RECENZJA: House of Cards S6 – Frank’s not dead!

Drugi listopada. Na tą datę fani House of Cards czekają z utęsknieniem już od dawna . Już za parę dni, za dni parę po raz kolejny na ekranach rozbłyśnie przepiękna czołówka i będziemy mogli znów, już po raz ostatni, wejść do tego obrzydliwego, okrutnego świata strasznych ludzi, wielkiej polityki i nie mniejszych przekrętów. Bo na cóż innego czekać, jak nie na takie mocne akcenty?

House of Cards S6Frank's not dead!

Nie sposób zignorować afery związanej z molestowaniem, która wybuchła jakiś czas temu wokół Kevina Spacey wcielającego się w głównego bohatera serii i zaskutkowała natychmiastowym zwolnieniem go przez Netflixa. i, tym samym, wysiudaniem z serialu (w którym grał, przypominam, główną rolę). Abstrahując od całej sytuacji, wielu fanom, w tym mi, nasunęło się proste pytanie – jak oni sobie poradzą bez Kevina? Czy będą próbowali go zastąpić innym aktorem? A jeśli nie, czy Robin udźwignie główną rolę?

Jeśli to pytanie nadal kołacze się w Waszych głowach, mam dobrą wiadomość. Udźwignęła. Co więcej, wyniosła ją na zupełnie nowy poziom czyniąc z ostatniego sezonu prawdziwą perełkę – na dodatek nieco inną niż wszystkie pozostałe. Wright bez wątpienia wspięła się na wyżyny swoich aktorkich możliwości w tym sezonie – mogłabym oglądać jej wirtuozerską grę mikroekspresją do końca świata i jeden dzień dłużej. Cały HoCowy świat nowego sezonu tańczy jak im zagra, rzeczywistość nagina się wedle jej woli, nawet soundtrack zmienił swój charakter – stał się bardziej delikatny, finezyjny, dryfujący w między wysublimowaną klasyką a jazzowym jam session. Robin często i gęsto korzysta z możliwości „rozmowy z widzem” (zwracając się bezpośrednio do kamery) i tylko jemu ukazuje swoją ludzką twarz, co czyni z niego wspólnika – i zdecydowanie znacznie chętniej się „współpracuje” z nią niż z szanownym małżonkiem…

Skoro już jesteśmy przy nim – zasadniczo już dawno nie jest tajemnicą, co stanie się z Frankiem. Twócy serialu dobitnie ogłosili światu co zrobią z postacią za pomocą teaseru, w którym Claire stoi nad grobem męża. Mało brakowało, a szósty sezon HoC nie powstałby wcale – po zwolnieniu Specey’a Netflix przerwał zdjęcia do serialu i nie wiadomo było w gruncie rzeczy jak to się potoczy dalej. Sposób wybrnięcia z sytuacji jest dość prosty, ale niezawodny – dodatkowo nie jest tak znowu trudny do przeprowadzenia z racji momentu, na którym zakończył się poprzedni sezon (Claire przejęła stery, spojrzała w kamerę i powiedziała „Teraz moja kolej”). Na początku podejrzewałam, że po prostu ograniczą sceny z Frankiem do minimum korzystając z już nagranych, dublerów i technik komputerowych i zakończą wszystko plot twistem – pani Underwoodowa znakomicie wyszkolona poprzednimi sezonami posyła męża na dno, gdzie ten dogorywa w zapomnieniu, a ona sama macha ze szczytu. Ta opcja miałaby jednak minusy – to byłoby trochę nieprawdopodobne, że nagle ktoś taki przebiegły i wyrachowany jak Francis daje się wykiwać. Nawet jej.
Tylko, że opcja śmierci jest równie nieprawdopodobna – ktoś taki jak Francis nie umiera „tak po prostu”. Ale bez obaw – twórcy zadbali, żeby afera wokół Spacey’a nie przełożyła się na nędzny i niskobudżetowy koniec. To nie ten poziom. Francis is not dead – jest stale obecny, żyje i ma się dobrze we wspomnieniach, w konsekwencjach swoich czynów ciążących nad wszystkimi, którzy zostali oraz w samej powstającej i górującej nad wszystkimi Claire. Spacey zniknął, ale Underwood – bynajmniej.
Przesunięcie całej uwagi na Claire miało swoje skutki naturalnie także w samym plocie, w fabule – tu wiele zdradzić nie mogę, ale mogę powiedzieć tyle, że Claire bynajmniej nie jest mniejszym graczem niż Frank i rozgrywka będzie ognista. HoC nie byłoby kompletne bez dobrego przeciwnika na wysokim poziomie – do tej pory moim faworytem był prezydent Viktor Petrov, lecz rodzina Shepherdów drepcze mu po piętach. W jej najmłodszego członka – Duncana, wciela się Cody Ferm budując bardzo zagadkową postać. Billa zagra Greg Kinnear, a jego siostrę Anette – Diane Lane tworząc bohaterkę bardzo twardą, lecz niezwykle złożoną i pełną tajemic, znakomitą przeciwwagę dla pani Underwood i godne zastępstwo dla Patrici Clarkson, której postać delikatnie przesuwa się na dalszy plan. Poza nią powrócą także inne postaci widzowi już znane (m.in. Cate Durant, Doug czy Seth) – ale z pewnością nie wniosą na butach ani grama nudy czy spowolnienia akcji.
HoC to absolutnie ścisła czołówka seriali na mojej prywatnej liście – idzie łeb w łeb z „Opowieścią podręcznej” i naprawdę nie wiem, co bym wybrała, gdyby ktoś mi kazał zostać z jednym. Chyba jednak HoC. Kolejne sezony zmieniały coraz mocniej moje patrzenie na politykę – nie tylko amerykańską – i społeczeństwo, a najnowszy, szósty, sprawił, że zauroczyłam się na nowo. Poczułam się tak samo zszokowana i wodzona za nos jak wtedy, jeszcze nieświadoma niczego, zasiadłam do pierwszego odcinka. Nie mogę się doczekać, aż dooglądam sezon do końca, bo szkoda mi, okropnie szkoda, że to już ostatni sezon… Ale ze sceny schodzą niepokonani.

 


Źródło grafiki: strona FB House of Cards

Tekst powstał na zlecenie portalu Dzika Banda.
dzikabanda-social-1

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s