Recenzja: „Czerń i purpura” – czy romans obozowy ma prawo istnieć?

„On miał 22 lata, gdy z własnej woli trafił do Auschwitz, żeby nadzorować zagłady. Ona miała 20 lat, kiedy pierwszym kobietę transportem jechała właśnie tam żeby umrzeć.” I tutaj rozsądnemu czytelnikowi włącza się wyjący alarmem i błyskający czerwoną diodą alert – czy mamy do czynienia z tak zwanym „romansem obozowym”, szczególnie niefortunnym gatunkiem, w którym na kanwie naprawdę tragicznych wydarzeń historycznych ktoś osadza sobie romantyczną love story i miesza bestialskie życie i mordy w słodko tęczową historyjkę?

Tego się obawiałam, jednak okazało się, że ta historia rzeczywiście wydarzyła się naprawdę – pierwowzorami bohaterów powieści byli Helena Citronova i Franz Wunsch – i to sprawiło, że z wielką ciekawością i porządnym kredytem zaufania podeszłam do historii i postanowiłam dać jej szansę.

v2dr8ks

Opowieść oparta na faktach. Miłość młodego esesmana do żydowskiej więźniarki. I przerażające piekło Auschwitz.

Słowacja, 1939
Wywodząca się z szanowanej żydowskiej rodziny prawniczej, niezwykle uzdolniona muzycznie Milena Zinger właśnie zostaje studentką konserwatorium. Jej beztroskie życie przerywa wybuch II wojny światowej. Zingerowie momentalnie stają się obywatelami drugiej kategorii, którzy każdego dnia muszą walczyć o przetrwanie.

Austria, 1939
Franz Weimert ulega wpływom nazistowskiej ideologii: wstępuje do Hitlerjugend, a po śmierci brata – żołnierza poległego podczas walk o Warszawę – zgłasza się ochotniczo do SS. Szybko przestaje odróżniać dobro od zła… Wiosną 1942 roku wybiera służbę w obozie koncentracyjnym Auschwitz.

Drogi Mileny i Franza przetną się w najmniej spodziewany sposób. Przerażona, skazana na powolną śmierć dziewczyna, która znalazła się w pierwszym kobiecym transporcie do Oświęcimia, chce za wszelką cenę przeżyć piekło niemieckiego obozu zagłady. I los daje jej szansę: ma zaśpiewać na suto zakrapianych urodzinach swego wroga – młodego esesmana, który na jej oczach z zimną krwią zamordował bezbronnego więźnia.
Poruszony śpiewem Mileny Franz zaczyna się nią interesować. Tak zrodzi się jedna z najbardziej poruszających i niezwykłych historii miłosnych czasów Holocaustu.

Czerń i purpura wywołuje uczucie ambiwalentne. Zacznę od tego negatywnego bieguna, ponieważ to on pierwszy rzuci się czytelnikowi w oczy – czuć go bardzo mocno już od pierwszych stron. Chodzi mianowicie o to, żeorma tej powieści jest tak PROSTA, jakby pisał ją czwartoklasista tworzący w czoła pocie wypracowanie w ramach pracy domowej z polskiego. No naprawdę, liczyłam – mamy to około jedno zdanie złożone na stronę i jeden dialog na rozdział, a reszta to są po prostu proste, żeby nie powiedzieć gorzej opisy pokroju audiodeskrypcji tego, co się dzieje. To sprawiło, że po pierwszym rozdziale miałam ochotę rzucić tą książkę w kąt aż by zafurkotała – wydawało mi się, ze nie przebrnę. Ciekawiła mnie jednak bardzo fabuła, ciekawiło mnie to jak połączyły się te losy i przede wszystkim, czy ta historia zostanie przedstawiona ze smakiem, czy może jednak dołączy do bardzo długiej listy słabych romansów osadzonych na drugiej wojnie światowej pokroju powszechnie znienawidzony Tatuażysta z Auschwitz. I bardzo dobrze, że jednak wytrzymałam, bo miłości przedstawionej z takim smakiem i z takim szacunkiem nie widziałam już naprawdę bardzo dawno. Ja jestem w stanie uwierzyć, że Helena i Franz spotkali się, jestem w stanie uwierzyć, że to wszystko przebiegło dokładnie tak jak było opisane w książce, ponieważ jej zgodność z realiami obozowymi, z rzeczywistością II wojny światowej jest jak żywcem wyjęta z podręcznika od historii.

57614913_2190955547660389_9450263786029056_n

Czym się to dokładnie objawia? Przede wszystkim główni bohaterowie nie pozwalają sobie na jakiś wielki wybuch uczuć – ta miłość sprowadza się do naprawdę drobnych z punktu widzenia człowieka żyjącego w czasie wolności, bardzo drobnych dowodów przywiązania i miłości i szacunku. Dla wszystkich, którzy sądzą po pozorach i albo uważają, że to jest niemożliwe i koniec, bo Niemiec nie zakochałby się w Żydówce i to jest obrzydliwe, że ktoś to wymyśla i tak dalej i tak dalej.

II wojna światowa była wojną totalną – a na wojnie totalnej dzieją się totalne rzeczy. To po pierwsze. Po drugie – w tak strasznej rzeczywistości ludzki umysł i ludzkie serce jakby na przekór chcę żyć, tworzyć, kochać i podejrzewam że paradoksalnie wtedy miłość jest jeszcze silniejsza. Poza tym naprawdę nie każdy Niemiec nie był ideowcem – jestem pewna, że dość duża część po prostu miała w głowie ten sławny ordnung, a kobieta była dla nich kobietą, a nie przeciwnikiem politycznym.

Jak więc pogodzić te dwa skrajne aspekty? Jak połączyć w jedną ocenę dwa ambiwalentne przemyślenia? Formę oceniłabym jako 3 na 10, fabułę – 9/10. Niezła rozbieżność, nie?

56666765_2168565909899353_4792423211520229376_n


Recenzja powstała na zlecenie portalu Dzika Banda.
17799141_1464407273622655_5516128418046412507_n

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s