Recenzja patronacka: „Pieśń o Warszawie”

Kiedy zginie roślinność, ludzkość umrze razem z nią.
Oskar żyje na granicy społeczeństwa po tym, jak oskarżono go o tajemnicze morderstwo. Warszawiacy już wydali na niego wyrok, zwłaszcza że znał ofiarę. Co naprawdę stało się tamtego tragicznego dnia?
Chłopak otrzymuje zadanie, od którego zależy jego los – bezlitosny wyrok lub całkowita amnestia.
Pieśń o Warszawie to opowieść o poczuciu winy, nadziei i trudnych wyborach. Wszystko to na tle postapokaliptycznej Warszawy i umierającego świata.

I jak Wam to brzmi? Bo mi przepysznie – zwłaszcza, że za piórowymi sterami zasiadła królowa polskiego obszaru postapo – sama Nerd Kobieta!

 

Dobrze sie dzieje w państwie Piasta, że takie babki biorą się za postapo, bo to jest taki fajny gatunek, który ma bardzo wiele twarzy. Mamy lód, śnieg, ogień, obce planety, cofanie się i powrót do jaskiniowców po wojnie nuklearnej, albo wręcz przeciwnie – rozkwit technologii i z wygranie katastrofą… Dominika zabiera nas za to na wycieczkę do swojego własnego miasta – tylko za kilkaset lat.

Dawno nie czytałam książki z tak wyrazistym światem – i taki klimat uwielbiam. Kiedy miejscem akcji jest miasto, które znam, czuję, że takie postapo jest niemalże na wyciągnięcie ręki, tuż-tuż. Wisła, konkretne mosty, metro, BUW, dzielnice, szczególnie Praga – każdy dostał swoją odpowiednią rolę potęgując wrażenie, ze głównym bohaterem wcale nie jest młody goniec, a sama Stolica. Panna Nerdówna dokonała niemożliwego, ponieważ ja osobiście Warszawy wprost nie cierpię 😀 – a po lekturze POW mam nieodpartą ochotę wybrać się na trip po tym mieście i z książką w ręku ruszyć śladami bohaterów.

No właśnie, bohaterów – jeśli lata szczenięce macie już za sobą i nastolatkowie jawią się Wam jako nie do końca poznana grupa społeczna, może być Wam ciężko podróżować przez świat z Oskarem i przyjaciółmi. Reprezentują oni całą gamę baaardzo typowych dla tego wieku zachowań, udowadniając, ze świat się może i zmieni, ale ludzie nigdy… 😀

Wiecie po czym poznaję dobre postapo (i jak przyporządkowałam do tej żadnej grupy POW)? Poznaję po tym, że kiedy je czytam, cały czas towarzyszy mi lekki dreszcz niepokoju, mówiący cichutkim głosikiem „to mogłoby Cię spotkać…”. Takie poczucie bliskości. W efekcie zupełnie nowego, wyrazistego smaku nabiera beztroskie patrzenie w niebieskie niebo, oddychanie nienapromieniowanym powietrzem, jedzenie nieradioaktywnych potraw i przede wszystkim cieszenie codziennie oczu zielenią, której brak w niemalże każdym dziele opowiadającym o przyszłości ludzkości. Raczej smutny czeka nas scenariusz.

Parafrazując klasyka – wygląd jest, ilość jest, smak jest. Niniejszym więc POW awasowała na moją najbardziej ulubioną wariację na temat Niemenowskiej pieśni. A na drugim miejscu jest remiks Denisa7. Częstujcie się więc oboma – muzyką już teraz…

… a książką już niedługo. Premiera 20 lutego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s