Nordy-wilkołaki na wydaniu, czyli wyszłam za mąż i nie wracam

Krótkim słowem wyjaśnienia – zawsze o sesjowej potrze roku popełniam kilka wpisów, które są jaskrawym zaprzeczeniem wszelkich zasad moralno-dobrosmakowo-blogerskopisarskich. Forma jest dzika, a treść jeszcze dziksza. Oto jeden z nich.

Muszę się Wam czymś, moi Drodzy, pochwalić. Wyszłam byłam wczoraj wieczorem za mąż, wyszłam za mąż i nie wracam. Nie wracam, bo mąż mój „gorąca głowa, ale junak przesławny”, jakby powiedziała Kniahini Kurcewiczowa. Dzisiaj zapraszam Was, Inkoholicy, na historię z życia wziętą, kto tym zacnym gatunkiem gardzi, proszony jest o bezlitosne scrollowanie tekstu i podziwianie wyłącznie grafik.

skyrim___farkas_of_the_companions_by_nekowork-d8q4jez

(Dzisiaj na żer czytelniczy zapraszam przede wszystkim babeczki, bo będzie co oglądać).

 

Etap I: Latawica

Będąc młodą Nordką nie chciałam się wiązać na dłużej. Noc jest jeszcze młoda, Skyrim i ja też, więc po cóż sobie rączki od topora stwardniałe wiązać świętym węzłem małżeńskim? Tożto przeca by marnotrastwo było surowca. Skakałam więc z kwiatka na kwiatek beztrosko wiuwając heavy armorem i siecząc tu i ówdzie fireballami. Moje życie było beztroskie i pełne przygodnych romansów nawiązywanych w granicach możliwości dialogowych NPCtów – na przykład:
– What have you got for sale?
albo NAWET, jak ktoś był przystojniejszy:
– I want to rent a room. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Czytaj dalej

Book soundtracks #1, czyli folk na folku i folkiem pogania

Zaczyna mnie nieco martwić, że temat przewodni bloga coraz mocniej się poszerza na wszystkie strony jak statystyczny obywatel po hucznie obchodzonych świętach. Zatacza coraz szersze kręgi, zaczyna się tu wokół Inkoholiczki robić coraz bardziej różnorodnie i przez to całkiem niezrównoważenie. Nasuwa się naturalnie pytanie „co teraz będzie”, ale nie znam na nie jeszcze odpowiedzi, w związku z tym popędzę w pełnym sprincie na północ zanim dotrze do nas wszystkich, że to bez sensu 😀

Dziś działo się będzie dzieciaczki co nie miara. Literki są ważne, ale nuty są ważne równie, a obszar inkoholiczych miłości muzycznych rozprzestrzenia się nie mniej szybko jak tych książkowych. Dlatego dzisik uraczę Was bookowymi soundtrackami (dzisik i nie tylko dzisik, albowiem serią się wpis ów stanie).  Sountracki książkowe – ale rozumiane dwojako. Z jednej strony piosenki w pewnym konkretnym nurcie, pomagające zanurzyć się w klimat danego literackiego świata po same uszy. Nie muszą być słuchane naraz z czytaniem, bo mało kto to lubi, ale po prostu potęgują wrażenie wciągania w świat stworzony przez autora. Ale z drugiej strony mogą też zapewnić coś zupełnie innego – tu kłaniam się piszącym. Ogromnie inspirujące do stworzenia własnych światów i budzące wenę nawet z najgłębszego snu.

14650636_10153960953689013_7692434513978088803_n Czytaj dalej

Łabędzi szał ciał, czyli dlaczego Inkoholiczka kocha balet

Wiem, że rozrzut tematyczny mam jak ruska Katiusza. Ale co ja poradzę, że filozofię umysłowego płodozmianu wyznaję i naprawdę różnorodność kocham. Więc spośród Meekhańskiego stepu z objęć Wegnera się wymykam w noc ciemną i lecę na balety. Dosłownie.

the-st-petersburg-ballet-swan-lake-swans-duo_lr-660x330

Pokutuje w łebkach ludności wszelakiej pewno konkretne, dość z resztą niepochlebne zdanie na temat baletu. Robi się z niego cierpką kawę dla prawdziwych koneserów, stawia na równi z najpiskliwszymi operami i ogólnie odgania się go od uwagi jak natrętną muchę słowami „to nie dla mnie”. Ewentualnie posądza się jeszcze baletmiostrzów o orientację homoseksualną, bo jak wszyscy dobrze wiedzą, opięte gacie są niepodważalnym jej dowodem. Bullshit na bullshicie i bullshitem pogania. Ja właśnie dzisik panie wieczorem te wszystkie pokutujące przekonanioduszyczki zamierzam wyzwolić i pozwolić im latać wokół żyrandola ile im się żywnie będzie podobało. Bo ja, moi Drodzy, balet uwielbiam. (Uwaga! Tekst jest pisany grubo po 22 i to na powystępowym haju).

Czytaj dalej

HEREZJA: „Wichrowe Wzgórza”, czyli dlaczego wolę FILM od książki ( ͡ಠ ʖ̯ ͡ಠ)

Nadszedł oto dzisik ten dzień! Moi Drodzy, herezje będą głoszone, i to herezje częste a gęste! Spodziewam się jakichś siedmiu i pół tony fajdawki, która walnie w wentylator po tym tekście (a może i samym tytule), zapowietrzonych, czerwonych książkoholików duszących się z emocji nad taką obrazą (FILM! NAD! KSIĄŻKĄ! Ociec, prać? Prać! BIJ! ZABIJ! TRACH GO W PRZEDZIAŁEK! TRACH GO W PAPĘ! I LU GO W KAMIZELKĘ!) i w ogóle tornada, tsunami i innych bardzo brzydko pachnących i w ogóle nie miękkich kataklizmów.

96lfgms

Czytaj dalej

Wiosna wkoło, „a lasy wiecznie śpiewają”, czyli Inkoholik – ludowiec

Jestem panie ludomanem. Nie mylić proszę z Ludo Bagmanem. Jestem ludomanem odkąd w klasie maturalnej albo jakiejś  z innej czytałam na wiosnę utwory młodopolskie. „Chłopi” odcisnęli się na moim inkomuzgu, który wtedy inkomuzgiem jeszcze nie był, słodkim małorolnym piętnem w walonki obutym. Piętno owo skutkuje tym, że na wiosnę zachowuje się jak Pan Sułek – ludowiec, który nie przyjmuje do wiadomości, że życie na wsi to głównie ciężka praca i skupia się wyłącznie na tańczeniu boso obertasa, spacerach po łonie natury, rozmawiania z krowami i krzyczeniu: Hejjjjj! Czytaj dalej

10 życiowych zasad dona Corleone, czyli czego uczy Ojciec Chrzestny

Dzisik, moi Drodzy Inkoholicy, zapoznam was z ekstraktem z pewnej klasycznej dość pozycji, przepuszczonej przez gęste sito mej subiektywności. Będzie o tym dlaczego Lord Voldemort jest samolubem, o Marii Teresie II, która jak już zaczęła rodzić to nie mogła przestać, o Claire równie bezlitosnej co Francis, nerwowym żłopaniu wody i, co najważniejsze, o Ojcu Chrzestnym! Przed Wami 10 życiowych mądrości, jakie zaserwowała mi ta lektura.

the_godfather

Czytaj dalej

Siedmiu mężczyzn, którzy doprowadzili mnie do płaczu, czyli laugh with me

Dzisik Inkoholik wama przedstawi sześciu mężczyzn, którzy doprowadzili ją do płaczu. Czasem był to płacz rzewny, czasem jeno siąpienie, czasem połączony z rzuceniem się na podłogę i turlaniem w te i wewte jak padalczyk. Na szczęście we wszystkich przypadkach nie było to case study Galopującej Czarnej Rozpaczy, a zwyczajnego, szerokorozdziawowego śmiechu. Oto przed Wami sześciu autorów, których teksty stylistycznie doprowadzają mnie do takiego stanu:

smm1i8n

Dlaczego „autorzy”, a nie „książki”? – spytacie. To bardzo proste. Ja nie gustuję w zbiorach z kawałami.

Czytaj dalej

Umberto Eco felietonuje, czyli „Jak podróżować z łososiem?”

Ryby są bardzo zdrowe, mają dużo kwasów omega trzy (tylko tą nazwę pamiętam) i ogólnie każdy bloger kulinarny Wam powie, że lepiej częściej je jadać, niż na zdrowiu podupadać. Dobra, prawda jest taka, że ałtortekstu na ryby, a na łososie to już ZWŁASZCZA reaguje tak:

tumblr_mkar7nyack1qktcqpo2_400

… i takoż samo na felietony, ulubiony i najsmaczniejszy gatunek ze wszystkich, wciągany grubymi kreskami i produkowany taśmowo w ilościach niemożebnych. Nic więc dziwnego, że jak na własne oczy ujrzał taki oto zbiorek:

ufutdnv

… to natychmiast szturmem ruszył naprzód aby go zdobyć! Czytaj dalej

Panie, nie fajdaj mi pan na ideały!, czyli nie-recenzja LaLaLand

Miała być recenzja „La La Land”. Ale nie będzie. Smok nie przyszedł, bo nie zdążył, więc w rozpaczy się pogrążył. Do kina się poszło, film się obejrzało, ale z filmu się wyniosło coś zupełnie innego niż to, czego się oczekiwało. W innych recenzjach poruszano ważkie i poważne tematy – zawartość musicalu w musicalu, porównanie z innymi musicalami, musica w musicalu śpiew i tańczenie, fabuła plot i jak zrobione i bardzo dobrze albo bardzo źle i iść do kina albo nie iść. A dla mnie to całe tańczenie, śliczne oczki Emmy Stone i gustowne buty Ryana były jedynie… Przeszkodą. Przeszkodą we wczuciu się w pewien bardzo ważny i bardzo bolesny w dzisiejszych czasach temat, który w La La Land się pojawia i mam wrażenie, że niewiele osób poruszył. A mnie poruszył.

la-la-land-watching-04-videosixteenbyninejumbo1600 Czytaj dalej

TOP 5 Sesjoodmóżdżaczy, czyli najwięcej w życiu szmiry zaznają wampiry

Uwaga. Tekst był pisany pomiędzy czwartym egzaminem a piątym w stanie silnego przepalenia styków, bez smaku ani hamulców moralnych. Może zawierać śladowe ilości ironii, brakupowagi oraz orzeszków arachidowych. Jeśli jesteś uczulony na którykolwiek ze składników pozwól, że zamiast wpisu zadedykuję Ci wierszyk:

Wyjrzała glizda z dziury i wesoło gwizda
Wtem patrzy – z drugiej dziury sterczy druga glizda
Dalejże ją uwodzić a ta rzecze srogo
Odwal się żesz, kretyn, toć ja jestem twój ogon!

<kurtyna>

A teraz do rzeczy. Jest taki czas w życiu każdego, prawda, człowieka, że ma dosyć codziennego wspinania się na wyżyny intelektualne i chce najzwyczajniej w świecie położyć się na dowolnej miękkiej powierzchni poziomej z kubkiem jakiejś gorącej substancji nieopodal i poczytać coś, co będzie wymagało od niego niezbyt dużego zaangażowania spracowanych neuronów. Taki czas może nastąpić śródsesyjnie, śródprojektowo, tużpodedlajnowo i w wielu innych mniej lub bardziej spodziewanych momĘtach. Inkoholiczka radzi, Inkoholiczka nigdy Cię nie zdradzi i Twemu synapsoprzepaleniu zaradzi. Dzisiaj będzie o Topnej Piątce Sesjoodmóżdżaczy, zielonych jabłkach Edwarda, Alfie Romejo i zwyrodnialcu Januszu. Tylko krótko, bo muszę wracać do roboty!

Czytaj dalej