[FREELANCER RADZI] 4 sposoby planowania czasu (gościnnie: planer Archie’s Calligraphy)

Ci z was którzy obserwują mnie na mediach społecznościowych prawdopodobnie orientują się, że z zawodu jestem wolnym strzelcem – czyli innymi słowy latam po bezkresnych rubieżach internetu wyimaginowanym łukiem w poszukiwaniu zleceń. Jaki tryb życia jest dosyć specyficzny – szczególnie, że wiąże się bardzo często z pracą zdalną, której efekty możecie podziwiać właściwie każdego dnia, bo bardzo często dzielę się nią na InstaStories albo udostępniam teksty dla konkretnych redakcji. Może zewnątrz wygląda to bardzo fajnie, ale zdecydowanie ma w sobie kilka potężnych mankamentów – jeśli nie problemów,  to na pewno trudności. Jedną z nich jest bezwzględna wręcz potrzeba sprawowania nieustannej kontroli nad własnym czasem – bo tutaj biczyka nad głową tak naprawdę nie ma i nikogo nie obchodzi kiedy zrealizujesz zlecenie, ważne, żeby wyrobić się do deadline’u. A człowiek przyzwyczajony do tego, że najpierw tokuje mu nad głową przedszkolanka, później wychowawca, później nauczyciele, ćwiczeniowcy, wykładowcy, profesorowie i cała ta ferajna, aż w końcu kończy pod skrzydłami dyrektora czy innego menadżera.
W związku z tym można wypracować sobie pewne bardzo konkretne metody, które pozwolą jak najefektywniej zrealizować założone sobie na dany dzień zadania. Mogą być stosowane nie tylko w pracy, ale też w zupełnie zwykłych sytuacjach z życia codziennego – przed Wami 4 freelancerskie sposoby planowania czasu zaczerpnięte z systemu Bullet Journal.

free

Słowem wstępu: czym jest sam Bullet Journal? Żeby to wytłumaczyć, posłużę się krótką historyjką, którą popełniłam jakiś czas temu dla Label Magazine (yikes, cytuję sama siebie! 😀 ):

BuJo, bo tak nazywają Bullet Journal jego użytkownicy, to system planowania opracowany przez Ryder Carrolla, designera z Nowego Jorku (skądinąd syna sławnego pisarza Jonathana Carrolla). Można w nim zawrzeć wszystko – od listy zakupów i planu przedświątecznego sprzątania po organizację własnej kariery zawodowej i swojego życia jako całości. Codzienne wpisy, tzw. dailies, habit trackery, kolekcje, indeksy, future log – garść podstawowych informacji, kilka tygodni praktyki i po jakimś czasie użytkownik zauważa, że rzeczywiście zadania wykonuje efektywniej, ma większą kontrolę nad czasem i wszytko zebrane jest przejrzyście i klarownie w jednym miejscu. Carroll zapoczątkował ogromną modę, która wydaje się być lekarstwem na codzienną dezorganizację. Internauci prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych sposobów na usprawnianie i uefektywnianie swojego BuJo i, tym samym – swojego życia.

Źródło: LabelMagazine.pl

Czyli Innymi słowy Bullet Journal to system planowania, który prawdopodobnie każdy z Was kiedyś w swoim życiu przynajmniej raz stosował (albo przynajmniej się z nim zetknął) tylko nie wiedział że ma taką mądrą nazwę jest w jakikolwiek sposób usystematyzowany.

SPOSÓB 1: Future Log

Dokładnie takim przypadkiem jest Future Log – to dokładnie zwyczajne planowanie w bardzo prosty graficznej sposób przyszłych miesięcy tygodni lub dni. Dzielimy sobie stronę (lub korzystamy z już narysowanej podziałki jak to jest w przypadku planerów) na takie interwały czasowe, jakie są dla nas najwygodniejsze i najbardziej praktyczne. Potem uzupełniamy je planowanymi wydarzeniami z naszego życia – zarówno zawodowymi jaki osobistymi, bo przecież wszystkie mają być przeżyte przez nas i tak samo biją się o nasz czas i energię. Dzięki temu zyskujemy lepszą kontrolę nad swoim czasem, umiemy wyłuskać te okresy, w których mamy mniej pracy i możemy poświęcić się na przykład intensywniejsza w życiu towarzyskiemu czy rodzinnemu –  lub też przeciwnie, mamy dużo roboty i musimy po prostu docisnąć. Dla mnie osobiście najbardziej sprawdza się system tygodniowy, bo ten interwał czasowy jest jakoś najnaturalniejszy przy moim trybie życia, ale korzystam też z miesięcznych i rocznych hasełkowych planów, żeby mieć mniej więcej ogląd na sezon urlopowy, sesję, czy jakieś ważne wydarzenia, które są zaplanowane z dużym wyprzedzeniem.

 

 

SPOSÓB 2: Listy

Przy tym punkcie prawdopodobnie parskniecie – bo po kiego grzyba dorabiać filozofię do czegoś tak zupełnie trywialnego (no pewnie, Inko, weź, kobieto, lista zakupów wisi na mojej lodówce odkąd żyje a ty mi teraz wyjeżdżasz z jakąś wysoką sztuką!). Do używania list do planowania praktycznie wszystkiego – od poważnych zawodowych zleceń, aż do skarpetkowych dream zakupów – przekonała mnie Riennahera. Napisała kiedyś, że sprawia gigantyczną przyjemność samo wykreślanie kolejny zrealizowanych punktów, ma poczucie, że zrobiła coś konkretnego – zwłaszcza jeżeli rozdrobnienie się większe zadania na kilka mniejszych kroków i potraktuje się każdy z nich oddzielnie. To coś czysto psychologiczneg, rodzaj gratyfikacji satysfakcji z wykonanej pracy i własnego wysiłku, po prostu docenienie siebie i pokazania samemu sobie: zobacz, zrobiłeś dziś to, to i to. Nic tak nie zamyka ust wewnętrznemu krytykowi. Dodatkowe zyskiem ze stosowania list jest właśnie takie rozbijanie wielkich Goliatów na małe Dawidy – kiedy ma się jakiś potężny długofalowy projekt ciężko ogarnąć go myślami na samym początku, trzeba gryźć ostrożnie, żeby się nie zadławić.

A tutaj macie inne opcjonalne, ładne użycie tabelki listowej do schludnego indeksu – to jest jedna z niewielu części planera, które są tak uporządkowane… 😀

 

 

SPOSÓB 3: Habit tracker

O, to już nareszcie nieco wyższa szkoła jazdy – ale na tyle niska, że ja sobie dałam radę, więc wy tym bardziej też. Habit trackery to w dosłownym tych słów znaczeniu „tropiciele zwyczajów”. To rodzaj tabeli w której w wierszach macie konkretne umiejętności, które chcecie wyćwiczyć, albo nawyki, które chcecie wykształcić, a w kolumnach – kolejne dni miesiąca. Jeśli uda wam się tego dnia osiągnąć zamierzony cel  – zamalowujecie kratkę. Jeśli nie – zostaje pusta. Dzięki temu macie lepszą kontrolę nad swoimi postępami, widzicie, co idzie wam świetnie, a co jak przysłowiowa krew z nosa i (dokładnie tak samo jak w przypadku list) może cię docenić siebie za własny, konkretny wysiłek.

 

SPOSÓB 4: Koło rozwoju

Na koniec zostawiłam metodę najmniej konkretną, a najbardziej zahaczającą o filozofię mindfullness. Koło rozwoju działa troszeczkę jak habit tracker, ale nie jest rozciągnięte na czas a skupione na chwili obecnej, działa bardziej interwałowo. Dla przykładu: uznaję, że najważniejsze obszary w moim życiu, które chce w tej chwili rozwijać i na które chcę poświęcać swój czas to rodzina, znajomi, praca, uczelnia, sport, sen i dajmy na to joga, medytacja albo nauka szwedzkiego. Wtedy rysuję koło, dziele je na tyle części, ile mam wybranych obszarów i zamalowuje nie w takim stopniu w jakim w mojej opinii w tym momencie je realizuje. Dokładnie takiego samego pomiaru dokonuje na przykład za miesiąc albo za rok i obserwuje swoje postępy.

 

 

No,  no wiem jak na mnie patrzycie – przyznajcie się, nie wierzycie mi za grosz w moje plastyczne zdolności. I trudno mi się wam dziwić –  dobrze wiecie, że ze sztuki to ja tylko patyczaka umiem narysować albo słonia tyłem. Ale to tak naprawdę nie jest ważne – najważniejsze, że strony mojego planera są dla mnie zrozumiałe i po prostu nie nudne! #encouraginginko

A wszystkim niewiernym Tomaszom, którzy muszą mieć dowód – pokazuje! Oto unboxing paczki i pierwsza w moim życiu time-lapse:

★ KONKURS! do wygrania planer ★

Tak naprawdę wprowadzeniu planera czy też Bullet Journala najfajniejsze jest to że notes każdego z nas będzie wyglądał totalnie inaczej – nie tylko dlatego, że mamy codziennie inne wyzwania, lecz z  powodu różnorodnych preferowanych technik, które do nas przemawiają.

Tak czy siak możemy skorzystać z wydrukowanych już pomocy – jedną z nich jest planer od Archie’s Calligraphy, który jest głównym bohaterem dzisiejszego wpisu. Wewnątrz znajdziecie oddzielne miejsce na zaplanowanie całego roku, 12 miesięcy, wszystkich po kolei tygodni oraz przestrzeń na indeksy, gotowe tabelki do habit trackerów i kartki na Wasze własne notatki. Prawdopodobnie pytaniem wielu z Was będzie: czy papier nadaje się do pióra i nie będzie mi się brzydko rozpływał albo przebijał? (Tak, pamiętam o was wy wszyscy którzy wiecie, skąd wzięła się nazwa ” inkoholiczka” – dusza piórowca jeszcze we mnie nie umarła!) na szczęście mogę Was uspokoić – papier jest totalnie przyjazny stalówkom i wiem to, bo sama ich na co dzień używam (idąc bezwstydnej grubości większej niż M). Archie wie co robi, bo jego sklep specjalizuje się w artykułach do kaligrafii, więc nawet najbardziej podejrzliwi z Was z łopatkami BB w ręce powinni być zadowoleni. Jeśli zaś nie lubicie kiedy Wasz planer lub też notes jest zupełnie goły i wesoły, możecie wybrać sobie do niego skórzaną okładkę w jednym z 5 dostępnych kolorów.

 

I teraz wielki finał: na hasło

INKO2019

otrzymacie w sklepie Archiego 10% zniżki – bierzcie i częstujcie się kodem promocyjnym wszyscy 😀

Mam dla Was też niespodziankowy konkurs (który wcale aż taki niespodziankowy nie jest, ponieważ zapowiadałam go od momentu w którym otrzymałam od Archiego w ogóle paczkę).

Do wygrania jest do wyboru: notes lub opisany przeze mnie planer !(tylko uwaga, bez okładki 🙂

 

Jak zwykle macie na udział 10 dni, a wszystko dzieje się symultanicznie na Inko Facebooku i Inko Instagramie. Czyli kliniknijcie o tutaj:

fblogo

albo o tutaj:

Screenshot_20181016-120437 (2)

… i do dzieła! Życzymy powodzenia!

 


Artykuł sponsorowany – gościnnie wystąpiła firma Archie’s Calligraphy.

a-calligraphy.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s