Recenzja przedpremierowa: „Karpie bijem” – wielki powrót Wędrowycza

Dzisiaj będzie krótko, lecz treściwie – ponieważ dokładnie taka jest książka której wam zamierzam opowiedzieć… A może nie dokładnie książka, a jej szacowny główny bohater. Przedstawiać go nie trzeba chyba żadnemu fanowi fantastyki – przed Wami z prosto z Wojsławic, heros i zażywny dziad w jednym, Conan Destylator, Barbarzyńca, przed którym drżą zarówno niebiosa jak i piekielne czeluście, Wzorcowy Pradziadek, moc tysięcy megawatów skrytych pod czapką uszanką, Król Klinów, spacerujący między wymiarami w swoich niezastąpionych walonkach, Homo Sapiens Bimbrownikus – a teraz także Pogromca Karpi… Jakub Wędrowycz!
<tu proszę o brawa>

To już dziewiąta (lecz zdecydowanie ogromnie wyczekiwana) część wędrowyczowej serii, która nieustannie niestrudzonyn i niegasnącym źródełkiem wypływa spod pióra Andrzeja Pilipiuka – i niech wypływa jak najdłużej, bo świat bez Jakuba będzie okropnie pusty. Zbiór jak zwykle zawiera w sobie kilkanaście opowiadając zróżnicowanych treściowo i stylistycznie – ale każde z nich łączy obecność JEGO: zawsze niepodrabialnego, bezczelnego, celnym kopniakiem wysadzającego z zawiasów drzwi zarówno do księgarni jak i do Waszych czytelniczych umysłów.

Powiedzieć że Karpie bijem przeczytałam z przyjemnością to nie powiedzieć zupełnie nic. W moim osobistym plebiscycie zbiór ten nie prześcignął najlepszych według mnie początkowych części serii (mój faworyt: Weźmisz czarną kurę), natomiast zdecydowanie plasuje się wyżej od spadkowych czasów Homo Bimbrownikus czy Trucizny. W najnowszej części Autor (a może sam Jakub?) pozwala sobie na nieco więcej niż dotychczas – od miłosnych podbojów głównego bohatera (w końcu poznajemy tajemnice szanownej małżonki – Pani Wędrowyczowej), przez parę fabularnych elementów spod znaku „edgy” (ale czyż cały Jakub nie jest edgy…?) aż po wiele wycieczek osobistych i politycznych odwołań (nawet na ilustracjach wprawne oko doszuka się łudzących podobieństw…). Jednak wszystkie te elementy nie ujmują KB, wręcz przeciwnie – dodają smaku nieco pikanterii i porządnego walnięcia obcasem (gumofilca ma się rozumieć), które wcale niełatwo znaleźć w czasach politycznej poprawności.

Karpie bijem będzie miała swoją premierę już niedługo, podczas obchodów dni Jakuba Wędrowycza w Wojsławicach – i chyba nie muszę Was już teraz specjalnie zachęcać. Kiedy zaprasza ktoś taki jak on po prostu się nie odmawia. Ten Pan składa propozycje wyłącznie nie do odrzucenia 😏

 


Recenzja powstała w ramach współpracy recenzeckiej z wydawnictwem Fabryka Słów.

52363069_10157034273133774_2143094419056754688_n.png

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s