Nowy sezon BoJacka, czyli gdzie się podział tamten Horseman

Święta, święta i po świętach – naczekaliśmy się troszkę my, netfliksowcy, na kolejny sezon serialu o panu Horsemanie, któremu do tej pory „co się polepszyło, to się popieprzyło”. W myśl tej zasady staczał się powoli, ale konsekwentnie po równi pochyłej, by wylądować w czwartym sezonie – chyba najbardziej skomplikowanym ze wszystkich do tej pory. Najpierw jednak rzućcie okiem na zwiastun, żebyśmy mieli przynajmniej lekkie podłoże pod rozmyślania o tym jaki jest koń. A jaki jest koń – każdy widzi.

Przede wszystkim – mam już problem z samym zwiastunem. Oglądałam go właśnie przed chwilą drugi raz (zamieszczając tu link) i doszłam do wniosku, że jest trochę słabo zrobiony. Wydaje mi się znacznie ciekawszy teraz, kiedy znam kontekst zawartych w nim scen, niż kiedy widziałam go przed oglądaniem sezonu – a chyba nie tak powinien działać trailer. Powinno się chyba jednak wybrać do niego sceny najbardziej kozackie wysyłając zgłodniałym fanom przekaz – całość będzie jeszcze bardziej kozacka!

Byłam bardzo ciekawa najnowszego sezonu, bo czwórka – a szczególnie historia szanownej mamusi naszego tytułowego konika – bardzo mi przypadła do gustu. Zachwyciła mnie idea wyposażenia bohaterów, co by nie mówić, kreskówki, w tak szeroko przedstawiony background psychiczno-przeszłościowo-rodzinny wyjaśniający większość ich motywów i zachowań. Lepszy niż w większości filmów mieniących się poważnymi. Ale – bajce wolno więcej, jak wiecie z mojego niedawnego wpisu.

Jednakowoż – najnowszy sezon jednak raczej mnie rozczarował. Dlaczego? Z trzech powodów:

negative-space-turning-television-tv-netflix-freestocks.jpg

Pierwszy – bardzo odstaje poziomem od poprzednich. Zwłaszcza pierwsze odcinki – po ich obejrzeniu miałam wrażenie, jakby ktoś tu komuś ostro przyciął budżet, scenarzysta zwichnął głowę, a reżyser akurat był na potężnym kacu i całą energię przekierowywał w niezaśnięcie. Widz też musiał całą energię przekierować w niezaśnięcie, bo one są zwyczajnie nudne. Brakuje im tego BoJackowego charakterystycznego polotu, tego absurdalnego dowcipu, tych dziwacznych zwrotów akcji (pojawiają się dopiero przy motywie nowego szefa Todda ( ͡° ͜ʖ ͡°) ).  Przykład dla ogólnych dłużyzn – odcinek „Darmowy churro” z przedługą przemową Horsemana. To wszystko poznaliśmy już w czwartym sezonie, naprawdę nie ma potrzeby tokować widzowi nad uchem w kółko jednego i tego samego.  Jego wieloakapitowy monolog dałoby się zawrzeć w jednym zdaniu. Jedynie smakowita końcówka ratuje ten odcinek.

Po drugie – nie lubię, jak w trakcie trepanuje się osobowości bohaterów i zastępuje innymi. Nie wiem, czy to zauważyliście, ale ja jestem wyczulona na tym punkcie niemiłosiernie i bardzo mi przeszkadza, gdy nagle bohaterowie zupełnie bez powodu zaczynają zachowywać się jakoś zupełnie inaczej niż do tej pory, zupełnie nie-po-swojemu. Najjaśniejszą była tu gwiazdą niewątpliwie Princess Carolyn, której stępiły się coś niecoś pazurki, ale i sam BoJack szczególnie na początku zachowywał się jak mdły cień samego siebie. Plusy z sytuacji – Diane chyba w końcu się ogarnęła, bo w poprzednim sezonie była nieznośna.

Po trzecie – co za dużo to niezdrowo i gorycz też ma swoje granice. Niedawno tak pisałam o BoJacku:

Wyobraźcie sobie, jakim serialem byłby BoJack, gdyby nie był animowany.

Niesamowicie nieszczęśliwy koleś w głębokim kryzysie, który ma wszystko w życiu poza jego sensem. Czego się nie dotknie to spieprzy i na oczach widza osuwa się w coraz czarniejszą otchłań. Za najlepszego przyjaciela ma bezdomnego, którego nieustannie obraża. Jego agentka to sfrustrowana, równie nieszczęśliwa kobieta, która postawiła w życiu wszystko na jedną kartę i okazało się, że to wcale a wcale nie był król. Kobieta, którą miał szansę pokochać, właśnie wychodzi za jego najlepszego przyjaciela, a z owym „przyjacielem” łączy go jedynie zimna i nieskrępowana niczym nić zazdrości.

Czy to byłby wesoły film?

Nie odpowiadajcie. Gorycz refleksji, którą niesie ze sobą BoJacek rozcieńcza jedynie forma serialu i idące za nią charakterystyczne perki. Sam fakt, że kreskówki traktujemy z przymrużeniem oka, zmiana bohaterów w zwierzęta, kilka gagów, trochę nawiązań do popkultury… I już nieznośna lekkość bytu robi się bardziej znośna.

No i ten sezon to była, cytując króla Foltesta, kropla, która przegięła pałę goryczy. Po prostu w pewnym momencie zaczęło się robić za ciężko. Tak statystycznie wręcz za ciężko – bo nawet jemu w końcu powinno się coś udać… Na szczęście pod koniec sezonu sytuacja nieco się odwróciła i nie został na języku posmak niedobrego syropku nieszczęścia.

bojack horseman wallpaper Beautiful The Simpsons ? Fan Fest

Sytuację ratuje znakomity odcinek Laseczki Peanutbuttera (te przejścia poomiędzy czasami! Dosko!) i nieco mniej znakomity, ale dość BoJackowy, że się tak wyrażę, Przewidziane zużycie (ten z aseksualnością aksolotla Yolandy i niewątpliwą seksualnością jej rodziny). Świetnym zabiegiem było też wejście do Philberta (serialu, w którym główną rolę grał Horseman) i połączenie go z BoJackową  rzeczywistością w rytm sypania się psychiki bohatera.

Co by nie gadać. I tak czekam na kolejny sezon Bo ja mam wierne popkulturalne serduszko.

A Wam jak się podobał najnowszy sezon?


Źródła grafik: Librestock, 2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s