowość warto kupić, a którą spalić, kiedy targi, konwenty, kto ostatnio umarł, a kto się urodził słowem – co w trawie piszczy. I to mi się jakoś tak samo wie.
Poza wiedzą, że tak się wyrażę, bieżącą, wynikającą z rozmaitych newsletterów i myszkowania w sieci, dzięki blogowi dostałam też coś znacznie cenniejszego – nieraz poszukując jednej rzeczy natykamy się na drugą, a z kolei ta druga prawadzi nas do trzeciej… A każda następna jeszcze ciekawsza!
I w końcu zupełnie ludzkie poszerzenie horyzontów, które wynika nieco z punktu poprzedniego. Napotyka się tyle ludzi  nieraz o tak skrajnie odmiennym od naszego stylu życia… Że wprost nie da się pozostać zamkniętym.

 

7. Was.

(Zostawiłam to na koniec, żeby był największy efekt)

Blogowanie dało mi Was – Czytelników. To jest najbardziej banalny, ale jednocześnie najbardziej prawdziwy punkt tej listy. Zapewniam Was. Taki bezpośredni kontakt, uczucie, że nie pisze się w próżnię to absolutnie najlepsza część blogowania. Na facebooku stronę lubi prawie tysiąc osób, kilkaset na Instagramie, kilkadziesiąt obserwuje na WordPressie, a Czytelników stałych mam tylko kilku. W porywach do kilkunastu. I co? I nic. Tyle mi wystarczy. Dzięki temu mogę mieć z nimi personalny kontakt. Właśnie tym jest dla mnie blogowanie – dialogiem między mną a Czytelnikiem, interakcją, z której ja także coś wynoszę. Przecież ja nie jestem portalem informacyjnym, tylko człowiekiem.
Pamiętam, jak zainstalowałam sobie aplikację wyświetlającą kto nas ostatnio odfollowował na Instagramie. I w tej apce zobaczyłam, że moja najwierniejsza z obserwatorek, która oglądała stories od samego niemalże początku istnienia konta, właśnie się wyniosła. Pamiętam, że było mi wtedy autentycznie strasznie przykro. Gazecie informacyjnej nie byłoby przykro.

Dziękuję, że mnie czytacie. 🙂

Specjalnie dla Was Bohemian Rhapsody w wykonaniu Muppetów. Tylko ja mogłabym wysłać Wam coś takiego. 😀

 


Źródła grafik: 123

Reklamy

8 uwag do wpisu “7 rzeczy, które dało mi blogowanie – ★Międzynarodowy Dzień Blogera 2018★

  1. Same dobre rzeczy tu widzę. No wiadomo, niektóre ludki odbijają się czkawką ale tak naprawdę to osiągnęłaś bardzo wiele. Cenię sobie twój warsztat, wrażliwość na kulturę i sztukę oraz oczywiście poczucie humoru, które widać fajnie na instastory. Oglądam z przyjemnością.
    ❤️💋💋💋

    Miło mi, że docenia również osoby z branży. To jest mocna strona blogowania.

    Polubienie

  2. Punkt trzeci, czyli hart ducha najmocniej przykuł moją uwagę. Niezależnie od nakładu pracy i szacunku do czytelnika… bloger od czasu do czasu musi dostać w twarz błotem, albo czymś gorszym. 😉 Co zabawne… Kilka moich pierwszych tekstów można uznać za lekko kontrowersyjne. Ale nie wywołały burzy, na szczęście. Przyciągnęły tylko paru dziwnych ludzi, ale nieszkodliwych… Ale dość neutralne wpisy, które nie powinny nikogo urazić, przez pewne nadinterpretacje – zostały przez parę osób tak jakoś opacznie zrozumiane. Przyznaję – jako autor – iż czytając własny tekst 10 razy przed publikacją, nie wpadłbym na pewne rzeczy, wychwycone przez ludzi z moich tekstów. Być może przez niedokładne przeczytanie. 😉 Na szczęście to wyjątki w morzu pozytywnego odzewu (dość małym morzu, a raczej kałuży, bo to niszowy blog). No ale dość mocno zapadła mi w pamięć pewna dość nieadekwatna tyrada. Ze strony pewnego starszego ode mnie i bardziej doświadczonego autora, z którym chciałem uprzejmie dyskutować. No cóż, jego pierwszy komentarz nie sugerował napastliwości, która miała się dopiero zacząć…
    „Pamiętam, jak zainstalowałam sobie aplikację wyświetlającą kto nas ostatnio odfollowował na Instagramie. I w tej apce zobaczyłam, że moja najwierniejsza z obserwatorek, która oglądała stories od samego niemalże początku istnienia konta, właśnie się wyniosła. Pamiętam, że było mi wtedy autentycznie strasznie przykro. Gazecie informacyjnej nie byłoby przykro.”
    Czytelnicy odchodzą… i czasem wracają, nawet po długim czasie. Ale wierny czytelnik to, co innego. Taka strata psychicznie boli. I doprowadza do setki wątpliwości. Czy coś z moim pisaniem jest nie tak? Czy też zmieniły się preferencje czytelnicze odbiorcy? Takie pytania bez odpowiedzi… Dość gryzące.
    Pozdrawiam,
    WC

    Polubienie

  3. Dokładnie! Widzę, że czujesz bluesa 🤓 Aktywni czytelnicy i komentatorzy często nawet nie wiedzą jak bardzo są dla blogera ważni. A co do nieporozumień – cóż, w dobie wszechobecnej poprawności politycznej (tej w wydaniu grubo przesadzonym) nawet nie chcąc nikomu znaleźć za skórę jak raz przyciąga się takiego jednego z drugim, co wpadają na bloga jak meteoryty 😂 mam nadzieję, że nie miałeś dużych nieprzyjemności !

    Polubienie

  4. Biorąc pod uwagę zaawansowanych hejterów-arcywrogów, których posiadają niektórzy blogerzy, nie miałem aż tak dużych nieprzyjemności. 😉 Najgorsze pewnie dopiero przede mną, ale hart ducha już w miarę wyrobiony. 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s