5 typów konwentowiczów, czyli co dla kogo na FALKONie

Sztandarowy lubelski konwent zbliża się wielkimi krokyma. Brunetce na plakacie już powiewają włosy, Cytadelo-Syriuszowcom praca w rękach się pali, konwentowcy wysupłują ze swych kieszeni wszelkie gromadzone tam miesiącami drobniaki i powoli zaczynają się porządnie emocjonować. No właśnie – konwentowcy. To uczestnikami stoi każdy tego typu event – fanami właśnie. A kto po konwentach szlaja się, włóczy i wałęsa nałogową mniej lub bardziej, zobaczy na każdym z nich kilka gatunków fantastów w ich naturalnym środowisku. Zapraszam dzisik na wycieczkę  z kamerą  z piórem z klawiaturą wśród Falkonowej dżungli. Dla każdego z nich mam garść subiektywnie wybranych z programu propozycji – a nuż coś przedstawicieli zaciekawi! 😉 Także każdemu według potrzeb, wiśta wio, jadymy.

FALKON620x320

Czytaj dalej

Reklamy

„Księga nocnych kobiet”, czyli literacki czarny diament

Dzisiaj taryfy ulgowej nie będzie. Dzisiaj zobaczycie, że „Droga do domu” to kaszka z ciepłym mleczkiem podana o poranku prościutko do łóżka.

Lilit rodzi się jako niewolnica, ale nikt nie potrafi jej zniewolić. W jej żyłach płynie „krew Kromanti, co nigdy nie zna stanu niewolnego, zmieszana z białą krwią, co zawsze zna wolność, i gna w żyłach Lilit jak pożar lasu”. Inne niewolnice dostrzegają w dziewczynie obecność ciemnych, pradawnych mocy. Patrzą w zielone oczy tej „rogatej duszy” z podziwem i przerażeniem. Widzą w Lilit sprzymierzeńca w swojej sprawie – w zaciszu pobliskiej jaskini planują bowiem rewoltę przeciwko znienawidzonemu massa, nadzorcom i batowym. Z czasem jednak niepokorna czarna dziewczyna zaczyna stanowić zagrożenie dla pozostałych negra. Jej lojalność wobec białego massa może zaprzepaścić długie przygotowania…

22228126_1488368074585810_3322957641686909032_n Czytaj dalej

„Córki Wawelu”, czyli o kobiecych szyjach, co głowami rodów kręciły

Jak dobrze wiecie, Inko uwielbia wprost historyczne w każdym wydaniu. Od wczesnych Wikingów po późnych ONRowców, z odrobiną fantasy albo też zupełnie bez, lżej lub zupełnie ciężko – ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję. A że ostatnimi czasy nader wysoko cenię sobie pióro żeńskie, to wielką wprost radością zareagowałam na nowinę o powrocie Pani Brzezińskiej, tym razem w wydaniu zupełnie na poważnie – bo „Córki Wawelu to książka, jakiej jeszcze nie było.

Regina jest prostą chłopką, dla której Kraków to obietnica lepszego bytu i zarobku. Dziewczyna zostaje przyjęta na służbę do mistrza Bartłomieja, uznanego słodownika, który, jak szybko się okazuje, oczekuje od niej oddania i posłuszeństwa nie tylko w kuchni… Wkrótce na świat przychodzi „potworek” – Regina nie umie myśleć inaczej o swojej córce karlicy. A jednak to właśnie Dosia trafia na królewski dwór. To jej oczami – postaci prawdziwej, która rzeczywiście przechadzała się po królewskich krużgankach, opiekunki, świadka wydarzeń, uczt, ślubów, spisków i gwałtów – podglądamy codzienne życie jagiellońskich królewien: Jadwigi, Izabeli, Zofii, Anny i Katarzyny. Anna Brzezińska, ceniona pisarka i mediewistka, powraca z nową zaskakującą książką. Na przeszło ośmiuset stronach opisuje życie kobiet za czasów ostatnich Jagiellonów. Jej bohaterkami są nie tyko uprzywilejowane – jak mogłoby się zdawać – córki króla Zygmunta I Starego z małżeństw z Barbarą Zápolyą i Boną Sforzą, ale także bękarcice, mieszczki, kobiety z plebsu przyjmowane do pracy jako sługi, a traktowane jak niewolnice.

f07f9e4f0270acdefc34ff34e2c03e63

Czytaj dalej

„Toy Wars”, czyli półnagie, kacogenne, szalone fantasy

Światło poranka prześwitujące przez roletę wdziera się do Twoich oczu i boleśnie budzi. Jęczysz głośno i podnosisz swoją obolałą głowę marząc o choćby kropli wody w wyschniętych na wiór ustach. Rozglądasz się po pokoju, trąc dłonią oko swędzące od niezmytego makijażu z wczoraj. Nie masz pojęcia gdzie jesteś. Wokół walają się puste butelki po alkoholu i ślady szampańskiej zabawy z zeszłego wieczora. Tu i ówdzie na ziemi leży nawet jakiś imprezowicz. Siadasz na łóżku usiłując zapanować nad nadchodzącym nieuchronnie womitem, a za sobą słyszysz męski pomruk. Jakiś facet, którego widzisz pierwszy raz w życiu a z którym najwidoczniej spędziłaś tę noc przewraca się na drugi bok i śpi dalej, chrapiąc donośnie. Wytrzeszczasz oczy i w Twojej głowie kołacze się jedno pytanie: CO TU SIĘ DO CHOLERY WYDARZYŁO?

Tak właśnie czujesz się po przeczytaniu „Toy Wars”.

 

ziemianski_toywars_1600x1200 Czytaj dalej

„Książka do zrobienia”, czyli flamastry w dłoń!

Niedawny fenomen książek typu „Zniszcz ten dziennik” czy „To nie jest książka” był dla mnie nieco kontrowersyjny, ale raczej niezbyt trudny do zrozumienia. Oto nareszcie Czytelnik może zemścić się na tych wszystkich dziesiątkach matek, babek, ciotek, nauczycielek i bibliotekarek, których karzące ręce sprawiedliwości dosięgały każdego, który ZAGIĄŁ BYŁ HANIEBNIE RÓG i tym samym zaświadczył, że oto jest zwyrodnialcem oraz potworem. Ludzieeeeeeee, oto niszczę książkę i nic nie możecie mi zrobić!

Osobiście przyznam się Wam tu w tym miejscu, że nałogowo czytam książki przy jedzeniu, więc nieraz zdarzyło się, że mi taki dajmy na to sok z pieroga prysnął był na stronicę. Czytam też w mnóstwie innych zupełnie nieprawdopodobnych miejsc, co skutkuje tym, że moje książki są dość mocno sfatygowane. Właściwie nie zdzierżyłabym tylko łamania książek – bo wtedy zaczynają kartki wypadać i nawet się tego skleić nie da. Ale nawet dla tak tolerancyjnego książkoholika jak ja idea celowego niszczenia książki była co najmniej słaba. Jednakowoż literatura kreatywna, współtworzona wraz z Czytelnikiem – oooo, to już co innego. I tak w me inkoholicze łapy za sprawą Dwóch Sióstr trafiła do mnie „Książka do zrobienia”:

dsc_2749_zps17oh2lgn Czytaj dalej

Sza, cicho sza, czas na „CISZĘ”…

Napotkałam byłam na Polconie zjawisko, które bardzo mnie zasmuciło. To znaczy może nie bezpośrednio na Polconie, ale tam spadła kropla, która, cytując klasyka, przegięła pałę goryczy. (W dzisiejszej recenzji będzie bardzo dużo przemyśleń wielorakich, prywaty oraz wątków osobistych, ponieważ this shit’s got real). Czekałam sobie przed galą wręczenia Zajdli niespokojnie, kręciłam się i wierciłam na wszystkie strony w krzesełku świadoma, że oto na moich oczach się będzie odbywała historia. Po mojej lewej i prawej stronie natomiast rozciągał się szpaler ludzi zapatrzonych w ciemnościach w swoje telefony.  I zrozumiałam wtedy ciekawą rzecz – to wcale nie tak, że oni się tu nudzą. Przecież każdy z nich czekał w gigantycznej kolejce żeby wejść na salę, zająć sobie jak najlepsze miejsca, przyszedł specjalnie wcześniej. Po prostu to, co dzieje się na żywo to za mało. O wiele za mało. Na pasmach nigdy nie zapada Cisza.

20170818_195458

Czytaj dalej

Polcon, czyli konwentowe Tchnienie Wschodu

Wstyd się przyznać, ale o Polconie w Lublinie dowiedziałam  się z ust miłej pani Fabrykosłownej na Warszawskich Targach Książki. I natychmiast popadłam byłam w otchłań mięciutką samozachwytu, że oto Kozi Gród w swych progach gości tak znamienitych gości. A dzisik zapraszam Was na zdjęcia z owego wydarzenia, które oddają moje mocno detaliczne podejście do fotoreportażu. 😀

dsc_2617_zpseqqnk73t

Czytaj dalej