„Virion 2: Obława”, czyli jak z chłopca zrobić mężczyznę

Właśnie oczy oderwałam od ostatniej linijki najnowszej części Viriona i natychmiast przeniosłam je na klawiaturę (a może raczej na ekran, bo przecież prawdziwi profesjonaliści piszą bezwzrokowo! :D). Dzisiaj coś dla inkoholików z obozu #teamziemiański. Z radością przedstawiam drugi tom, „Obławę”. Co znajdziecie w środku?

Gdzieś na krańcu imperium Virion znajduje osadę zamieszkałą przez wyrzutków, łotrów i uciekinierów takich samych, jak on.

W miejscu, gdzie nikt nikogo nie pyta o przeszłość mógłby znaleźć cichy kąt dla siebie i swojej niezwykłej żony. Chociaż na chwilę, zanim podejmie decyzję, gdzie ruszać dalej. Widmo wielkiej obławy zmusza go jednak do pośpiechu i uświadamia, że tak naprawdę…nie ma już gdzie uciekać. Poza granicami imperium ma do wyboru przeprawę przez szalejące morze, bezlitosną pustynię albo pogrążone w wojnie Królestwa, gdzie luańczyków witają naostrzonym palem. Może też usiąść na progu swojej chaty i modlić się, aby naganiacze z obławy go nie zauważyli. I byłoby to wyjście tak samo dobre, jak wszystkie inne, które Virion ma do wyboru, gdyby nie jeden mały szczegół. Za sprawą prefekt Taidy jego śladem rusza nie kolejny oddział zbrojnych, ale wyjątkowo zdolna czarownica. Ambitna, zawzięta i wyspecjalizowana w znajdowaniu ludzi. Oraz wredna na tyle, że za odpowiednią opłatą zadba o to, by znaleziony trafił w ręce zleceniodawcy żywy.

42477099_1884248061664474_7500110632327315456_n

W tej części nasz mały Virionek z mlekiem pod nosem, załamany i targany przez los za czuprynę i nie tylko zmienia się w tego przypakowanego drwala z okładki – i to nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim, psychicznie. Wątek szermierzy natchnionych interesował mnie ogromnie odkąd tylko wywęszyłam go w „Achai”, a opisy ich walk były jednymi z moich ulubionych fragmentów – z wielkim zaciekawieniem i ekscytacją obserwuję więc rozwój bohatera. Nie mogę się doczekać momentu, w którym dojdzie do opisanej walki z przyszłą Cesarzową… Świetnie będzie stanąć oko w oko z tą sceną tym razem mając w głowie pełną historię i znając charakter i motywy nie tylko Achai, ale i Viriona. To będzie wtedy starcie tytanów. Ale do tego jeszcze daleko.

Przyznam szczerze, że ma trochę problem z Ziemiańskim – i, sądząc po fandomie, nie tylko ja mam. To dla mnie pisarz zagadka – z jednej strony mogę powiedzieć z ręką na chlupoczącym atramentem sercu, że książki żadnego innego pisarza tak mnie nie wciągają. Serię o Achai czytam tak szybko, że pobijam wszystkie życiowe rekordy prędkości łącznie z tymi osiąganymi samochodem. Natomiast obok mamy takie cudaki jak Toy Wars, które każą się zastanowić  – o co tu tak naprawdę chodzi? 😀

But shut up and dance póki muzyka gra – a w drugim tomie Viriona gra znacznie żwawiej i bardziej harmonijnie niż w poprzednim. „Obława” to jedna z najlepszych książek Ziemiańskiego. Nie zdradzając nic ani nie spoilując – stylistycznie i pomysłowo końcówka wymiata tak, że spadłam z krzesła i nogami nakryłam. 😀

ZIEMIANSKI_Virion2-fb

A na koniec przypominam Wam znakomity kawałek El Voltage – co prawda o Achai, ale znakomicie oddaje cesarski klimat, który Ziemiański konsekwentnie podtrzymuje nawet w Virionie. Bo imperium musi trwać!

Jeśli chcecie mieć drugą część Viriona dla siebie – trwają obecnie dwa konkursy – jeden na Facebooku, drugi na Instagramie. To co, bierzecie? 😉

 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów.

fabryka-slow

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “„Virion 2: Obława”, czyli jak z chłopca zrobić mężczyznę

  1. Obława – najgorsza część z szeroko rozumianego cyklu o Achai. Najlepszy była pierwsza książka, druga też całkiem niezła, a potem zaczął się zjazd, przyspieszający z kolejnym tomem. Każda kolejna część to coraz mniej treści, a coraz więcej popisów ileż to autor nie jest w stanie napisać o dowolnym drobiazgu. Całą „Obławę” da się streścić w trzech zdaniach, bez żadnego uszczerbku dla treści, czy zrozumienia następnych ośmiu – co najmniej! – tomów serii o Virionie. Najwyraźniej autor postanowił finansowo wydoić temat, na ile tylko się da. No, skoro ludziska chcą czytać kolejne „achajki”, to Ziemiański, dosyć swobodnie władający piórem, im to zapewni w kolejnych, coraz bardziej opasłych tomach. Taki Sienkiewicz, w połowie objętości „Obławy”, opisał kilkuletnią podróż dzieci przez Afrykę, z wieloma wydarzeniami, przygodami, spostrzeżeniami czy ze zwrotami, które na stałe weszły do polszczyzny. A „Obława”? Książka, którą zapomina się zaraz po przeczytaniu. Bo nie ma o czym pamiętać.
    Ale ja nie o tym, bo takich zbędnych książek wydaje się rocznie tysiące. Otóż u Ziemiańskiego wkurzają mnie narracyjne bzdury, które myślącemu człowiekowi rozwalają całą, nieco jednak wątpliwą, przyjemność czytania o niczym. Po pierwsze cesarstwo Luan, największe państwo tamtejszego świata, obejmujące kilka stref klimatycznych, w powieści staje się czasami spłachetkiem wielkości powiatu, po którym można poruszać się błyskawicznie pieszo czy konno. Logika i tempo wydarzeń wykładają się na tak prostym fakcie, że piesze wędrówki po tak wielkim kraju muszą trwać. A tu – w ciągu jakiejś połowy roku – daje się zlokalizować Viriona, zorganizować przyspieszoną o dwa lata ekspedycję „oczyszczającą” pogranicze, dotrzeć tam, stoczyć kilka walk. A to przecież nie ta technologia, aby takie rzeczy mogły się czasowo domknąć. Ale mniejsza z tym, bo może faktycznie ówczesne mocarstwa były wielkości Holandii, a otaczające je państwa wielkości Luksemburga. Najbardziej wkurza mnie pomysł Ziemiańskiego, na którym oparta jest cała strategia obławy. Otóż wojsko – łapiące przestępców, niewolników i inne osoby w ten deseń – podpala wioski. Po to, aby zbiegowie nie mieli skąd brać żywności, gdzie korzystać ze schronienia. Rozpoczyna się eksodus chłopstwa ginącego przy tym jak muchy. A ci, którzy nie zginęli, pozbawieni środków do życia i tak trafiają w niewolę. Otóż, aby operacja łapania na pograniczu tych wszystkich mętów miała psychologiczny sens, to musi być przeprowadzana w okresach działających odstraszająco. Nie za często, bo przecież przyspieszono ją o dwa lata. A więc od obławy do obławy – w „regulaminowym” terminie – musi upływać 5, może 10 lat. Raczej nie 20, bo to dla przestępców wieczność, której przecież w surowych i dzikich warunkach nie dożyją. Zatem wychowawczy charakter takich karnych ekspedycji byłby wówczas umiarkowany. A teraz sobie myślmy nad reakcją chłopstwa na takie cykliczne obławy, połączone z całkowitym niszczeniem majątku spokojnych mieszkańców, ich śmiercią lub późniejszą niewolą. Obława nie może też być lokalna, obejmująca kilka wsi, czy „gmin”, bo jakiż to problem uciec z terenu, dla którego wojsko nie ma nawet map? Akcja pacyfikacyjna dzieje się więc na obszarze całego pogranicza. Pytam, kto w miarę zdrowy na umyśle, odważy się na ponowne zasiedlenie tego obszaru, zaludnienie go dziećmi, odbudowaniem całej materialnej substancji, wiedząc, że za lat 5 czy może nawet 20 zostanie wypędzony, zabity, oddany w niewolę. Gdybyż to miało miejsce raz, ale przecież obławy miały charakter cykliczny! Między kolejnymi najazdami własnych wojsk na pogranicze musiałoby mijać kilka pokoleń, aby pamięć o losie wolnego wcześniej chłopstwa poszła na tyle w zapomnienie, że jacyś śmiałkowie by się odważyli wyruszyć na te spustoszone ziemie. Ale to przecież bez sensu dla karnych ekspedycji, bo jak po kilku pokoleniach ustalić, kto jest nie tyle zbiegiem czy niewolnikiem, ale jego potomkiem w którymś tam pokoleniu?
    I na takim głupim pomyśle wykłada się cała spójność tej opowieści o niczym. Wiem, że to fantastyka z duchami, czarownicami, tajemniczymi mocami. Ale przecież nawet od fantastyki oczekujemy, że podobni do nas ludzie będą się zachowywali przewidywalnie. Będą się kochali, bali, umieli ocenić, co jest dla nich dobre, a co śmiertelnie niebezpieczne. A chłopstwo idące dobrowolnie na pewną, historycznie powtarzalną rzeź jest tu durne, jak mało kto. Nasze doświadczenie mówi, że gdy się raz sparzymy, to dmuchamy na zimne. Autorowi ta zasada życiowej ostrożności jest najzwyczajniej obca.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s