Book soundtracks #1, czyli folk na folku i folkiem pogania

Zaczyna mnie nieco martwić, że temat przewodni bloga coraz mocniej się poszerza na wszystkie strony jak statystyczny obywatel po hucznie obchodzonych świętach. Zatacza coraz szersze kręgi, zaczyna się tu wokół Inkoholiczki robić coraz bardziej różnorodnie i przez to całkiem niezrównoważenie. Nasuwa się naturalnie pytanie „co teraz będzie”, ale nie znam na nie jeszcze odpowiedzi, w związku z tym popędzę w pełnym sprincie na północ zanim dotrze do nas wszystkich, że to bez sensu 😀

Dziś działo się będzie dzieciaczki co nie miara. Literki są ważne, ale nuty są ważne równie, a obszar inkoholiczych miłości muzycznych rozprzestrzenia się nie mniej szybko jak tych książkowych. Dlatego dzisik uraczę Was bookowymi soundtrackami (dzisik i nie tylko dzisik, albowiem serią się wpis ów stanie).  Sountracki książkowe – ale rozumiane dwojako. Z jednej strony piosenki w pewnym konkretnym nurcie, pomagające zanurzyć się w klimat danego literackiego świata po same uszy. Nie muszą być słuchane naraz z czytaniem, bo mało kto to lubi, ale po prostu potęgują wrażenie wciągania w świat stworzony przez autora. Ale z drugiej strony mogą też zapewnić coś zupełnie innego – tu kłaniam się piszącym. Ogromnie inspirujące do stworzenia własnych światów i budzące wenę nawet z najgłębszego snu.

14650636_10153960953689013_7692434513978088803_n Czytaj dalej

„Najeźdźcy z Północy”, czyli – a gdyby tak Pocahontas z Bjornem…?

Każdy, kto Inkoholiczkię zna choć troszkę, albo czytał był jej teksty ze dwa lubtrzy wie, że w tematyce wikingów ma ona generalnie wszechobezwładniającego i chronicznego fioła zwanego również przez ziomków Kompleksem Kobiety Wikinga.  Wszędzie wyszukuje co tam zostało napisane/nagrane/nakręcona/wymodzone w dowolny sposób na ich temat, a następnie w długie zimowe wieczory powoli ac sukcesywnie sobie to wszytko sobie przejada. W ten oto sposób na jej półce zalegają pierwsze tomy serii „Sagi Sigrun” ukochanej i najlepszej Cherezińskiej, „Kruczych Pierścieni” Pettersen i paru innych, a najnowszy sezon Wikingów jeszcze nie obejrzan. Przeczytana za to, i to całkiem dawno pierwszy część trylogii(?) Pana Radosława Lewandowskiego pod wiele mówiącym tytułem „Wikingowie”. „Wilcze dziedzictwo” już recenzowane, a z warsztatu czytelniczego całkiem niedawno zeszła druga część „Najeżdżcy z północy”, która trafiła do mnie za sprawą Wydawnictwa Muza i za pośrednictwem portalu Bussiness&Culture. W międzyczasie się okropniwie wprost rozchorowałam byłam i stąd te karygodne opóźnienia. Ale z okazyji Bożego Narodzenia obchodzenia i mojego z łożnicy zmartwychwstania zajmiem się dzisiaj, moi Drodzy, właśnie drugą częścią Panalewandowskiegocyklu. A jest o czy opowiadać, jest o czym, albowiem działo się co nie miara.

tumblr_n3dw93pnet1qbtcqbo1_500

Przepraszam, rozproszyłam się. Na czym skończyliśmy? A tak. Czytaj dalej

„Akuszerka”, czyli WOJNA. Z romansem w tle.

” Wyjątkowa powieść o miłości porównywana do „Oczyszczenia” Sofi Oksanen. Jedno z najbardziej chwalonych i czytanych fińskich dzieł literackich ostatnich lat. Krzywe Oko, wychowana w surowej rodzinie zastępczej, wyrasta na outsiderkę i godnie nosi swoje niepochlebne przezwisko. Bogata wyobraźnia pomaga jej w pracy akuszerki i sprowadzaniu dzieci na świat, gdy przez Finlandię przetacza się druga wojna światowa. Dziewczyna zakochuje się w bardzo przystojnym esesmanie i fotografie wojennym Johannesie Angelhurście. Aby być blisko niego, Dzikie Oko –jak czule nazywa ją ukochany –zgłasza się na ochotnika do pracy pielęgniarki w obozie jenieckim, w którym stacjonuje Johannes.”

Co byście sobie pomyśleli po taki wstępie? Ja w swej inkoholiczej osobie spodziewałam się lekkiego romansu z wojną w tle. Wiecie, tego spod znaku „pali się i wali wszystko dookoła, ale oni TAGSIEKOCHAJO, że nawet jak się pali i wali to nie przestają ani na moment wpatrywać się w siebie z umiłowaniem i marzyć o wspólnym domku nad jeziorem.”. I w ogóle ta wojna to jest taka jakaś mimochodem i właściwie jedyne jej szczegóły to takie, że był sobie jakiś Hitler i jakiś Stalin i paru innych łebków, których nazwisk autorka akurat nie pamiętała, ale coś jej świtało z lekcji historii, że byli. A ten Niemiec jest taki przystojny i oczy ma takie niebieskie, no że ta biedna kobiecina co ona miała zrobić, no co ona miała zrobić No ona MUSIAŁA w te ramiona paść.

dsc_1224_zpsabnb8ee4

Czytaj dalej