10 kroków, by pozamiatać na każdym wystąpieniu publicznym

Znasz to? Mikrofon w Twojej zimnej, spoconej z nerwów dłoni wydaje się ważyć tonę. Setki oczu wlepiają się w Ciebie wyczekująco, wszystkie lampy na Ciebie, a w głowie – pustka i hula wiatr. Dla wielu osób wystąpienie publiczne to prawdziwe piekło na ziemi i rzecz, przed którą uczciwego obywatela powinna chronić konstytucja – bo taka męczarnia to aż nieludzkie jest. Niestety – nieraz trzeba wyjść na tą scenę/ podwyższenie/ katedrę/ mównicę/niepotrzebne skreślić, bądź po prostu na weselu czy innej okazji unieść kieliszek w górę i powiedzieć parę słów. Co wtedy?

Wtedy przede wszystkim przestać płakać, otrzeć gluta, wstukać w googlach adres inkoholiczki i poświęcić parę cennych minut na lekturę tego wpisu, który przygotowałam z myślą o Was wszystkich pognębionych i udręczonych widmem niedalekiego wystąpienia publicznego. Będzie bardzo prosto i bardzo konkretnie. I na przykładach, żeby nie było, że obrabiam pupę Pani Maryni. Przy opracowywaniu tych dziesięciu kroków korzystałam z własnych doświadczeń oraz, skądinąd bardzo przydatnej, książki Macieja Orłosia „O sztuce wystąpień publicznych”, bo mam taką jakąś przypadłość, że lubię uczyć się fachu od lepszych od siebie.

lungdos

No to co? Pora na scenę?

Nie marudzić. Wchodzimy.

Czytaj dalej

Reklamy

Inkorelacja: Chiński Nowy Rok – medytacyjna magia w CSK

Paradoksalnie to właśnie tą chwilę tuż przed samym występem lubię najbardziej – ten szmer rozmów, to podekscytowanie, to pełne napięcia oczekiwanie na coś pięknego, co wydarzy się już-już za chwilkę. Sala Operowa Centrum Spotkania Kultur dostarczyła mi już wielu wrażeń – zaczynając od symfonicznego Accantusa parę lat temu, przez Biblię Audio, na Laibachu, Laboratorium Pieśni i Otavie w zeszłym roku kończąc. Była prawdziwym stołem dla spotykających się kultur – ktokolwiek wymyślił nazwę CSK wiedział co robi, bo rzadko trafia się tak wierna swojej idei instytucja. A jednak, mimo tych wszystkich wrażeń, nadal potrafi mnie zaskoczyć – tak jak Chińskim Nowym Rokiem przedwczoraj. ♥

48268911_10157577566768538_7787709927459389440_n
Czytaj dalej

Inkorecenzja: „Meekhan:Każde martwe marzenie” (NARESZCIE W MOICH ŁAPACH♥)

Nareszcie ją mam. Nareszcie w moich łapach. Nareszcie mogę znowu do MEEKHANU!

47581659_794118047606738_5435623528280947679_n.jpg

 Deana d’Kllean, niegdyś Pieśniarka Pamięci i mistrzyni miecza, a dziś rządząca pustynnym księstwem wybranka Boga Ognia, stoi na progu wojny. Powstanie niewolników, które wybuchło u południowych granic państwa, zatacza coraz szersze kręgi. Genno Laskolnyk wraz ze swoim czaardanem wolnych jeźdźców wpada w sam środek wojny. Czego szuka wśród niewolników, którzy postanowili zrzucić jarzmo krwawych panów? Tymczasem tysiące mil na północ Czerwone Szóstki trafiają na tajemnicę, która pochłonęła już niejedną ofiarę. Czy odwaga górali ocali im życie?

Meekhan spływa krwią i wydaje się, że nic już nie powstrzyma płomienia, który ogarnia Imperium.

„Opowieści z meekhańskiego pogranicza” Roberta M. Wegnera to barwny, epicki fresk, w którym splatają się losy pełnokrwistych postaci, a ludzkie dramaty sąsiadują z intrygami bogów i tajemnicami sprzed tysięcy lat. Bestsellerowy cykl docenili czytelnicy nie tylko w Polsce, ale i w Rosji, gdzie „Opowieści…” zdobyły nagrodę najlepszej fantasy roku.

Długo wyczekiwana odsłona najgłośniejszego polskiego fantasy ostatnich lat!

Długo, oj długo… Czytaj dalej

10 totalnych bzdur, w które wierzyłam będąc dzieckiem

Jestem absolutnie pewna, że każdy z Was był kiedyś w takiej sytuacji: przychodzą dawno nie widziani kuzyni piąta woda po kisielu albo ciotki, które twierdzą, że Cię znają, a Ty widzisz je pierwszy raz w życiu i wtedy Wasi rodzice wyjeżdżają z kompromitującymi zdjęciami z Waszego dzieciństwa (nie daj borze tucholski żeby z wanny) i jeszcze bardziej kompromitującymi historiami, o tym, jak to kiedyś się malowniczo zfajdaliście na wujka i śmiechu było co nie miara. Jeszcze bardziej żenująco robi się wtedy, kiedy rodzice robią taki dowcip przy drugiej połówce przyprowadzonej w celu zapoznania – wtedy to już w ogóle twarz przybiera kolor świeżo wypucowanego wozu strażackiego na rocznicy otwarcia remizy.

No cóż, rodzaj dziecięcy jest istną kopalnią zawstydzających sytuacji (zwykle dla rodziców próbujących jakoś wytłumaczyć obrażonej właśnie przez pociechę osobie, że to tylko taki głupi żart). Jednakowoż! Jest on również źródłem naprawdę niesamowitych koncepcji i pomysłów, na które dorosły za cholerę by nie wpadł, nawet, gdyby myślał tydzień – dzieciaki po prostu widzą świat po swojemu, po raz pierwszy, bez wiedzy i doświadczenia, a jak czegoś nie rozumieją, potrafią wykazać się wprost niesamowitą umiejętnością tłumaczenia tego sobie.

Przed Wami złota dziesiątka tego typu wydumanych mądrości, które w pięknych czasach przed- i okołoprzedszkolnych mi towarzyszyły. 😀

xPM3UKw Czytaj dalej

Smacznego barteru, czyli po cholerę blogerowi zarobek?

Ostrzymy kosy, podkładamy drewienka pod stosik i ustawiamy się w dwuszeregu gotowi do roastu, ponieważ oto nadchodzi chyba najbardziej drażliwy ze wszystkich tematów, jakie może bloger poruszyć – temat <ogląda się za siebie 3 razy, odpukuje w niemalowane, pluje przez lewe ramię, i okręca się trzy razy przez prawe, po czym szepcze> ZARABIANIA PINIONŻKÓW.

nqjfqrw Czytaj dalej

Człowiek człowiekowi… niewidzialny, czyli syndrom Kitty Genovese

Dzisiaj będzie dużo mniej „geek” a dużo bardziej „lifestyle”, a wręcz psychologicznie. Ale nie tą denerwującą wszystkich łącznie z psychologami psychologią nadętą, nadmuchaną i przeciw człowiekowi, ale tą ludzką, zwyczajną, dotyczącą wszystkich z gatunku i do bólu wręcz praktyczną.

y4fjhgp

Znacie może książkę „40 prac badawczych, które odmieniły oblicze psychologii”? Możecie jej nie kojarzyć, bo to taka troszkę hermetyczna lekturka, ale zdecydowanie można i warto po nią sięgnąć nawet jeśli jest się laikiem (skoro dają ją studentom już na pierwszym roku, nie może być trudno napisana 😉 ). Znajdziecie tam najgłośniejsze i najbardziej przełomowe eksperymenty, takie można powiedzieć kamienie milowe w rozwoju nauki o ludzkiej psychice.

Dużo, oj dużo tam było rzeczy dla mnie wstrząsających, jednak jedna, ostatnia, rozwaliła mnie najbardziej. Słyszeliście kiedyś o przypadku morderstwa Kitty Genovese? Jeśli nie, odsyłam Was do krótkiego opisu jej sprawy. Zawsze, kiedy o niej opowiadam, gotuje mi się z wściekłości krew w żyłach, więc w skrócie powiem tylko tyle: została zamordowana na swoim własnym osiedlu, a świadkiem zbrodni było prawie 40 osób, patrzących z okien. Nikt nie pomógł, ba! Nikt nawet nie zadzwonił na policję.

A mi w głowie gra Phill Collins.

He walks on, doesn’t look back
He pretends he can’t hear her
Starts to whistle as he crosses the street
Seems embarrassed to be there

 

Utarczki były dość długie i drastyczne, gość zostawiał ją prawie nieprzytomną, a potem wracał i ranił jeszcze raz. Jak doczytałam, „w późniejszym czasie sprostowano niektóre z informacji podanych w oryginalnym artykule – atak rozwijał się na przestrzeni kilku różnych miejsc w dłuższym czasie, a pewni mieszkańcy sąsiedztwa zareagowali w rzeczywistości na wołania o pomoc, między innymi wzywając policję, bagatelizując przy tym jednak zajście„. Całe zajście ujawniło bardzo, bardzo brzydką ludzką cechę nazywaną (na cześć…?) świętej pamięci Kitty syndromem Gernovese, lub, nieco oficjalniej, dyfuzją (rozproszeniem) odpowiedzialności.

Na czym to polega?

Parę dni temu szłam na przystanek o bardzo chodliwej że tak powiem godzinie, bo czekało na autobusy kilkanaście albo więcej osób. Było już ciemno, bardzo zimno, a na ziemi ta okropna mokra breja z roztopionego śniegu, soli i piasku – i w tej brei leżała dziewczyna, trzymana przez dwie osoby. Jak się okazało później, przewróciła się na lodzie, grzmotnęła głową i dostała drgawek – unieruchomił ją facet, który miał doświadczenie z epileptykiem, a podtrzymywała nogą jakaś zdenerwowana babcia. Reszta na przystanku starannie omijała wzrokiem, chociaż babka leżała na samym środku.

Wczoraj, kiedy szłam na uczelnię, zobaczyłam dziewczynę, którą z ziemi niezdarnie i z widocznym trudem podnosiła z ziemi jakaś pani w średnim wieku. W tłumie studentów. Dziewczyna moim zdaniem potrzebowała pomocy medycznej, ale bardzo płakała i opierała się ze wszystkich sił, więc poszła w swoją stronę.

Kiedy byłam świadkiem wypadku samochodowego absolutna panika ciągnęła mnie w dwóch kierunkach – pobiec do dziewczyny leżącej na środku ulicy, czy uciekać jak najdalej i zapomnieć o całej sprawie, po przecież ktoś tam się już koło niej kręci, no to po co?

Jestem pewna, że wiele razy byliście w takiej sytuacji – i mam prośbę. Kiedy znowu w niej będziecie wyobraźcie sobie, że to Wy leżycie na ulicy i bądźcie tym rodzajem przechodnia, którego Wy byście chcieli spotkać.

Za taką myślą Was zostawiam w to popołudnie. Natomiast odnośnie wczorajszej tragedii, której zbyć się nie da milczeniem, pozwolę sobie przytoczyć bardzo piękne i mądre moim zdaniem słowa Artura Cieślara:

Tylko się teraz nie dajmy martyrologicznie skołować mediom i „specjalistom” – to zło, które się wczoraj wydarzyło wyrządził jeden człowiek drugiemu człowiekowi. Nie dajmy sobie wmówić, że Polska 2019 to zły kraj zamieszkany przez złych ludzi. Takie zło wydarza się wszędzie i codziennie, często na dużo większą skalę. Nienawiść mieszka w każdym zakątku świata. Nie znamy powodów targnięcia się Stefana Miłosza na życie Pawła Adamowicza. poczekajmy. może poznamy powody, może też nie. bo szaleństwo wykracza poza rozum.
Szczucie Polaka na Polaka uprawiają politycy i media (żyjące z budowania emocjonalnej/emocjonującej narracji) od niemal dwóch dekad. Nikt już od dawna nie przebiera w słowach. ludzie słyszą: dorzynanie watahy i to zapada im w podświadomość. w zasadzie jedynym wyjściem jest postawa trzech małpek: nie widzieć, nie słyszeć, nie mówić… Inaczej człowiek, chcąc nie chcąc, zostaje wkręcany w spiralę nienawiści, dogłębnego poczucia oddzielenia od drugiego, naszym zdaniem totalnie odmiennego od nas człowieka. Budowanie niechęci i obcości jest wręcz dziecinnie proste. wszyscy ci, którzy sieją zło, sieją wiatr, zbierają burze i zsyłają te burze na innych. Prawdziwymi bohaterami zaś są ci, którzy potrafią szlachetnie milczeć kiedy trzeba zamilknąć, żeby nie wypuścić z buzi fekaliów albo działać skutecznie bez stosowania przemocy w słowach czy czynach.
Wierzę, że większość nas Polaków to dobrzy ludzie, kochający życie, kochający pokój i spokój, odnoszący się z uśmiechem i życzliwością do drugiego człowieka, kochający życie swoje i życie drugiego człowieka. Zauważam to wszędzie, na ulicy, w sklepach, na drogach. oczywiście zło czai się nieustannie i zły człowiek ze złymi intencjami stoi na straży chaosu w każdym miejscu, ale to są jednostki.
Jeśli ktokolwiek teraz zrobi Polsce i Polakom krzywdę i opowie światu jak to u nas jest źle, że jeden człowiek drugiego zabija z pobudek politycznych (co jednostkowo już się kiedyś wydarzyło, kiedy w Łodzi zabito posła PiS) to tylko rozwlecze ogień po całym lesie…

Ja też wierzę, że ludzi dobrej woli jest więcej 🙂

10 kosmicznych ciekawostek: wszechświaty równoległe, prokrastynacja i seks na księżycu

Mam dla Was kolejną kosmiczną porcję wiedzy, chorych teorii i fizyki kwantowej dla noobów. Cieszycie się? :>

photo-1450849608880-6f787542c88a

No ja myślę, dlatego, że dziś okazję ku temu mamy szczególną. Dlaczego? Albowiem dosłownie kilkanaście godzin temu radary Ziemi  trwające kilka milisekund sygnały z odległej o 15 miliardów lat świetlnych od nas galaktyki. To drugi taki sygnał – pierwszy odebrał w 2015 roku Arecibo (pamiętacie Arecibo message? ♥ ). Wstępna interpretacja to pozostałość po supernowej.

Chciałabym objąć tej ogrom. Czytaj dalej

TOP 3 najbardziej irytujących bohaterów filmowych

Należę do tej niechlubnej grupy społecznej, z której wszyscy cisną bekę na imprezach i spotkaniach towarzyskich, albowiem niezwykle łatwo ich ztriggerować, a na dodatek ich irytacja i wkurzenie wyglądają tak śmiesznie, że zabawa bardzo szybko może stać się szampańska. Nie no, trochę, przesadzam, bo sama lubię się pośmiać, ale owa cecha potrafi napsuć krwi i utrudnić życie, jeśli dotyczy postaci praktycznie nieistniejących – na przykład NPCtów w grach, albo bohaterów książkowo-filmowych. Bo wiadomo – każdy ma jedną znienawidzoną ciocię (która zawsze pyta o kawalera) albo sąsiada, którego nie trawi (z niewielkim psem ujadającym na wszystko i fajdającym gdzie popadnie) i tutaj emocje są całkowicie uzasadnione – natomiast jaki jest sens wkurzania się na postaci fikcyjne? Otóż nie mam zielonego pojęcia, nie znam odpowiedzi na to pytanie, wiem natomiast jedno – wkurzyć się na nie można i to całkiem mocno. Zapraszam na podium hańby i nieporozumienia, czyli TOP 3 najbardziej irytujących typów bohaterów występujących w filmach i aktywnie psujących krew widzowi. Czyli w tym wypadku mnie.

uCTYnvX Czytaj dalej

Book sountracks #4, czyli najpiękniejszym instrumentem jest głos

Kto po moim inkoholikowym insta hula ten wie, że ostatnio niezwykle wprost muzyczny mnie nastrój dopada. Zostawmy jednak na momętę jedną vapor- i synthwave’owe klimaty, którymi się karmię i kontynuujmy serię Book Soundtrack, której to czwarty już odcinek dziś Wam serwuję. Jaki styl dzisiaj na talerzu, jaki instrument, jaka tematyka? Ano całkiem szczególna – dzisiaj, moi mili Państwo, posłuchamy sobie najpiękniejszego ze wszystkich instrumentów na świecie. Głosu.

iqVYJz9

Jak pewnie zdążyliście po inkojutubach się zorientować, pewna miłość w moich muzycznym sercu powstała do wykonań  chóralnych rozmaitych piosenek, zwłaszcza tych z pogłosem podkręconym na maksa i zwielokrotnionych 😀 Kocham je tak mocno, że nawet czasami ośmielam się je wykonywać…

… jednak równie mocno lubię ich słuchać. A słuchać jest czego, oj jest, bo śpiewaków ma planeta Ziemia naprawdę konkursowych.

Czytaj dalej