5 typów konwentowiczów, czyli co dla kogo na FALKONie

Sztandarowy lubelski konwent zbliża się wielkimi krokyma. Brunetce na plakacie już powiewają włosy, Cytadelo-Syriuszowcom praca w rękach się pali, konwentowcy wysupłują ze swych kieszeni wszelkie gromadzone tam miesiącami drobniaki i powoli zaczynają się porządnie emocjonować. No właśnie – konwentowcy. To uczestnikami stoi każdy tego typu event – fanami właśnie. A kto po konwentach szlaja się, włóczy i wałęsa nałogową mniej lub bardziej, zobaczy na każdym z nich kilka gatunków fantastów w ich naturalnym środowisku. Zapraszam dzisik na wycieczkę  z kamerą  z piórem z klawiaturą wśród Falkonowej dżungli. Dla każdego z nich mam garść subiektywnie wybranych z programu propozycji – a nuż coś przedstawicieli zaciekawi! 😉 Także każdemu według potrzeb, wiśta wio, jadymy.

FALKON620x320

Czytaj dalej

Reklamy

TOP 7 kandydatów na męża, czyli popkulturalni misterzy

Każda fangirl ma w swoim życiu taki okres (jeden, dwa, ewentualnie sześćset), w którym kocha się na zabój w jakimś fikcyjnym charakterze. Ale to, że ktoś jest wymyślony, nie znaczy, że nie istnieje, prawda? 😀 Więc kochać można bez przeszkód.

marry

Temat jest ważki i wiecznie aktualny, poruszenia godzien! Drogie Inkoholiczki-Książkoholiczki i Fangirle wszelkiej maści – dziś coś dla Was. Jak uczyła mistrzyni Danuta Norek – kobieta już tak ma, że wychodzi za mężczyznę, przy którym czuje się bezpiecznie, a zdradza z tym, przy którym czuje się niebezpiecznie. Dzisiaj będzie o tych pierwszych – idealnych popkulturalnych kandydatów na małżonków. Marzenie każdej spragnionej ciepła domowego ogniska fangirl.

Kolejność losowa, nie ma faworytów – wybór należy do Was, drogie Panny!

Kto na pierwszy ogień? Nie kto inny, jak… Czytaj dalej

Nordy-wilkołaki na wydaniu, czyli wyszłam za mąż i nie wracam

Krótkim słowem wyjaśnienia – zawsze o sesjowej potrze roku popełniam kilka wpisów, które są jaskrawym zaprzeczeniem wszelkich zasad moralno-dobrosmakowo-blogerskopisarskich. Forma jest dzika, a treść jeszcze dziksza. Oto jeden z nich.

Muszę się Wam czymś, moi Drodzy, pochwalić. Wyszłam byłam wczoraj wieczorem za mąż, wyszłam za mąż i nie wracam. Nie wracam, bo mąż mój „gorąca głowa, ale junak przesławny”, jakby powiedziała Kniahini Kurcewiczowa. Dzisiaj zapraszam Was, Inkoholicy, na historię z życia wziętą, kto tym zacnym gatunkiem gardzi, proszony jest o bezlitosne scrollowanie tekstu i podziwianie wyłącznie grafik.

skyrim___farkas_of_the_companions_by_nekowork-d8q4jez

(Dzisiaj na żer czytelniczy zapraszam przede wszystkim babeczki, bo będzie co oglądać).

 

Etap I: Latawica

Będąc młodą Nordką nie chciałam się wiązać na dłużej. Noc jest jeszcze młoda, Skyrim i ja też, więc po cóż sobie rączki od topora stwardniałe wiązać świętym węzłem małżeńskim? Tożto przeca by marnotrastwo było surowca. Skakałam więc z kwiatka na kwiatek beztrosko wiuwając heavy armorem i siecząc tu i ówdzie fireballami. Moje życie było beztroskie i pełne przygodnych romansów nawiązywanych w granicach możliwości dialogowych NPCtów – na przykład:
– What have you got for sale?
albo NAWET, jak ktoś był przystojniejszy:
– I want to rent a room. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Czytaj dalej

Piraciskaraibów i Salazar co się mścił, czyli kocham moją mikrofalówkę

Bardzo to miłe uczucie dla takiej starej baby jak Inko pójść sobie do kina na nowych piratów z Karaibów. Naprawdę bardzo, zważywszy na to, że premiery pierwszych części były przecież tak, tak niedawno… <ociera spod oka łzę wzruszenia a nad losem zadumania> Zebrała się więc Inko do kupy, wzięła ją pod pachę przyjacielska brać i zaniosła na salę projekcyjną i hajda w dół, jadymy.

tumblr_oky4m1cnoo1s2kuhmo3_500

Mówią, że Dead Man Tells No Tale, a okazuje się, że taki Dead Man ma jednak bardzo wiele do powiedzenia. Szczególnie, że osią tej historii jest znów, a jakże, nie kto inny jak Najgorszy Pirat O Jakim Słyszeliśmy Jack Sparrow vel Jacuś Wróbelek. (Wybaczcie mi głupie żarty, jestem w przededniu pierwszego egzaminu, a do końca jeszcze daleko, więc muszę jakoś odreagować! :D)

tumblr_inline_o0dt6qp4wg1srob4n_500

Czytaj dalej

6 sportów dla nerdów, czyli rouge du pain, Książkoholiku!

Good old-fashioned geek girl. Takiego określenia na siebie używam często i po jego linii sonduję nowo poznanych ludzi – tych, którzy znają Józefa i tych, którzy bluesa zupełnie nie czują. Dzisik jednak pozwolę sobie zająć się zupełnie inną niż zwykle stroną książkopochłaniactwa, inkoholizmu, geekowania i nerdostwa. Meekhan, Skyrim, Ziemiomorze, Śródziemie, Wiedźminland, Westeros, każdy ze światów wciąga… Ale często sprawia, że zapomina się o tym tutaj, prawdziwym, ziemskim. A oczki, kręgosłupy i parę innych płacze przygrywając rzewnie na organach. Dzisiaj będzie o sportach. O tym, że nawet, a może zwłaszcza geek powinien co jakiś czas wypełznąć spomiędzy stron i ekranów i pozwolić swojemu ciału nieco zwyczajnie fizycznie dać odpocząć od codziennych jazd, które serwuje mu znerdowiały do reszty umysł. Czyli dzisiaj rouge du pain, Książkoholiku! 😉

assassins-creed-movie-poster-michael-fassbender

Żadna tam ze mnie Chodakowska ani Lewandowska, żebym teraz wyskoczyła Wam z kompletnym treningiem rozpisanym na 1000 lat wprzód dla Was, Waszych dzieci i jeszcze wnuków. Podrzucę Wam jeno 6 powiązanych z nerdowsko-fantastycznym światem aktywności, które powinny być ciekawym urozmaiceniem dnia, a  przy okazji kultywowaniem hobby na wszystkich frontach.

Czytaj dalej

6 zakazanych parringów, czyli nie samym kanonem żyje człowiek

Ludzie, proszę Państwa, dzielą się na dwie frakcje – canoniarzy i nikoniarzy. Hem hem. Coś pokręciłam. Aa, już wiem. KANONIARZY i HERETYKÓW. O co chodzi w podziale, czy trzeba to w ogóle tłumaczyć? Kanoniarze, jak sama nazwa wskazuje zębami, pazurami i wszystkimi dostępnymi kończynami trzymają się Słowa Autorskiego Objawionego. „Co powiedział autor, to jest”, tako rzecze prorok Lebioda. „Grzebać przy Fabule się moralnemu fanowi nie godzi”, dodaje Zaratustra. Kanoniarze chodzą jak konie z oczami na klapkach zamykając się w jakże ciasnych, jakże surowych granicach podstawowej treści powieści. Fanfikujący zaś, zwani przez kanoniarzy „heretykami” są grupą  o zgoła innej orientacji i znacznie większej otwartości na doświadczenie, nowe możliwości i świat ogólnie. Traktują oni Wielce Objawioną Fabułę jako zbiór luźnych wskazówek, które pięknie osadzają nas w fikcyjnej rzeczywistości i jedynie delikatnie, nienachalnie zarysowują nam plot i bohaterów, ale absolutnie niech się pani do tego nie przywiązuje, kochana pani.

anigif_enhanced-5890-1425669422-8

Czytaj dalej

O tanku, co na asasyna się przyuczał, czyli powiedz mi jak grasz…

Przychodzi taki moment w życiu kobiety, że odczuwa ona ogromną, zdrową przecież i naturalną potrzebę pogrania sobie w coś na konsoli. (Tak, tak, usprawiedliwiaj się i wymyślaj sobie.) Moment ten nachodzi mnie regularnie i tym razem wynurzyłam się ze Skyrimowo-Wiedźminowych odmętów, by na światło dzienne ryjek wystawić i za Assasina się po raz pierwszy zabrać. Zaprosiłam więc moich kilku wiernych gejmingowych przyjaciół z Khajiitą na czele i wio. Na początku należy wyraźnie zaznaczyć, że różnimy się z Khajiitą dość dogłębnie stylem grania. Ona, jak sam pseudonim wskazuje, Khajiit like to sneak, don’t leave your treasures ignored, get bigger bolts on your door i takie tam. Walczy po cichutku, elaganckckcko, z finezją, wąsiki i futerko zaczesane na gładko, w ciemności nie widać. Draugiry ani się obejrzą jak skończą w samej gumce od majtek, a ona ucieknie z całym dorobkiem ich życia, gromadzonym skrzętnie w urnach. A ja? A inkoholik oczywiście gra ordynarnym Nordem, którego ochrzcił na Lagerthę. Nie bawi się w łucznictwo, skrada się tylko jak chce zabić nielegalnie skyrimowego kurczaka, a z Gildii Złodziei wyrzucili go za notoryczne partaczenie roboty. Wpada z maksymalnie rozwiniętą destrukcją i ciężkim uzbrojeniem i zwyczajnie przeżyna sobie drogę tam, gdzie akurat mu pasuje. Analizy psychologicznej tych dwóch stylów grania nieco boję się podejmować.

assassins_creed_revelations_21

Czytaj dalej

6 viralowych seriali okiem Inkoholika, czyli HBOwe-NETFLIXowe rozkminy

Serialogapienie w moim, inkoholiczym przypadku wygląda bardzo podobnie do czytania książek – wciskam tą czynność jak plastelinę w rozmaite wolne chwile, wydzierając bezlitośnie kotom. Kiedy więc w domu jest coś do sprzątnięcia, paznokieć jest niepomalowan, ząb nieumyty lub kanapka nieugotowana – w tle leci czynność, a głową siedzę w serialu. I przy tym jak tasiemcowe potrafią być produkcje to ja innej opcji oglądania dla siebie nie widzę – świadomość tych przesiedzianych przed kąputrem bez ruchu dziesiątek godzin zbyt by mnie przytłoczyła. O ulubionych serialach i starociach uwagi wartych będzie inną razą. Dzisik opowiem ja Wam jak z inkoholiczego punktktktktu widzenia prezentują się produkcje najznańsze, najbestsellersze, viralowe wręcz – przybyłem, skosztowałem i własnym oczom nie wierzę. To jadymy!

Czytaj dalej