Ile kosztuje showbiz, czyli czy gwiazda ma życie prywatne?

Marcin Prokop, TVNowski prezenter, którego każdy z Was pewnie kojarzy, powiedział niedawno w programie u Kuby Wojewódzkiego, że uważa telewizyjne zarobki za niegodne – że przecież jak to tak może być, że jeden człowiek dostaje tak dużo pieniędzy za chwilkę pokazania twarzy i powiedzenia paru słów. Zyskał bardzo w moich oczach, bo byłam pewna, że w wielkim, kolorowym świecie showbiz nie ma miejsca na takie opinie – jednak zastanowiło mnie nieco to zdanie, zwłaszcza, że Wojewódzki odpowiedział mu wtedy coś w stylu „gościu, przecież ty sprzedajesz swój wizerunek”. Przypomniałam sobie wtedy jedną kropelkę z oceanu memów, która zalała internet przy okazji wycieku (a może raczej opublikowaniu…) informacji o szpiegowaniu nas przez Google. Na jednym obrazku Kaczor Donald budził się w środku nocy przerażony – podpis: kiedy Google kradnie mi dane, na drugim zasnął na powrót spokojnie – bo ogarnął się, że jego dane są nic nie warte.

No i właśnie tu docieramy do sedna.

Co warte są dane? Co warta jest prywatność? Czy w ogóle jest?

Czy gwiazda mażycie prywatne_

Ostatnio głośno się zrobiło w internecie o pewnym wywiadzie (który mnie osobiście zachwycił) i wokół którego wybuchła bardzo brzydka burza, która świetnie wpisuje się w moje rozmyślania.

Jeśli nie wiecie o co chodzi, koniecznie zerknijcie tutaj:

Jak to śpiewał Freddie Mercury, „inside my heart is breaking, my make-up may be flaking, but my smile… still stays on”…. 

Większość reakcji na wywiad była zdecydowanie pozytywna – i dobrze. Mam wrażenie, że dużo dobra przyniosło złamanie przez Chylińską zmowy milczenia, pokazanie, że show-biznes jest naprawdę dla prawdziwych rekinów, które jak poczują zapach krwi – rozszarpią na strzępy. Że w tym wszystkim prawda, dobro, piękno i przede wszystkim CZŁOWIEK gdzieś ginie.

Jaki był główny zarzut przeciwników, chociażby na serwisie Joemonster? (celowo nie wstawiam odnośnika do artykułu, jak będziecie chcieli to znajdziecie) A taki: że na koniec okazuje się, że wywiad powstał w ramach promocji najnowszej płyty artystki, Pink Punk. 

No i co z tego, ja się pytam?

To nie jest jakaś tajemna informacja, że artyści (piosenkarze, pisarze, aktorzy, scenarzyści, malarze, rzeźbiarze i cała masa innych) przelewają w swoją sztukę SIEBIE. Tego się nie da uniknąć, a przede wszystkim nie trzeba – z jakiegoś powodu miliony osób potrafią zebrać się na wielkim stadionie wokół jednej jedynej. Wnętrze, charyzma, osobowość, talent – to właśnie ciągnie ludzi i to jest pochodną życia wewnętrznego, doświadczeń, przejść, charakteru. Dla mnie utwór jest jak naczynie, w które autor przelewa siebie z całym swoim bagażem – od odbiorcy zależy jedynie to, jak owe dzieło mu posmakuje. Nie da się jednak nigdy tego oddzielić – i w związku z tym totalnie nie rozumiem zarzutu – hej, to jest wywiad promujący płytę, bo #breakingnews TA PŁYTA TEŻ JEST O NIEJ. Ona napisała, ona wykonała, ona stworzyła.

Tylko, że takie podejście w bezpośrednim skutku prowadzi do pytania z tytułu – jeśli sztuka jest pochodną jej życia, to czy gwiazda może mieć jakiekolwiek życie prywatne?

Myślę, że jest to cholernie trudne, ale nie niemożliwe i że kluczem do tego jest po prostu zobaczenie w tym wszystkim człowieka. W dzisiejszych czasach bardzo ciężko jest zachować anonimowość, a działając gdziekolwiek zaczyna się wyskakiwać w wyszukiwarkach i jest to nie do uniknięcia. Nieliczni decydują się na jasną i bardzo sztywną granicę między „prawdziwym życiem” a „życiem scenicznym” tworząc pozę, zakładając maskę albo nie wychodząc z domu. Muzycy Daft Punk i Lordi, Jude Law w roli młodego papieża czy choćby nasz rodzimy przykład, trójkowy dziennikarz Piotr Kaczkowski, który słynie z tego, że unika fotoreporterów jak ognia i na ścianki wszelkiej maści. Jednak obecnie niestety jest tak, że by być anonimowym chyba trzeba by zaszyć się w pustelni na środku lasu i nie kontaktować się z nikim,  a już na pewno nie działać nie daj borze tucholski w internecie – bo, jak pisał w swojej książce Hunt, „zawsze znajdą się tysiące, które zechcą powiedzieć milionom”. Może więc warto zadać sobie właśnie takie pytanie – dlaczego tak jest? Dlaczego osoby znane muszą niekiedy uciekać się do skrajności, żeby zapewnić sobie komfort i bezpieczeństwo? Przecież logicznie rzecz biorąc z racji swojego dorobku zasługują na jeszcze większy szacunek ze strony swoich fanów niż przypadkowy człowiek.

Przypomina mi się tutaj pewna sytuacja – kiedy oglądałam „Finnish summer with Turisas”, znakomity dokument o jednym z moich absolutnie ulubionych zespołów, strasznie byłam wstrząśnięta momentem, w którym Matthias, wokalista, po zejściu ze sceny pochyla się nad trawnikiem i, przepraszam za wyrażenie, zwyczajnie rzyga ze zmęczenia. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że tak naprawdę tak zwane gwiazdy i celebryci to dokładnie tacy sami ludzie jak my – jedzą, śpią, chorują, nawet przecież do kibla chodzą. I mam wrażenie, że do niektórych to nie dociera. Bo gwiazda to część mnie, bo ona należy do mnie, bo nie ma miejsca, w którym krępowałbym się zażądać autografu, bo przecież ona jest DLA MNIE, to MI się należy.

Otóż nie. Nie krzywdź swojego idola, jak w „Pachnidle” Suskinda, daj mu żyć. Granice swojej prywatności ustawia on sam, a Ty je po prostu uszanuj. Kiedy coś Ci chce dać – weź. Ale nie wyrywaj.

Wniosek? Kiedy fanowie zaczną być ludźmi, to i gwiazdy będą mogły wreszcie zacząć nimi być.

A tak na koniec… Uważam „Show must go on” za absolutnie najsmutniejszą piosenkę Queenu i raczej już nic tego nie zmieni. „Inside my heart is breaking, my make-up may be flaking, but my smile… still stays on”….


Źródła grafik: strona FB Agnieszki Chylińskiej, strona FB Planety Singli

2 Comments

  1. Tak już niestety jest, że im ktoś jest sławniejszy, tym większe rzesze do siebie przyciąga i tym większą wzbudza ciekawość. A widz pragnie, szuka i drąży. Na wszystkie możliwe sposoby. I tylko od tej sławnej jegomości zależy, jak tym wszystkim pokierować, żeby zgarnąć największe korzyści.

    P.S. Queen ma wiele smutniejszych kawałek (Love Of My Live, You Take My Breath Away czy These Are The Days Of Our Lives), ale akurat ‚Show Must Go On’ jest moim ulubionym ich utworem 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s